Dziennik Gazeta Prawana logo

Chcesz być kimś, musisz mieć długi. Życie na kreskę to nasz chleb powszedni

29 maja 2015, 17:50
Ten tekst przeczytasz w 13 minut
Mężczyzna z teczką, z nogą w kajdanach
Mężczyzna z teczką, z nogą w kajdanach/Shutterstock
Kiedyś był piętnem, dziś przepustką do prestiżu. Kiedyś gniło się za niego w więzieniu, dziś wynosi na salony. Kiedyś był dowodem nieporadności, dziś zaradności. Dług – świadectwo moralności nowych czasów.

Cała światowa gospodarka zależy od konsumenta. Jeśli przestanie on kiedyś wydawać pieniądze, których nie ma, na rzeczy, których nie potrzebuje, będzie po nas – kpi William Bonner, amerykański autor książek ekonomicznych, założyciel największego w USA wydawnictwa konsumenckiego Agora Inc., wskazując, że państwa budują dziś swoją potęgę na pożyczaniu pieniędzy. Ostrzega, że światowa gospodarka stała się zakładnikiem konsumpcjonizmu, który sama stworzyła, zszywając ludzką chciwość, próżność, krótkowzroczność i lenistwo. Jednak to dziecko okazało się oszalałym tworem Frankensteina, który im więcej je, tym więcej chce jeść. Jego wciąż rosnący, niezaspokojony apetyt jest odporny na krótkotrwałe głodówki wywołane kryzysami, wojnami czy kataklizmami. Gdyby jednak nagle dostał anoreksji, wywołałby globalne załamanie, którego powojenny świat jeszcze nie widział. Dlatego armie bankierów i polityków – niezależnie od tego, czy na rynkach jest bessa, czy hossa, nie zważając na koszty społeczne – nieustannie tkają pajęczą sieć finansowego uzależnienia, zarzucając konsumentów, tych biednych i tych bogatych, coraz to nowymi ofertami: pożyczek, kredytów, rat, leasingów, współfinansowań, debetów, wsparć, limitów, chwilówek, odnawialnych linii. Byle sięgali po pieniądze, których nie mają, byle wydawali na rzeczy i usługi, których nie potrzebują, by pochwalić się przed znajomymi i sąsiadami, których nie lubią. Ten narkotyczny przemysł działa tak powszechnie i tak perfekcyjnie, że zdołał całkowicie odwrócić społeczne relacje. Porzuciliśmy kulturę oszczędności, by radośnie wkroczyć w kulturę kredytu.

Apoteoza pożyczania

– opowiada dr Mirosław Haponiuk z Zakładu Kultury Polskiej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

Ta łapczywość w sięganiu po oznaki bogactwa i luksusu to m.in. skutek błyskawicznego przyspieszenia świata, zwłaszcza po wynalezieniu internetu. Kapitalizm zaczął się zmieniać i obok potrzeby inwestowania, która dotąd napędzała gospodarkę, pojawił się nowy sposób zarabiania pieniędzy – potrzeba aspiracji, chęć podwyższania statusu. Trafiło to na podatny grunt – ludzkiej próżności. Nikt już nie chciał czekać całe pokolenia, by awansować w społecznej hierarchii, skoro banki zaproponowały, że prestiż można sobie kupić. I to nawet nie mając na to środków.

– tłumaczy dr Mirosław Haponiuk.

Proces przejścia całych kultur z etyki oszczędności na etykę konsumpcji ma oczywiście różne tempo w zależności od regionu świata, a nawet poszczególnych państw. Wolniej dokonuje się np. w Japonii, gdzie etos pracy wciąż jest bardzo silny, lecz młodsze pokolenia wzorem swoich rówieśników z Ameryki czy zachodniej Europy nie zamierzają już jak ich rodzice dorabiać się powoli, przez całe życie i rozwijać karier od najniższego szczebla mimo ukończonych dobrych szkół. Chcą sięgać wyżyn od razu. Wystarczy spojrzeć na wiek turystów z Kraju Kwitnącej Wiśni – całkiem niedawno z autokarów wysypywali się tylko skośnoocy emeryci, obwieszeni drogimi aparatami fotograficznymi. Dzisiaj równie często można spotkać zwiedzającą europejskie zabytki japońską młodzież.

Jednak najszybszy przeskok z oszczędzania do pożyczania dokonał się w państwach postkomunistycznych. Był to proces tak nagły, tak dynamiczny, że polskie społeczeństwo dostało od tego czkawki – jak wskazują wyniki badań CBOS, zdaniem większości Polaków o udanym życiu najbardziej świadczą dziś zdrowie (dla 49 proc. ankietowanych) i pieniądze (46 proc.), przy czym osoby najmniej zamożne uznają tylko pieniądze za gwarancję szczęścia. I jedynie co trzeci z nas uważa, że ważna jest praca.

– podkreśla ekspert z lubelskiego UMCS.

Szczury spłacają odsetki

Rozgrzane niczym w piecach hutniczych oczekiwania polepszenia statusu, ambicje osiągnięcia sukcesu, który w etyce konsumpcji ma wymiar głównie finansowy – jestem kimś, jeśli dobrze zarabiam – doprowadził do nieustającego wyścigu szczurów, tyle że z odwróconymi regułami. Szczury już na starcie swojego życia zdobywają cele – kupowane na kredyt mieszkania, samochody, meble, wakacje i złudne poczucie prestiżu. Potem rusza wyścig w stronę wejścia do labiryntu – starają się utrzymać w pracy, by przez resztę życia to wszystko spłacać. Jednak labirynt konsumpcjonizmu zmienia swój kształt w trakcie gry, czyniąc ją znacznie bardziej ryzykowną niż dawnymi czasy. Można oczywiście kontestować taki świat, stanąć na uboczu, odrzucić grę i jeść roślinki z lasu, lecz chcąc pozostać w głównym nurcie życia, musimy ryzykować jak inni. Prawdopodobieństwo, że po szkole będziemy pracować w tym samym miejscu do emerytury, jest bliskie zera, a kilkadziesiąt lat temu zbliżało się do 100 proc. Teraz nikt i nigdzie nie ma takiej pewności. Ba, problemem jest nawet zdobycie jakiejkolwiek pracy. Nawet w stabilnych do niedawna Niemczech gwarancje zatrudnienia upadły.

