Komisja Europejska uważa, że w Polsce istnieje ryzyko poważnego naruszenia zasad praworządności. Dlatego zdaniem unijnych urzędników potrzebne jest uruchomienie art. 7 z Traktatu o UE, co w przyszłości może na nas sprowadzić sankcje. Żeby do tego doszło, konieczna jest jednak decyzja wszystkich państw członkowskich, czyli Rady UE. Teoretycznie taka informacja powinna wywołać solidną przecenę polskich obligacji i złotego. Przez rynki finansowe została jednak niemal zignorowana. Nie znaczy to jednak, że rozpoczęta w Brukseli procedura nie sprowadzi na nas problemów gospodarczych w przyszłości.
Wiarygodność kredytowa nie ucierpi
Sprawdziliśmy, jak zaostrzający się spór na linii Warszawa – Bruksela może wpłynąć na nasz rating i jego perspektywę w kolejnych kwartałach. Obecna ekipa rządząca już miała okazję zderzyć się z obniżką ratingu, którą zafundowała nam agencja S&P w styczniu 2016 r. w reakcji głównie na osłabianie takich instytucji państwa jak Trybunał Konstytucyjny. Wówczas nasza ocena wiarygodności kredytowej spadła o jedno oczko, ale miała negatywną perspektywę, co oznaczało, że istnieje ryzyko dalszego spadku. Na cięcie ratingu zdecydowała się tylko jedna agencja, chociaż perspektywę pogorszył nam też Moody’s ze stabilnej do negatywnej. Jednak odbicie koniunktury, wysokie tempo wzrostu PKB i brak napięć w finansach publicznych poprawiły nasze notowania w agencjach ratingowych. Obecnie wszystko wskazuje, że decyzje podejmowane w Brukseli tego nie zmienią.
wyjaśnia DGP Frank Gill, główny analityk S&P, odpowiedzialny za rating Polski.
Dla agencji Moody’s ważniejsza jest obecnie kondycja gospodarki. PKB zwiększa swoją wartość o ponad 4 proc. Stopa bezrobocia jest na historycznym minimum. Komfortowa jest również sytuacja w finansach publicznych z szansą, że tegoroczny deficyt sektora spadnie poniżej 2 proc. PKB, co byłoby najlepszym wynikiem od dekady. Do tego nie mamy większych nierównowag makroekonomicznych, inflacja jest wciąż umiarkowana, a gospodarka ma jeszcze ukryte źródła wzrostu w postaci powoli odżywających inwestycji.
mówi DGP Dietmar Hornung, dyrektor zarządzający Moody’s.
Jego zdaniem konflikt z UE mógłby się negatywnie odbić na naszej wiarygodności kredytowej, czyli ratingu, gdyby prowadził do pogorszenia tzw. krajowych ram politycznych, co zazwyczaj jest prostą drogą do pogorszenia zaufania inwestorów.
uważa Frank Gill z S&P. Przyznaje jednak, że kapitał zagraniczny ma z reguły wiele możliwości w zakresie wyboru miejsca inwestycji.
zwraca uwagę analityk z S&P.
Ryzyko dla unijnych funduszy po 2020 r.
Kolejna instytucja oceniająca wiarygodność kredytową z tzw. wielkiej trójki, czyli Fitch uznała, że w tym temacie należy wysłać inwestorom specjalną notę. Jej ton jest uspokajający, bo dzisiaj analitycy tej agencji także większą wagę przykładają do tego, w jakiej kondycji są gospodarka i finanse państwa.
pisze w raporcie Arnaud Louis, analityk Fitch zajmujący się ratingiem Polski.
dodaje.
Dla tej agencji istotną konsekwencją pogorszenia relacji Polski z KE i wzrostu napięć na linii Warszawa – Bruksela może być słabsza pozycja przy negocjacji kolejnej perspektywy finansowej UE po 2020 r. Oficjalne rozmowy na temat wieloletnich ram budżetowych ruszą najprawdopodobniej wiosną przyszłego roku. Już wiadomo, że przyszły tort do podziału będzie mniejszy ze względu na opuszczających wspólnotę unijną Brytyjczyków. W obecnym budżecie na lata 2014 – 2020 jesteśmy największym beneficjentem unijnej kasy, jednak już dzisiaj wiadomo, że w kolejnych ramach musimy szykować się na cięcia sięgające w najlepszym przypadku kilkunastu miliardów euro. Nie tylko ze względu na brexit, problemy z KE, ale także dlatego, że finansowanie z Brukseli przechodzi zmiany wraz z tym, jak członkowie UE stają się zamożniejsi, a płatnicy netto nie chcą już tyle wkładać do wspólnej kasy.
przyznaje Arnaud Louis.
Fitch uważa, że powołanie na premiera Mateusza Morawieckiego może pomóc w poprawie relacji Polski z UE. Jest w ocenie agencji politykiem umiarkowanym, chociaż jej analitycy przyznają, że kontrowersyjne zmiany w sądownictwie i tak zostały przez PiS uchwalone, a to niejedyne pole bitwy, na którym ścieramy się z unijnymi urzędnikami.
Inwestorów nic nie zniechęca do Polski
Brak reakcji na rynku walutowym czy obligacji pokazuje, że dla inwestorów dzisiaj ważniejsze są inne informacje dotyczące Polski. Jeden z największych banków inwestycyjnych świata Goldman Sachs uważa, że decyzja KE była istotnym sygnałem, chociaż nie niesie ze sobą żadnych krótkoterminowych konsekwencji. Dlaczego? Bo najprawdopodobniej w UE nie będzie jednomyślności w sprawie ewentualnego ukarania nas za nieprzestrzeganie unijnych reguł gry. Dzisiaj wszystko wskazuje, że możemy liczyć na wsparcie Węgrów, ale krajów, które mogą postawić opór rekomendacjom Komisji, może być więcej. Bank uważa jednak, że już w średnim terminie ryzyk przybywa i dotyczą one tego, na co zwraca uwagę też część przedstawicieli agencji ratingowych.
podkreśla Kevin Daly, ekonomista Goldman Sachs zajmujący się m.in. regionem Europy Środkowo-Wschodniej.
Jego zdaniem UE cieszy się w Polsce tak powszechnym poparciem, że nie zmieni tego nawet eurosceptyczny rząd PiS.
ocenia Kevin Daly.
Zaostrzający się spór z unijnymi instytucjami może być jednak problemem dla inwestorów z Azji, szczególnie z Japonii. Tam bowiem Polska jawi się jako dobre i bezpieczne miejsce do lokowania kapitału, pod warunkiem że jest częścią UE. Im więcej jest sygnałów świadczących o tym, że utwardzamy swoje stanowisko i nie zamierzamy się podporządkować traktatowym zobowiązaniom, tym trudniej będzie nam przyciągać japoński kapitał nad Wisłę. Dzisiaj zaś inwestorzy z tego kraju są na drugim miejscu jeśli chodzi o kupujących rządowe obligacje. W ich portfelu są papiery skarbowe warte ponad 19 mld zł. W sumie rynkowi gracze z Azji mają obligacje złotowe za blisko 57 mld zł.
Polexit, czyli analogiczne do brexitu budowanie scenariusza, w którym Polska opuszcza UE, nie przemawia do wyobraźni inwestorów na świecie. Strateg inwestycyjny jednego z największych banków świata, pracujący na co dzień w londyńskim City, tłumaczy nam, dlaczego polskie aktywa nie są wyprzedawane.
mówi nam osoba, która buduje strategie inwestycyjne w gospodarkach rozwijających się Europy, Azji i Afryki.
Zdaniem rozmówcy DGP problem z ustosunkowaniem się inwestorów kupujących polską walutę czy obligacje wynika z tego, że potencjalne negatywne skutki przyjdą raczej w długim terminie, a nie w perspektywie kilku najbliższych tygodni czy miesięcy. Strateg, z którym rozmawialiśmy, wskazuje, że dzięki sytuacji gospodarczej inwestorzy są dzisiaj do Polski nastawieni pozytywnie, ale jego zdaniem nie doceniają ryzyka, jakie kryje się za demontowaniem demokratycznych instytucji państwa.