Dziennik Gazeta Prawana logo

Witamy w naszym drogim kraju. Czy inflacja rozgości się u nas na dobre?

25 stycznia 2020, 12:06
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
zakupy, jedzenie, żywność
<p>zakupy, jedzenie, żywność</p>/Shutterstock
Wzrost cen ponad cel NBP mamy jak w banku. Konsumenci i oszczędzający łapią się za portfele, z niepokojem obserwując akceptowany politycznie flirt gospodarki z inflacją.

Otwarte pozostaje pytanie: czy będzie to wzrost przejściowy, jak chciałby NBP, czy też inflacja rozgości się u nas na dobre, zmuszając w końcu Radę Polityki Pieniężnej do podwyżki stóp procentowych. Hydra inflacji w ostatnich latach już kilkakrotnie podnosiła swój łeb, aby po chwili odpuszczać. Jednak w grudniu – według GUS – podskoczyła do 3,4 proc., szokując ekonomistów i analityków. Tym bardziej że stało się to przed styczniem 2020 r., kiedy dopiero oczekiwany jest wstrząs spowodowany podwyżkami cen prądu, akcyzy czy opłat za śmieci. Drożeje wszystko, co jest istotne dla konsumentów: nie tylko energia i żywność, ale też usługi. Niedawno jeszcze podśmiewano się z wyskoku cen kostki masła czy pietruszki, ale dziś nikomu nie jest już do śmiechu.

Jeden z byłych wiceministrów finansów zapytany dwa lata temu o to, dlaczego gigantyczne transfery socjalne idące w dziesiątki miliardów złotych rocznie oraz gnające płace nie wywołują ostrego wzrostu cen, odpowiedział pół żartem, pół serio: Jednak nad słabym wzrostem cen w poprzednich latach głowili się i konsumenci, i analitycy. Dochodziło do tego, że pojawiały się podejrzenia w kategoriach teorii spiskowej, że oficjalna inflacja jest zaniżana. Dziś nawet klienci dyskontów czują, że mamy drożyznę. A agresywne akcje promocyjne w stylu "kup 3 za 2” albo „"30 proc. taniej w dniach…” nie są w stanie tego zamaskować. Potężne sieci nie mogą udawać bez końca, że są w stanie wszystkie podwyżki same udźwignąć.

Ze świecą szukać kogoś, kto zaryzykowałby twierdzenie, że w tym roku inflacja – co najmniej przejściowo – nie znajdzie się poza górnym ograniczeniem widełek wahań (+/–1 pkt proc.) od celu 2,5 proc. Mamy za to prawdziwą licytację: kto da więcej? 3,5 proc.? 4 proc.? Może 5 proc.? Pewne jest jedno: czasy niskiej inflacji i deflacji mamy za sobą. I wszyscy będą musieli się nauczyć żyć w nowych realiach, w których oszczędności są przez nią pożerane, zaś posiadacze kapitału rozpaczliwie szukają ochrony przed utratą jego wartości. Bo banki tego nie gwarantują.

CZYTAJ WIĘCEJ W NAJNOWSZYM WYDANIU DGP>>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj