Od kilku dni widać, że toczy się polityczna wojna o przedsiębiorców. Nieoczekiwanie to ona okazała się najbardziej gorącym frontem kampanii wyborczej. To delikatna materia. To nowa sytuacja, że ekonomia rozgrzewa kampanię, a nie sprowadza się ona tylko do rytualnych zapewnień, że będziemy troszczyć się o przedsiębiorców. Jest spór, jak rozkładać obciążenia, ale wnioski będziemy mogli wysnuć na podstawie tego, kto wygra – podkreśla politolog Jarosław Flis.

Koalicja Obywatelska punktuje Prawo i Sprawiedliwość za rosnące składki ZUS. I stara się wskazywać możliwe negatywne skutki podwyżek płacy minimalnej - zarówno dla firm, jak i dla pracujących. Wojna z pracodawcami i ludźmi pracy skończy się katastrofą dla nas wszystkich. Radykalne zmiany w ZUS, które uderzą w pracodawców, a najmocniej w samozatrudnionych, płaca minimalna zadekretowana na wiele lat naprzód sporo firm doprowadzi do bankructwa – mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska, kandydatka KO na premiera.

Pięć zapowiedzi

PiS na sobotniej konwencji starało się te obawy rozwiewać. I pokazało pakiet dla przedsiębiorców. Ma on pięć elementów. Pierwszy to składka od dochodu. Jak wylicza rząd, z tego rozwiązania początkowo będzie mogło skorzystać 250 tys. przedsiębiorców. W kolejnym roku, gdy limity wzrosną, może być ich już 300 tys. Będzie ono korzystne dla tych, którzy nie mogą już korzystać z preferencyjnego ZUS, a nie chcą płacić stawki ryczałtowej naliczanej od 60 proc. przeciętnej pensji lub nie mogą skorzystać z możliwości płacenia ZUS od przychodu, bo mają za wysoki.

Punkt drugi to pozostawienie bez zmian zasad ustalania składek ryczałtowych na ZUS, czyli podstawowej i preferencyjnej. Ma to uśmierzyć obawy, że ZUS od dochodu będzie dotyczył wszystkich. Dla osób o znacznie wyższych dochodach w połączeniu z likwidacją limitu składek na ZUS (czyli 30-krotności) oznaczałoby to radykalne podwyżki. By zapewnić, że nie ma takich zamiarów, zapis, że składka ryczałtowa zostanie bez zmian, znalazł się także w programie PiS. Nie znaczy to, że składki nie będą rosły. Preferencyjna jest wyznaczana na podstawie 30 proc. minimalnego wynagrodzenia. A ponieważ to ostatnie rośnie, to w 2020 r. składka z obecnych 555,89 zł wzrośnie prawdopodobnie do ponad 610 zł. Także podstawowa składka liczona od 60 proc. przeciętnej płacy wzrośnie z 1316 zł do ok. 1440 zł.

Trzeci punkt to zapowiadana wcześniej podwyżka do miliona, a następnie 2 mln euro limitu, który pozwala mniejszym firmom rozliczać się za pomocą ryczałtu w PIT. Obecnie ta granica to 250 tys. euro. Ma to kosztować budżet około miliarda złotych rocznie. Punkt cztery to rozszerzenie opodatkowania preferencyjną stawką CIT 9 proc. firm, których przychód wynosi do 2 mln euro. Obecnie limit to 1,2 mln euro. Wreszcie ostatni punkt to „program wsparcia inwestycji strategicznych”. Na ten cel ma trafić miliard złotych. Ma być to sposób wsparcia polskich firm.

Prorozwojowe podwyżki

Docelowo łączny koszt zaprezentowanego w weekend pakietu to ok. 4 mld zł w skali roku. Rząd traktuje te zapowiedzi jako rodzaj rekompensat za wzrost kosztów związanych z podwyżkami płacy minimalnej i wywołanej nimi presji na podwyżki także dla lepiej zarabiających. Bo kurs na podwyżki płac się nie zmienia. Celem jest podniesienie relacji płac do PKB w Polsce. Gdzie robotnicy wydadzą swoje podwyżki? Na to, co jest produkowane w Polsce. W ten sposób podwyżki przyczynią się do rozwoju gospodarki - mówił Morawiecki. Dodatkowo rząd liczy, że podwyżki ograniczą spowolnienie w gospodarce i zwiększą wpływy do budżetu.

Jednak opozycja podnosi, że przedsiębiorcy na dłuższą metę mogą presji płacowej nie wytrzymać i zaczną zwalniać lub mrozić płace pozostałym pracownikom. Jeden z przedsiębiorców już wydał polecenie do kadr, by przygotowali się na ewentualność cięć zatrudnienia - mówi polityk PO. Podwyżki płacy minimalnej mogą być kłopotem dla mniejszych firm, gdzie w ten sposób zatrudnia się wiele osób, nawet jeśli ich faktyczna płaca jest wyższa.

Co daje opozycja

Zmiany w składkach na ZUS to nie tylko oferta PiS. Każde duże ugrupowanie ma jakiś pomysł w tej kwestii. Główny konkurent PiS, czyli Koalicja Obywatelska, proponuje naliczanie ryczałtowej składki ZUS od płacy minimalnej. Gdyby ten pomysł był wdrożony, to w tym roku składka zamiast 1316 zł wyniosłaby 1109 zł. Dodatkowo najmłodsi przedsiębiorcy do 26. roku życia mogliby w ogóle nie płacić ZUS.

Lewica z kolei zapowiada: "Zniesiemy limity dla proporcjonalnej składki na ZUS. Przedsiębiorcy będą mogli dobrowolnie wybrać rozliczanie proporcjonalne do przychodu – tak jak w małym ZUS – lub według starych zasad. Skorzystają na tym zwłaszcza mali przedsiębiorcy". Dalej idzie Konfederacja, która pokazała swój program w sobotę. Proponuje wysoką kwotę wolną i obniżki akcyzy i VAT. Jest także za dobrowolnością składek na ZUS.

W tym samym kierunku chce iść PSL, by na wzór Niemiec płacenie składek na ZUS było dobrowolne. "Proponowane przez nas rozwiązanie jest szansą, że więcej osób zdecyduje się na prowadzenie działalności gospodarczej, co zwiększy wpływy do budżetu z podatków, a także zwiększy ilość pieniędzy w systemie ochrony zdrowia" - pisze PSL w swoim programie. Ostrzega jednak, że rezygnacja niesie ze sobą konsekwencje związane z nieopłacaniem składki.

W swoim przekazie w sprawie niższego ZUS ugrupowania podkreślają bieżące korzyści. Nie pokazują konsekwencji w przyszłości. Pełna prawda jak taka, że jak obniżamy wam składkę ZUS, to w przyszłości obniżymy wam emeryturę. Nikt ani z prawa, ani z lewa nie mówi całej prawdy. Skoro, jak zapewnia premier, mamy mieć silne państwo, to powinno ono być także rzetelne i ostrzegać przed długofalowymi skutkami zmian - podkreśla Leszek Juchniewicz z Pracodawców RP.