Dziennik Gazeta Prawana logo

Europarlament lubi pouczać innych. Sam ma jednak kilka grzechów na sumieniu

29 czerwca 2019, 09:10
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Flagi przed europarlamentem
Flagi przed europarlamentem/Shutterstock
We wtorek (2 lipca) w Strasburgu zaczną prace deputowani Parlamentu Europejskiego dziewiątej kadencji – nowi posłowie, nowe władze, ale stare problemy. Szybko zapewne powróci na agendę kluczowy z naszego punktu widzenia pakiet mobilności. To z jego powodu poprzednia kadencja PE zakończyła się burzliwie. Głosowanie w tej sprawie pokazało, że w procedurach europarlamentu nie wszystko działa bez zarzutu, a większość, gdy chce, potrafi przepychać swoje racje kolanem.

Pakiet mobilności ma uregulować pracę kierowców ciężarówek. Wprowadzenie zbyt surowych przepisów mogłoby uderzyć w polskie firmy, które przewodzą w transporcie międzynarodowym w Europie. Dlatego nasi europosłowie, niezależnie od barw partyjnych, walczyli o to, by izba odroczyła prace nad pakietem i powróciła do niego już po wyborach.

Na ostatniej prostej zarzucili nawet europarlament ponad tysiącem poprawek, licząc na to, że decydowanie w sprawie tak dużej liczby zapisów będzie na tyle skomplikowane, iż izba zdecyduje się odroczyć prace. Był to fortel, ale – jak przekonywali nasi europosłowie – zgodny z regulaminem.

CZYTAJ TAKŻE: Najmniej przejrzysty proces w całej Unii Europejskiej [OPINIA] >>>

Pomimo tego izba zdecydowała się jednak procedować. Głosowanie poprawka po poprawce było na tyle czasochłonne, że po kilkunastu minutach połączono je w bloki. To, w ocenie polskich deputowanych, łamało zasady regulaminu, bo poprawki można łączyć tylko tematycznie. A wówczas zblokowano je ad hoc według grup politycznych – na podstawie tego, kto je złożył. PiS zapowiedział wtedy skargę na sposób procedowania pakietu mobilności do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Nie przejmując się tym, europarlament swoje stanowisko przeforsował, popierając niekorzystne dla polskiego sektora transportu zapisy.

Ale to nie koniec walki o pakiet mobilności. Elżbieta Łukacijewska, europosłanka PO wybrana na kolejną kadencję, mówi, że chociaż izba ustaliła stanowisko, to w ferworze walki zapomniano o mandacie upoważniającym przedstawiciela europarlamentu do udziału w rozmowach trójstronnych stanowiących dalszy etap prac legislacyjnych. Bez niego negocjacje nie mogą się rozpocząć. Teraz możliwości są dwie: albo izba szybko przyzna mandat, podtrzymując poprzednie stanowisko, albo zdecyduje, że sprawa jest na tyle kontrowersyjna, że powinna się nią zająć nowa Komisja Europejska. mówi. Jest to grzech, który nowy europarlament ma szansę jeszcze zmazać.

Jak dodaje Łukacijewska, ze skargą do trybunału w Luksemburgu należy się jeszcze wstrzymać do czasu ostatecznych rozstrzygnięć w europarlamencie. W jej ocenie szanse na korzystną decyzję są duże, bo wielu z eurodeputowanych, którzy w poprzednim rozdaniu zabiegali o pakiet mobilności, nie startowało w wyborach albo się nie dostało do nowej izby.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj