Dzisiaj rano grecki premier Jeorjos Papandreou przedstawił nieco zmieniony skład swojego rządu, co ma na celu próbę uspokojenia „wściekłości” tamtejszego społeczeństwa, która uzewnętrznia się w masowych demonstracjach w ciągu ostatnich dni. Ich organizatorzy nie ukrywają, że celem jest niedopuszczenie do przyjęcia przez parlament nowego programu oszczędności i powszechnej prywatyzacji, co jest kluczowym warunkiem uzyskania przez Greków kolejnej transzy pomocy finansowej przyznanej w czerwcu 2010 r., a także zupełnie nowego bail-outu nad którym pracują eksperci Komisji Europejskiej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Europejskiego Banku Centralnego.

Tyle, że to co zrobił Jeorjos Papandreou jest kolejnym świadectwem słabości jego gabinetu. Media pisały, że premier długo naradzał się z członkami swojej partii PASOK – można się domyślać, że chodziło o taką modernizację rządu, która nie doprowadziłaby do rozłamu w macierzystym ugrupowaniu, co w obecnej sytuacji byłoby równoznaczne z ogłoszeniem przez Grecję bankructwa. Na rząd jedności narodowej nie ma szans, po tym jak w czwartek przedstawiciele opozycyjnej Nowej Demokracji dali do zrozumienia, iż chcieliby nowych wyborów parlamentarnych.

Tyle, że premier uginając się pod presją własnego ugrupowania nie robi dobrze i te posunięcia już niedługo dość negatywnie zaprocentują – nowym ministrem finansów został Ewangelos Wenizelos, do tej pory szefujący ministerstwu obrony. Nie sprawdziły się, zatem spekulacje, iż na to stanowisko zostanie mianowany Lucas Papademos, były wiceprezes Europejskiego Banku Centralnego, co byłoby znacznie lepszym posunięciem w oczach zagranicznych inwestorów. Być może jednak taki ruch da premierowi gwarancję, że podczas planowanego na wtorek głosowania nad wotum zaufania w parlamencie, znajdzie poparcie wszystkich członków własnej partii PASOK. A przewaga rządu jest niewielka – bo tylko w liczbie 4 głosów.

Dzisiaj kluczowym wydarzeniem będzie jednak konferencja prasowa po rozpoczynającym się o godz. 11:00 spotkaniu niemieckiej kanclerz z francuskim prezydentem – jest ona zaplanowana na godz. 12:45. Czy przyniesie ona kompromis w fundamentalnym sporze udziału inwestorów prywatnych w nowym programie dla Grecji? Niemcy zdają się być coraz bardziej osamotnione, stąd też Angela Merkel musi też uwzględniać możliwe reperkusje w polityce zagranicznej, gdyby się okazało, że to Niemcy przyspieszyły bankructwo Grecji. Jakaś forma kompromisu jest, zatem możliwa, chociaż Angela Merkel najpewniej postawi warunki – chociażby zakładające, że pomoc dla Grecji będzie zakładać udział wszystkich krajów Unii Europejskiej, a nie tylko państw Eurolandu.

To jednak może rodzić nowe komplikacje prawno-polityczne, co mogłoby stworzyć ryzyko, iż pomoc dla Aten nie trafi na czas. Wynik dzisiejszego spotkania Merkel-Sarkozy na pewno nie będzie ani „biały”, ani „czarny”, tylko „szary”.

Poza wspomnianym wcześniej spotkaniem na szczycie (Merkel-Sarkozy) inwestorzy będą też oczekiwać popołudniowych danych z USA, a także czekać na rozpoczynające się w niedzielę dwudniowe spotkanie ministrów finansów państw strefy euro. Więcej o wpływie tych wydarzeń, a także informacjach GUS z kraju o godz. 14:00, piszę w subiektywnym kalendarzu makro. W kwestii krajowych informacji warto zwrócić uwagę na dzisiejsze słowa prezesa NBP, Marka Belki, który przyznał, iż inflacja najpewniej już wkrótce zacznie spadać i podwyżki stóp procentowych w obecnej sytuacji nie byłyby wskazane.

EUR/PLN: Wczorajszy ruch w górę był dość wyraźny – dotarliśmy w okolice 3,99, łamiąc kolejny opór na 3,98. Do bariery 4,00 jest coraz bliżej, ale nie wydaje się, aby była ona dzisiaj testowana. Jesteśmy raczej blisko przełomu, który może w przyszłym tygodniu przynieść powrót w rejon 3,96 i niżej.

USD/PLN: Dolar naruszył wczoraj okolice 2,83, ale później powrocił w okolice 2,80. Dzisiaj kolejna próba, ale może ona napotkać trudności już w rejonie 2,82. Jeżeli założymy możliwość odreagowania w górę notowań EUR/USD, to należy oczekiwać, iż dolar będzie zmierzał poniżej 2,80, a w przyszłym tygodniu przetestuje nawet okolice 2,75-2,76.

EUR/USD: Wczoraj wieczorem rynek znalazł się powyżej 1,42, ale już w godzinach sesji azjatyckiej zeszliśmy w okolice 1,4125 za sprawą wypowiedzi szefa Eurogrupy J.C.Junckera, który w wywiadzie dla jednej z gazet przyznał, że sytuacja w Grecji jest dość trudna. Ranne informacje o zmianach w greckim rządzie zostały przyjęte z dużą ostrożnością. Czekamy na wyniki konferencji M-S o godz. 12:45. Analiza techniczna daje jednak duże szanse na to, że już w poniedziałek rano będziemy testować okolice 1,4320, a jeszcze dzisiaj po południu wyjdziemy wyraźnie ponad 1,42.

GBP/USD: Wczoraj funt spadł w wyznaczany przedział 1,6050-1,6100. Później obserwowaliśmy odbicie, ale dzisiaj rano rynek znów zbliża się w okolice 1,61. Nie wydaje się jednak, abyśmy pokonali wczorajsze minimum na 1,6076. W perspektywie do poniedziałkowego ranka niewykluczone jest naruszenie oporu na 1,6220, co uprzednio wymusi złamanie 1,6160.