To, co w ostatnich miesiącach wyczynia Platforma Obywatelska (działając obecnie pod szyldem Koalicji Obywatelskiej) wokół europejskiego Funduszu Odbudowy, jako żywo przypomina stare kreskówki. Kto lubi królika Bugsa, kaczora Daffy'ego czy Strusia Pędziwiatra, wie o czym mowa. Oto jedna z postaci przygotowuje misterny plan zasadzki na inną. Co bardziej rozgarnięci widzowie szybko się orientują, że może z tego wyjść jedynie katastrofa. Wszyscy poza naszym bohaterem. On wbrew rozsądkowi uparcie prze do realizacji planu zasadzki, w którą sam wpadnie. Przy czym nie dość, że wpada, to jeszcze przy okazji dokonuje licznych, efektownych samookaleczeń. I tak w kółko, bezrefleksyjnie odtwarzając w kolejnych odcinkach ten sam schemat.

Reklama

PO jak kreskówka

W przypadku naszej kreskówki wkrótce minie szósty rok organizowania zasadzek na PiS przez PO. Ta ostania zakończyła się dokładnie tak samo, jak poprzednie, jednak może mieć znaczenie przełomowe. Dobrze wyczuli to liderzy Lewicy i dlatego w takim pośpiechu zgodzili się na współpracę z Prawem i Sprawiedliwością, podczas głosowania w parlamencie nad ratyfikacją przyzwolenia na zwiększenie przez Unię Europejską zasobów własnych (co otworzy UE drogę do uruchomienia Funduszu Odbudowy).

Skręcająca uparcie na lewo Platforma, traktująca Lewicę jako przyszłą przybudówkę wyspecjalizowaną w kwestiach praw mniejszości seksualnych, została nagle sponiewierana i osamotniona (PSL głosował tak samo jak Lewica). Tymczasem upokarzana partia, której najlepiej wychodzi wpadanie we własne pułapki, nie ma szans zbyt długo utrzymać przy sobie, coraz bardziej rozeźlonego taką nieporadnością elektoratu. Już kropelka po kropelce odpływa on w stronę ujmującego świeżością i nieokreślonością ruchu Szymona Hołowni. Gdy w porę nie odwróci się trendu, będzie to oznaczało koniec PO. Zwłaszcza że zaczynają się już zgłaszać inni chętni do przejęcia części masy upadłościowej. W ostatni weekend zrobił to Bronisław Komorowski.

W tej sytuacja najciekawsze jest nie rytualne narzekanie na beznadziejność Platformy, które co jakiś czas przetacza się przez media tradycyjne i społecznościowe, lecz poszukanie odpowiedzi - czemu do tego doszło. Czemu grupa młodych jak na polityków ludzi, kierujących obecnie PO, którzy indywidualnie odznaczają się sporym potencjałem intelektualnym, zawiadując partią, zachowują się jak bohaterowie z kreskówek. Wręcz jak Wiluś E. Kojot, lubiący przedstawić się przy użyciu wizytówki z dopiskiem "geniusz", a następnie efektownie wysadzić się w powietrze.

Zbiorowe odtwarzanie wciąż tego samego autodestrukcyjnego schematu nigdy nie dzieje się bez przyczyny. W przypadku kierownictwa Platformy da się zdiagnozować ich co najmniej kilka. Wśród tych najistotniejszych należałoby wymienić uzależnienie od życzliwych mediów, uzależnienie od Unii Europejskiej, uzależnienie od wciąż tej samej narracji, uzależnienie od osoby Kaczyńskiego i wreszcie wiszący na partii emerytowani wodzowie, pragnący nią sterować.

Lempart jak Wałęsa

Zaczynając od liberalnych mediów, to w normalnych okolicznościach ich życzliwość stanowiłaby dla PO atut trudny do przecenienia. W końcu chodzi o najbardziej atrakcyjne wizualnie oraz pod względem treściowej różnorodności dzienniki, tygodniki, radia, telewizje, portale internetowe. Zdolne stale przyciągać uwagę masowego odbiorcy. Tymczasem zamiast atutu mamy destrukcyjne uzależnienie. Cała rzesza medialny liderów opinii, czując potrzebę kreowania rodzimej polityki, wywiera nacisk na kierownictwo PO. Mówi mu, co powinno, a czego nie wolno, jaką musi obrać taktykę, kogo popierać, a z kim nie rozmawiać. Znakomicie czując się w roli doradcy, który o wszystkim chce decydować, nie ponosząc przy tym konsekwencji owych decyzji, ani też nie biorąc za nie odpowiedzialności. To, co przykre, spada na głowy liderów Platformy. Ci zaś miotają się od jednego medialnego pomysłu do drugiego. Gdy spadają na nich gromy, że nie mają programu dla Polski, wymyślają kolejne "wielopaki". Wprawdzie są one nawet sensowne, lecz zwykłym wyborcom gremialnie wiszą.

