Dokładne wyliczenie finansowych efektów większej skuteczności fiskusa znalazło się w zestawieniu działań dyskrecjonalnych, jakie MF bierze pod uwagę przy wyliczaniu limitu wydatków dla sektora finansów publicznych. Co roku resort liczy taki limit, który potem jest bazą do ustalenia, ile pieniędzy może wydać rząd z budżetu centralnego. Skutki działań dyskrecjonalnych - czyli np. jakichś zmian w prawie podatkowym - w przyszłym roku ministerstwo szacuje na 10,8 mld zł.

Czy to dużo? Oczywiście nie można przekreślać ministerialnych szacunków już na tym etapie, pamiętając, co się działo przy prezentowaniu projektu tegorocznego budżetu. Wtedy eksperci nazywali go napiętym, wątpiąc w realizację planu dochodów. A wiele wskazuje na to, że zostanie on wykonany z naddatkiem. Mateusz Walewski, ekonomista firmy doradczej PwC, mówi, że szacunki efektów ściągalności w 2018 r. nie są jakoś przesadnie optymistyczne, jeśli skonfrontować je z wielkością luki podatkowej. W samym VAT - jak wylicza - to ok. 40 mld zł rocznie. Niemniej jednak, zastrzega ekspert, nie można zakładać, że to właśnie w tym podatku ściągalność będzie rosła w nieskończoność.

Luki VAT nie da się zlikwidować do zera, potencjał do uzyskiwania wpływów z lepszej egzekucji VAT będzie z roku na rok coraz mniejszy. I nie sądzę, by prognoza Ministerstwa Finansów opierała się tylko na tym, tam musi być też poprawa ściągalności innych danin - podpowiada ekonomista.

Rzeczywiście, w katalogu "działań dyskrecjonalnych" resort wymienia m.in. zmiany w PIT i CIT. Ministerstwo chce m.in. wprowadzić limit na wysokość kosztów uzyskania przychodów od zakupu tzw. usług niematerialnych - np. doradczych czy prawnych. W zamyśle miałoby to być narzędzie do zwalczania nieuczciwej optymalizacji w podatkach dochodowych. Sęk w tym, że wdrażanie tych zmian idzie z oporami, a sam pomysł limitowania kosztów był powszechnie krytykowany przez organizacje przedsiębiorców. Tymczasem w przypadku zmian w podatkach dochodowych czasu jest wyjątkowo mało. Trzeba je przeprowadzić do końca listopada - o ile miałyby one obowiązywać z początkiem kolejnego roku.

Nasi rozmówcy z MF przyznają więc, że prognoza dochodów ze ściągalności jednak opiera się na VAT. A konkretnie na rozszerzeniu grupy firm, które będą musiały składać jednolity plik kontrolny z rozliczeniem VAT. Od nowego roku w systemie JPK swoje dane o rozliczeniach będą musieli przesyłać wszyscy przedsiębiorcy, w tym mikrofirmy. I to jest już pewne. Większość poprawy ściągalności ma być efektem tego rozszerzenia. To, plus używanie takich narzędzi jak JPK, powinno dać wymierne efekty - mówi urzędnik MF.

Reszta wyliczeń - podobnie jak ze zmianami w PIT i CIT - jest oparta na projektach, które jeszcze nie obowiązują. MF pracuje nad nimi od miesięcy. I choć finiszuje, to prognoza dodatkowych wpływów, jakie mają się pojawić dzięki nim, jest obarczona ryzykiem.

Pierwszy projekt to wprowadzenie split paymentu w VAT - czyli nowego sposobu rozliczania tego podatku. Będzie to polegać na rozdzieleniu płatności na kwotę netto (trafi na konto sprzedawcy) i VAT (trafi na rachunek VAT sprzedającego). Dzięki temu trudniejsze stanie się unikanie należności dla fiskusa. Drugi, którego skutki finansowe MF uwzględnił przy wyliczaniu dopuszczalnego poziomu wydatków w 2018 r., nazywa się STIR. To skrót od systemu teleinformatycznego izby rozliczeniowej. Za jego pomocą można będzie analizować przepływy pieniędzy w systemie bankowym pod kątem przestępczości skarbowej. STIR ma przetwarzać dane z przelewów bankowych, których dostarczą mu banki i SKOK-i oraz wskazywać podejrzane operacje.

Żadne z tych rozwiązań jeszcze nie trafiło do Sejmu. Split payment przeszedł wprawdzie przez Komitet Stały Rady Ministrów, ale STIR trafi tam dopiero dziś. W MF liczą na to, że rząd oboma projektami zajmie się we wrześniu, tak by proces legislacyjny zakończyć w tym roku. Ale i tak w przypadku podzielonej płatności nie uda się dotrzymać pierwotnej daty wejścia w życie, czyli 1 stycznia 2018 r. Split payment ma działać od 1 kwietnia.