Kidawa-Błońska była pytana w radiu RMF FM o ocenę sytuacji politycznej w kontekście wtorkowego głosowania nad ratyfikacją ustawy ws. decyzji dotyczącej zasobów własnych UE, w którym większość klub KO wstrzymała się od głosu. - Sytuacja jest trudna. Jest trudna nie tylko dla Platformy Obywatelskiej, nie tylko dla KO, ale w ogóle nasza scena polityczna wygląda nieciekawie. To, co dzieje się przez ostatnie sześć lat w naszym kraju, nie napawa nadzieją. Ja rozumiem Polaków, że patrzą na to, co my robimy, z dużym zniecierpliwieniem, że starają się zrozumieć, dlaczego politycy zachowują się w taki, a nie inny sposób - odparła wicemarszałek.

Reklama

Budka opanował kryzys?

- A do tego pandemia pokazuje, że przyszło nam żyć nie tylko w ciekawych, ale bardzo ciężkich czasach - dodała.

Dopytywana, czy nie ma wrażenia, że kłótniami wewnątrz opozycji ludzi raczej zniechęcają niż zapraszają, odparła: Milczeć - w sytuacjach, kiedy uważamy, że coś się dzieje nie tak - nie można. Ale na pewno Jarosław Kaczyński jest bardzo zadowolony, bo czerpiąc wzory z Węgier, z Orbana, bardzo umiejętnie próbuje zdestabilizować opozycję.

Jednocześnie zauważyła, że opozycja w wielu sprawach udało się współpracować i daje się współpracować.

Odnosząc się do głosowania ws. ustawy ratyfikacyjnej Kidawa-Błońska podkreśliła, że "po raz pierwszy od sześciu lat Prawo i Sprawiedliwość musiało, powinno usiąść do stołu z opozycją i porozmawiać, ponieważ we własnym gronie nie ma większości". - To był dobry czas właśnie po to, żeby przygotować te zapisy, na których opozycji zależy. Stała się bardzo niedobra rzecz - oceniła posłanka.

Według niej, Lewica "oddała wszystko tak, jak chciało PiS i nawet nie próbowali wspólnie zawalczyć".

Na pytanie, czy przewodniczący PO Borys Budka poradził sobie w tej sytuacji, powiedziała: Ja jestem bardzo dumna, że nasz klub zagłosował (ws. ustawy ratyfikacyjnej) - klub, o którym mówiono, że się rozpadnie, że się podzieli, że po tym głosowaniu klubu nie będzie - jednorodnie.

Wicemarszałek Sejmu oceniła, że Budka "potrafił rozmawiać" z posłami KO o Funduszu Odbudowy stąd takie, a nie inne wyniki głosowania klubu. - Opanował kryzys - podkreśliła.

Jej zdaniem Koalicja Obywatelska i PO "chyba ten najtrudniejszy czas ma za sobą". - Ten najtrudniejszy czas biorąc pod uwagę, że jesteśmy atakowani przez obóz rządzący, do czego się przyzwyczailiśmy, ale także w części opozycji patrzy się niechętnie na PO - wskazała.

Budka nie ma moralnego prawa do miana lidera?

- Lider PO Borys Budka nie ma moralnego prawa do tego, by być nazywanym liderem opozycji - uważa z kolei niezrzeszony poseł Łukasz Mejza. Jego zdaniem stanowisko Budki ws. ratyfikacji zwiększenia zasobów własnych UE pociągnie za sobą "opłakane skutki". To polityczne samobójstwo na raty - ocenił.

Ustawę wyrażającą zgodę na ratyfikację decyzji o zwiększeniu zasobów własnych UE Sejm uchwalił we wtorek wieczorem. Ratyfikacja tej decyzji przez wszystkie państwa członkowskie jest niezbędna do uruchomienia Funduszu Odbudowy po pandemii COVID-19.

Za ustawą opowiedziało się 290 posłów, przeciw było 33, a 133 wstrzymało się od głosu. Ustawę w większości poparli posłowie klubu PiS, Lewicy, Koalicji Polskiej-PSL. Przeciw była Solidarna Polska i Konfederacja. Klub Koalicji Obywatelskiej w zdecydowanej większości wstrzymał się od głosu - za uchwaleniem ustawy ratyfikacyjnej głos oddał jedynie Franciszek Sterczewski.

Reklama

Jedną z osób, które mocno krytykowały stanowisko KO, był niezrzeszony poseł Łukasz Mejza.

W czwartkowej rozmowie na antenie TVP Info poseł podkreślał, że zadaniem parlamentarzystów jest praca na rzecz kraju. - Nawet jeżeli sprzeczamy się co do kształtu Polski, sprzeczamy się co do pomysłu na Polskę, to nie możemy głosować przeciwko Polsce - mówił. - Powiedziałem, że Borys Budka po prostu Polski nie kocha, bo nie można kochać Polski, pozbawiając ją jednocześnie szansy na zdobycie 770 miliardów złotych - dodał.

Zdanie posła Mejzy Budka "nie ma moralnego prawa do tego, by być nazywanym liderem opozycji". - Nie ma moralnego prawa nawet do tego, żeby nazywać się przewodniczącym Platformy, mimo że jeszcze formalnie tę funkcję pełni, ale moim zdaniem to jest takie polityczne samobójstwo na raty i skutki tej decyzji będą dla Borysa Budki opłakane - powiedział.

Poseł podkreślał, że Polska zasługuje na racjonalną opozycję i na racjonalną politykę. Jego zdaniem w Sejmie należy stworzyć środowisko "nowego, racjonalnego, republikańskiego centrum". - Wiem, że w Platformie jest wielu mądrych ludzi, którzy mają dość obecnego przywództwa i którzy właśnie chcieliby zająć się poważnymi sprawami, a nie tylko bezsensownym, plemiennym przeciąganiem liny - powiedział.

Na uwagę, że mimo wszystko niemal cały klub KO zagłosował we wtorek tak samo, Mejza odparł: Kuluary sejmowe aż huczą od plotek o tym, że na początku Platforma Obywatelska chciała zagłosować przeciwko. Grzegorz Schetyna miał już policzonych swoich posłów, których na to głosowanie chciał wyprowadzić i chciał zagłosować przeciwko oficjalnej linii klubu - w związku z tym to stanowisko klubu musiało zostać zmiękczone. Nie był to więc wyraz kalkulacji merytorycznej, a kalkulacji politycznej.

O tym, że w sprawie ratyfikacji decyzji o zwiększeniu zasobów własnych UE rekomendowałby wstrzymanie się od głosu, Schetyna mówił we wtorek w TVN24, gdy jeszcze nie zapadła w tej sprawie żadna wiążąca decyzja władz klubu. Jak tłumaczył, taki głos nie jest głosem przeciwko funduszom europejskim, a jednocześnie nie wspiera on rządu PiS. - Nie lubię takiego głosowania, ono jest ostatecznością, ale ta sytuacja jest w pewien sposób ostateczna - podkreślił były lider PO.