Co pewien czas liberalne media wpadają w zachwyt nad nowym ludowym przywódcą (kolejną emanacją Lecha Wałęsy). Jakiś czas temu był to Mateusz Kijowski, dziś jest to Marta Lempart. Po czym następuje proces wymuszania na liderach PO bezkrytycznego wspierania bohatera z ludu. Nawet wówczas, gdy owa postać staje kamieniem młyńskim, wiszący u szyi liberalnej partii. Poddani nieustannej presji życzliwych mediów liderzy PO zachowują się niczym szkolny prymus. Z wielką gorliwością usiłują spełnić narzucane im wymagania. Ale jak to w takich sytuacjach bywa, prymusi w szkole cieszą się zwykle sympatią jedynie nauczycieli i niezmiernie rzadko potrafią pociągnąć za sobą innych uczniów (o wiele częściej zbierają bęcki).

Z równym uporem Platforma odgrywa rolę prymusa na forum Parlamentu Europejskiego, w brukselskich kuluarach, jako członek Europejskiej Partii Ludowej. Od 6 lat trzymając wiary, że dzięki wsparciu tych instytucji wreszcie wygra z PiS-em i odzyska wyborców oraz władzę. Tak na marginesie - mogący stać się gwoździem do trumny PO Fundusz Odbudowy wykreowała faktyczna liderka Europejskiej Partii Ludowej kanclerz Angela Merkel, ogłaszając wraz z prezydentem Emmanuelem Macronem 18 maja 2020 r. plan odbudowy gospodarki UE. Gdy Unia trzeszczy w szwach, nikt w Europie nie będzie się troszczył o przyszłość jakiejś tam Platformy z Polski. Ta zaś, uparcie wcielając się w rolę prymusa, pozwoliła, by PiS dokleił jej gębę "brukselskiego lizusa" (a tych w szkole lubi się jeszcze mniej od prymusów).

Uzależnienie się od życzliwych mediów oraz instytucji unijnych zaowocowało wiarą w konieczność upartego trzymanie się wciąż tej samej narracji. Od 6 lat, gdy pyta się o program na przyszłość liderów PO, otrzymuje się identyczną mantrę: konstytucja, niezależne sądy, niezależna prokuratura, odtworzenia państwa, jakie było, rozliczenie pisowców. Wynik wyborów w 2019 r. pokazał, że większość wyborców takie hasła jakoś nie porywają. Nawet jeśli obiecuje się im z wielkim przekonaniem, że całe kierownictwo PiS z Kaczyńskim na czele wyląduje w wiezieniu - wciąż to jakoś nie porywa.

W tym miejscu myślący przyszłościowo liderzy stronnictwa mogliby zadać sobie pytanie, czy aby nie popełnia jakiegoś błędu? Jednak jego postawienie uniemożliwia uzależnienie od osoby Jarosława Kaczyńskiego. Przywódca PiS-u tyleż razy upokorzył i przeczołgał młodych polityków z PO, że stał się dla nich kluczowym punktem odniesienia. W efekcie cokolwiek robią, robią to przeciw Kaczyńskiemu, a nie żeby utrzymać swój elektorat oraz pozyskać nowy. Tak jakby zmagania z nim stały głównym celem istnienia całego ugrupowania politycznego, a wszystko inne to drugorzędne dodatki.

Giertych jak kardynał Richelieu

Już tylko wymienione powyżej uzależnienia sprawiają, że cała partia jawi się jak okręt, któremu dawno temu zablokował się ster, więc płynie on wciąż tym samym kursem bez oglądania, czy aby nie wprost na skały.

Reklama

Na to zaś nakłada się jeszcze jedno nieszczęście, jakim okazują się przylepieni do stronnictwa emerytowani wodzowie. Każdy z nich poznał świat wielkiej polityki i ma za sobą okres większych lub mniejszych sukcesów. Teraz Donald Tusk, Radosław Sikorski i Roman Giertych, niczym kardynał Richelieu sterujący Ludwikiem XIII, usiłują narzucać kurs Platformie. Jednak kardynał był wzorem dyskrecji, a oni wywierają presję za pośrednictwem mediów społecznościowych. Partia nie może się od nich odciąć, a emerytowani wodzowie działają na szerokie rzesze wyborców mocniej niż czerwona płachta na byka. To daje konkurentom PO dodatkowe gwarancje, że partia nie zdoła pozyskać nowego elektoratu. W efekcie przy Platformie trwa już ten najtwardszy, zamknięty w jednej bańce komunikacyjnej i coraz częściej zachowujący się, jakby żył w oblężonej twierdzy. Podobnie zresztą działo się z elektoratem Prawa i Sprawiedliwości za czasów największych sukcesów PO. Jednak tamta partia z racji swej wodzowskiej struktury i uwielbienia, którym jej twardy elektorat otaczał osobę Jarosława Kaczyńskiego, nigdy nie utraciła sterowności. Platforma ma Borysa Budkę.

Co do widoków na przyszłość wiele pokaże dogrywka w kwestii Funduszu Odbudowy, szykująca się w Senacie. Choć trudno wierzyć by partia tak zapętlona w swe uzależnienia nagle, z dnia na dzień, zdołała sobie z nimi poradzić.