Eksperci zwracają uwagę, że zmieniła się koncepcja socjologiczna ryzyka – skoro przyszłość jest niepewna, a nawet teraźniejszość niestabilna, strategie długoterminowe przestają mieć znaczenie. Planowanie mozolnego dochodzenia do sukcesu jest obarczone zbyt wieloma niewiadomymi, by przywiązywać do niego dużą wagę. Znacznie bardziej opłaca się pójść na skróty i szybko sięgnąć po skredytowaną nagrodę, a konsekwencje takiej decyzji – konieczność spłaty długu – rozłożyć w czasie. Do natychmiastowej gratyfikacji zachęca zresztą sam system gospodarczy.

– tłumaczy dr Jarosław Kulbat ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu.

Winni są banksterzy

Dług stał się narzędziem do sfinansowania marzeń, zaspokojenia aspiracji, osiągnięcia prestiżu i uznania w grupie, do której chcemy przynależeć. Masowo skorzystały i korzystają z tego kręgi społeczne, które – zwłaszcza w Polsce – dzięki nagłej zmianie okoliczności społeczno-gospodarczych mogły w ten sposób polepszyć swój status. Na rynku pojawiły się całe grupy, które uzyskały zdolność do wzięcia kredytów. Dawniej np. chłop pańszczyźniany nie miał takich możliwości.

– zauważa ekspert z Katedry Psychologii Społecznej wrocławskiej SWPS.

CZYTAJ WIĘCEJ: 900 zł wzięte na babcię przed świętami... Takich kredytów się nie spłaca >>>

Odroczone w czasie konsekwencje masowego życia na kredyt musiały w końcu się pojawić. Wyjątkowo medialne były skutki nagłej zwyżki kursu franka szwajcarskiego, kiedy setki tysięcy rodzin z dnia na dzień dowiedziały się, że muszą spłacać po kilkaset złotych miesięcznie więcej. Ale kłopoty ze spłatą mają nie tylko oni – jak wynika z raportu InfoDług opracowanego przez BIG InfoMonitor – w sumie już prawie 2,4 mln Polaków nie spłaca swoich długów. Ich zaległości na koniec 2014 r. przekroczyły 40 mld zł. Z informacji przekazanych przez Biuro Informacji Kredytowej wynika, że w 2014 r. kredyt miał prawie co drugi dorosły Polak – w sumie ponad 15 mln osób. W ciągu niecałych 10 lat od 2006 r. całkowite zadłużenie polskich gospodarstw domowych z tytułu kredytów hipotecznych wzrosło z 78 mld zł do 350 mld. Według danych Europejskiego Banku Centralnego i Eurostatu stanowi to 21,7 proc. produktu krajowego brutto Polski. Jednak finansjera uspokaja – to wciąż dwa razy mniej niż unijna średnia, która sięga 44 proc. Na Polaka przypada średnio 2,3 tys. euro kredytu hipotecznego, Brytyjczyk ma 48,5 tys. euro takiego zobowiązania, a Duńczyk ponad 50 tys. Bankierzy przekonują, że Polak wciąż jest zadłużony w znacznie mniejszym stopniu niż jego kolega na Zachodzie i że z powodzeniem może jeszcze narobić kolejnych długów.

– opisuje dr Jarosław Kulbat.

To kwestia języka – kontynuuje naukowiec – dlatego określenie „dług” w bankach pojawia już znacznie rzadziej. W windykacji nie mówi się o zadłużeniu, tylko o problemach, restrukturyzacji zobowiązań czy nowych terminach płatności.

Ale i bez leksykalnych zagrywek banków długi są już tak wszechobecne, że ich dawne negatywne konotacje się zacierają. Kiedyś powiedzenie o kimś, że popadł w długi, oznaczało, że ma poważne problemy. Teraz dług stał się elementem normalnego życia. Zatraca się jego znaczenie, zmniejsza waga konsekwencji, bo wszyscy wokół go mają.

– dodaje psycholog z wrocławskiej SWPS.

Łaska zdolności kredytowej

Takie zaczarowywanie rzeczywistości i swoista dewaluacja odpowiedzialności za własne decyzje ma poważne konsekwencje społeczne. Socjolodzy alarmują, że zadłużeni mają krótsze horyzonty czasowe, żyją do pierwszego, przestają myśleć o przyszłości w kategorii życiowych strategii. W efekcie często przekraczają cienką granicę racjonalnego gospodarowania swoim domowym budżetem i wpadają w spiralę zadłużenia.

– podkreśla dr Mikołaj Lewicki z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

W etyce protestanckiej leżącej u podstaw kapitalizmu – podsumowuje dr Mirosław Haponiuk z UMCS w Lublinie – osoba radząca sobie z finansami bez pomocy kredytów była gwarantem, że jest obdarzona bożą łaską i zostanie zbawiona. Dzisiaj wydaje się, że to zdolność kredytowa jest tego świadectwem.

– kończy naukowiec z lubelskiej uczelni.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj