Do 1,86 bln zł urosły w minionym roku nasze zasoby finansowe – wynika z danych Narodowego Banku Polskiego. Dane obejmują zarówno gotówkę i aktywa, które łatwo spieniężyć (depozyty, fundusze inwestycyjne czy akcje notowane na giełdzie), jak i takie, których zamiana na gotówkę jest trudna lub w krótkim czasie wręcz niemożliwa (fundusze emerytalne oraz środki przeniesione trzy lata temu z OFE do ZUS, należności z tytułu ubezpieczeń czy akcje i udziały w spółkach niepublicznych, w tym działających na niewielką skalę spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością). W 2016 r. wartość tych wszystkich aktywów zwiększyła się o ponad 140 mld zł. Ostatnio z tak szybkim przyrostem mieliśmy do czynienia w pierwszej połowie 2014 r.

W efekcie pierwszy raz w historii aktywa finansowe Polaków stanowią równowartość rocznego produktu krajowego brutto. Jeszcze w połowie 2013 r. było to mniej niż 90 proc. PKB. Poziom 80 proc. pierwszy raz został przekroczony w 2010 r.

Do europejskiej czołówki nadal wiele nam jednak brakuje. W krajach Beneluksu zasoby gospodarstw domowych przekraczają trzykrotność PKB. Niewiele mniej bogactwa jest w państwach skandynawskich. My jesteśmy na poziomie zbliżonym do Słowenii czy Łotwy. Znaczący dystans dzieli nas pod tym względem od Węgier, a nawet od Bułgarii. Decydującą rolę odgrywają tu względy historyczne. Kraje zachodnie nie mają za sobą zaborów, w mniejszym stopniu odczuły wielkie konflikty zbrojne XX w., nie przeżyły komunizmu, a hiperinflacja dotknęła tylko niektóre, w dodatku niemal sto lat temu. U nas dla pokolenia dzisiejszych emerytów jest to wciąż żywe wspomnienie, które zniechęca do odkładania pieniędzy.

Stopa oszczędności to u nas 2–3 proc. dochodów – mówi Łukasz Tarnawa, główny ekonomista Banku Ochrony Środowiska. – Są przyczyny historyczne, ale ważny jest też kontekst społeczny. Cały czas mamy duże aspiracje, jeśli chodzi o konsumpcję. Jej poziom w ostatnich dekadach mocno się podniósł, ale biorąc pod uwagę ofertę, skłonność do odkładania na przyszłość pozostaje bardzo niska – dodaje. Według niego najnowszym elementem, który obniżył chęć do odkładania środków na zakup instrumentów finansowych, były zmiany w OFE sprzed kilku lat.

Tarnawa zwraca też uwagę, że o ile wśród Polaków nie widać dużej chęci do oszczędzania w formie aktywów finansowych, to zupełnie inaczej jest w przypadku inwestycji trwałych, np. nieruchomości. Na takie jesteśmy gotowi nawet kosztem zwiększenia zadłużenia.

Tę tezę potwierdzają przedstawione wyniki sondażu dotyczącego oszczędzania przeprowadzonego na zlecenie ING Banku Śląskiego. Zaskakująco wielu respondentów potwierdziło posiadanie metali szlachetnych (30 proc.) oraz nieruchomości (rozumianych inwestycyjne: 22 proc.), które tradycyjnie postrzegane są jako bezpieczne, ale również są mało płynne i kosztowne w utrzymaniu – napisano w podsumowaniu wyników ankiety. W jej ramach zapytano też, w co Polacy byliby skłonni ulokować 10 proc. swoich teoretycznych oszczędności. 18 proc. wybrało lokaty terminowe, a na drugim miejscu z wynikiem 16 proc. znalazły się nieruchomości.

W danych o aktywach finansowych nie ma informacji o wartości posiadanych nieruchomości. Dwa lata temu NBP opublikował szacunki, z których wynikało, że przeciętna wartość majątku netto gospodarstwa domowego w Polsce w 2014 r. przekraczała nieco ćwierć miliona złotych. Największą rolę odgrywała wartość głównego miejsca zamieszkania.

Inwestowanie w instrumenty finansowe cieszy się bardzo niewielkim zaufaniem wśród Polaków. Dla instytucji finansowych to jest praca na lata, żeby ten wizerunek poprawić – ocenia Karol Pogorzelski, ekonomista ING BSK. Zaufanie zostało nadszarpnięte w czasie kryzysu finansowego. – Na dobrym rynku łatwo sprzedać produkt, który zarabia 5 proc. miesięcznie. Ale jeśli jest 15 proc. straty w miesiąc, to klienta później bardzo trudno odzyskać – mówi Daniel Szewieczek, dyrektor odpowiedzialny za obszar oszczędności i inwestycji w ING BSK.

Łukasz Tarnawa wskazuje, że skłonność do oszczędzania to cecha, która zmienia się bardzo powoli. – Jest oczywiste, że istotną rolę ma tu do odegrania edukacja finansowa. Ale przydatna byłaby też zachęta o charakterze podatkowym, dzięki której ludzie widzieliby bieżącą korzyść z oszczędzania – uważa ekspert. W tę stronę mają iść zmiany w systemie oszczędzania na starość. Przewidują one zwiększenie atrakcyjności oszczędzania w III filarze emerytalnym.

Na razie ze względu na wysoką skłonność do konsumpcji oraz do kupowania nieruchomości – w obu wypadkach w części finansowanej kredytem, aktywa finansowe w wymiarze netto, czyli po odjęciu zobowiązań, prezentują się znacznie słabiej niż ich wartość brutto. W końcu ub.r. stanowiły niespełna 63 proc. PKB. To poziom podobny jak pod koniec 2007 r., czyli na kilka miesięcy przed bankructwem banku Lehman Brothers i ostrą fazą światowego kryzysu finansowego.

Naszą chęć do odkładania obniżyły ostatnie zmiany w OFE