Dane ZUS o wyliczonych świadczeniach osób korzystających na obniżeniu wieku emerytalnego pokazują, że niższe i najniższe świadczenia to problem, który w dużo większym stopniu dotyczy kobiet niż mężczyzn. Niższe od minimalnych świadczenia przyznano aż 12 proc. kobiet, które wystąpiły z wnioskiem. W przypadku mężczyzn ten odsetek jest trzykrotnie niższy i wynosi 4 proc. Z kolei emerytury minimalne otrzymało niemal 2 proc. kobiet i tylko 0,2 proc. mężczyzn. Te olbrzymie dysproporcje wynikają z kilku powodów.
Po pierwsze, pracować dłużej
– – uważa Piotr Lewandowski z Instytutu Badań Strukturalnych. To powoduje, że odłożona przez emeryta składka jest dzielona przez coraz większą liczbę miesięcy przewidywanego czasu życia. A ponieważ wiek emerytalny kobiet jest o pięć lat niższy niż mężczyzn, to w praktyce oznacza, że przy tym samym poziomie odprowadzanej składki emerytura mężczyzny będzie wyższa o niemal 50 proc. Mężczyźni mają więc dużo większą szansę na to, żeby ich świadczenia przewyższały emeryturę minimalną.
– – mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole.
Po drugie, ważny jest początek kariery
Kolejny powód to przebieg karier zawodowych. Będzie coraz więcej osób, które mają staż z okresu pracy w PRL, a po transformacji pracowały na czarno lub na umowach, od których nie była odprowadzana składka na ubezpieczenia społeczne. W efekcie ta składka będzie relatywnie niska. Dla wielu z takich osób podstawą do wyliczenia emerytury będzie w większym stopniu kapitał początkowy (wyliczony na podstawie zatrudnienia przed 1999 r.) niż płacone po wprowadzeniu reformy emerytalnej składki. „Wśród osób pobierających w listopadzie 2017 r. emeryturę w wysokości niższej niż minimalna, aż 52,7 proc. (56,5 proc. mężczyzn i 52,2 proc. kobiet) miało emeryturę wyliczoną jedynie z kwoty zwaloryzowanego kapitału początkowego. Oznacza to, że osoby te nie odprowadziły ani jednej składki na ubezpieczenie emerytalne po 1998 r. Natomiast brak kapitału początkowego obserwujemy jedynie u 2,1 proc. (2,8 proc. mężczyzn i 2 proc. kobiet) emerytów pobierających w listopadzie 2017 r. emeryturę w wysokości niższej niż najniższa” – napisało nam Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
To problem, który w jeszcze większym stopniu może dotyczyć kolejnych roczników. I może być dotkliwy w przyszłości również dla obecnie młodych ludzi. Sytuacja na rynku pracy powodowała, że wielu z nich na starcie kariery przez kilka lat pracuje z wyboru lub z musu na umowy, od których nie są odprowadzane składki na emeryturę lub są odprowadzane w niewielkiej wysokości. To powoduje, że bardzo powoli zbierają emerytalny kapitał w ZUS. A obecny system dzięki relatywnie wysokiej waloryzacji konta premiuje jak najwcześniejsze oszczędzanie na koncie w ZUS. – – wyjaśnia Piotr Lewandowski.
Po trzecie, co ze stażem
Innym powodem dużej liczby emerytur niższych od minimalnej jest techniczne rozwiązanie przyjęte w 1999 r., by wyliczać świadczenia z każdej odłożonej składki. Prezes ZUS w wywiadzie poniżej podaje przykłady świadczeń wyliczanych na przykładzie jednej umowy, od której odprowadzono jedną składkę. Na razie są świadczenia wynoszące kilka groszy, ale nie można wykluczyć, że dojdzie do absurdalnej sytuacji i wyliczona emerytura będzie poniżej jednego grosza. Pytanie, co z tym zrobić, tym bardziej że powinna zostać od niej odprowadzona składka zdrowotna i podatek PIT. – – mówi Aleksandra Wiktorow, była prezes ZUS. Groszowa emerytura wcale nie musi świadczyć o niskim statusie materialnym. Mogą ją dostawać np. żony dobrze zarabiających mężów, które miały krótki epizod zawodowy w życiu.
Rosnąca liczba niskich emerytur powinna skłonić rządzących do szukania rozwiązania problemu. – – dodaje Aleksandra Wiktorow.
Prezes Uścińska mówi nam o konieczności wprowadzenia kryterium minimalnego stażu lub stażu i minimalnej składki, by otrzymać emeryturę. Propozycja takiego stażu znalazła się w przyjętym przez rząd przeglądzie emerytalnym. Kłopotem w jej przygotowaniu są sprawy techniczne. Co zrobić z uzbieranymi składkami? Pomysły są dwa. – – mówi Aleksandra Wiktorow. Inny pomysł zakłada zatrzymanie składki w ZUS. Osoby, które nie wypracowały nawet najniższego świadczenia, i tak są klientami opieki zdrowotnej czy korzystają z innych usług publicznych, więc te pieniądze mogą być zaliczone na poczet korzystania z tych usług. Oba poglądy dyskutowane są w rządzie, ale konkluzji na razie nie ma.