Prezentując na konferencji prasowej aktualizację strategii Orlenu do 2030 roku, po tym jak firma przejęła w zeszłym roku Lotos i PGNiG, prezes Daniel Obajtek opowiadał o mechanizmach kształtowania cen paliw. Przyznał, że nienaturalne zachowanie cen benzyny i oleju napędowego na krajowych stacjach na przełomie 2022 i 2023 roku, było spowodowane działaniami Orlenu.

Reklama

Na czym to nienaturalne zachowanie polegało?

Eksperci zastanawiali się, dlaczego w ostatnich tygodniach 2022 roku spadek cen paliw w Polsce nie nadąża za spadkami cen ropy. Na początku grudnia zeszłego roku cena baryłki ropy gatunku Brent kosztowała mniej niż 80 dolarów, po spadku o niemal 40 proc. od ustanowionych latem maksimów w ramach trwającego mniej więcej dwa lata trendu wzrostowego.

W tym samym czasie, kiedy ropa gwałtownie taniała, ceny benzyny Pb95 obniżyły się na krajowych stacjach o niecałe 20 proc., a oleju napędowego niemal się nie zmieniły. Zachowanie cen paliw w Polsce odbiegało także od tego, jak wyglądały trendy na rynku w innych unijnych państwach. Np. w Niemczech ceny spadały mocniej. Nasuwało się następujące wyjaśnienie - ceny na stajach są utrzymywane na podwyższony poziomie, żeby nie trzeba było ich skokowo podnosić 1 stycznia 2023 roku, kiedy stawka VAT na paliwa rosła z 8 do 23 proc.

Na początku 2022 roku VAT został obniżony z 23 do 8 proc., w ramach działań rządu łagodzących skutki inflacji. We wtorek Daniel Obajtek przyznał otwarcie: tak, zdecydowaliśmy, że nie będziemy podnosić cen paliw w związku z podwyżką VAT, żeby nie stawiać konsumentów w trudnej sytuacji w okolicach świąt Bożego Narodzenia. Decyzja Orlenu przełożyła się na zachowanie całego rynku – do polityki cenowej największego gracza dostosowali się jego mniejsi konkurenci.

"Prezes nie przyznał się do stawianego zarzutu"

Prezes nie przyznał się do stawianego przez niektórych ekspertów zarzutu, że ceny paliw w grudniu były zawyżone. Powiedział jedynie otwarcie, że Orlen dyktuje ceny na rynku. O tym, że w grudniu było drożej niż być powinno, można wywnioskować z innego fragmentu wypowiedzi prezesa. Obajtek stwierdził, że taki koncern jak Orlen nie może sobie pozwolić na nieprzekładanie rosnących cen paliw na rynkach globalnych na ceny na stacjach, bo kierowana przez niego firma nie może ponosić strat.

Reklama

Z rynku paliw samochodowych prezes Obajtek przeszedł do rynku gazu. I ogłosił, że obniża jego ceny dla tzw. odbiorców cennikowych, czyli z małych i średnich przedsiębiorstw, których nie chronią taryfy ustanawiane przez Urząd Regulacji Energetyki. Od 15 marca mniejsze firmy będą płacić 353 zł/MWh, zamiast 650 zł/MWh. Obniżka o ponad 50 proc. na pewno ucieszy właścicieli piekarni czy pizzerii. Jednak dotychczasowe ceny gazu dla mniejszych przedsiębiorców także budziły wiele wątpliwości. Jak to możliwe, zachodzili w głowę eksperci, że firmy płacą ponad 600 zł, skoro na warszawskiej Towarowej Giełdzie Energii cena 1 MWh gazu jest poniżej 300 zł?

Gaz z dostawą w kolejnym dniu kosztował we wtorek 28 lutego na rynku ok. 260 zł/MWh. Prezes Obajtek wyjaśnił dlaczego przedsiębiorcy płacili ponad dwa razy drożej. Po PGNiG, krajowy potentat na rynku gazu, nad którym Orlen przejął kontrolę na początku listopada zeszłego roku, kupił wcześniej gaz po bardzo wysokich cenach. I żeby nie tracić, sprzedawał go drogo klientom. A mógł sobie na to pozwolić, bo PGNiG (czyli dziś Orlen) jest faktycznym monopolistą na rynku gazu.

Dlaczego więc ceny dla klientów mimo wszystko spadły?

Orlen zdecydował się na duże zakupy gazu po obecnych, niższych cenach i „wymieszał” surowiec kupiony niedawno, z tym droższym, nabytym wcześniej. Obniżając średnią ceną swoich zakupów Orlen mógł także ulżyć swoim klientom. Zdaniem prezesa Obajtka to przejaw troski jego firmy o całą gospodarkę i swoich odbiorców. Gdyby wysokie ceny gazu doprowadziły ich do bankructwa, Orlen nie mógłby na nich zarabiać w przyszłości.

O ile słowa prezesa Orlenu o cenach produktów jego firmy wybrzmiały bardzo groźnie dla ich nabywców, czyli niemal wszystkich Polaków, o tyle bardziej optymistyczne wyglądały zaprezentowane w zmodyfikowanej strategii liczby. Do 2030 roku Orlen wyda 120 mld na tzw. zielone inwestycje, koncentrując się na odnawialnych źródła energii (70 mld zł inwestycji), stawiając niskoemisyjne bloki gazowo-parowe oraz budując pierwszy mały, modułowy reaktor atomowy (SMR) w 2028 roku. W ten sposób Orlen będzie zmierzał do tego, żeby w 2050 roku stać się firmę zeroemisyjną. Ten kierunek inwestycji nie tylko da szansę na poprawę jakości powietrza w Polsce, ale oznacza także powstanie wielu nowych, dobrze płatnych miejsc pracy.

Dobre wieści dla inwestorów

Dobre wiadomości prezes Orlenu przekazał także giełdowym inwestorom. Kiedy przed końcowym etapem budowy multienergetycznego koncernu, czyli przejęciem PGNiG przez Orlen, zapytaliśmy analityków ile spółka wypłaci inwestorom w formie dywidendy z zysku za 2022 roku, padła kwota 1,5-2,0 mld zł. Tymczasem zarząd Orlenu będzie rekomendował walnemu zgromadzeniu wypłacenie w formie dywidendy niemal 6 mld zł, co daje 5,5 zł na akcję. Przy obecnej cenie akcji (ok. 66 zł), daje to stopę dywidendy w wysokości ponad 8 proc.

Powodem wypłaty relatywnie wysokiej wypłaty dla akcjonariuszy jest najwyższy w historii zysk netto, wypracowany przez Orlen w 2022 roku. Spółka zarobiła w ciągu 12 miesięcy ponad 35 mld zł. Poziom minimalnej dywidendy, której mogą oczekiwać akcjonariusze został wyznaczony na poziomie 4 zł dla zysk za 2022 rok i będzie podnoszony każdego roku o 15 groszy, aż do poziomu 5,20 zł na akcję. Minimalna dywidenda z tegorocznego zysku wyniesie zatem 4,15 zł. Przed modyfikacją strategii Orlen deklarował, że będzie wypłacał akcjonariuszom każdego roku minimum 3,5 zł na akcję.