Na pierwszy rzut oka z najnowszych danych statystycznych GUS dotyczących liczby osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą wieje grozą. Wynika z nich, że na koniec września zarejestrowanych było niespełna 2,9 mln jednoosobowych firm – o 50 tys. mniej niż dokładnie dziewięć miesięcy wcześniej – 31 grudnia 2010 roku.

Na szczęście spadek okazał się jedynie papierowy. Jak ustalił „DGP”, w tym roku urząd statystyczny zaktualizował dane, wykreślając z list przedsiębiorców, którzy zmarli, a przed śmiercią nie wyrejestrowali działalności. Jak tłumaczą przedstawiciele GUS, aktualizacja rejestru była następstwem ubiegłorocznej nowelizacji rozporządzenia Rady Ministrów umożliwiającej wykorzystanie informacji o osobach zmarłych uzyskanych z systemu PESEL.

W rezultacie w pierwszym półroczu wykreślono z ewidencji prawie 72 tys. firm. Czyli de facto w pierwszych trzech kwartałach tego roku liczba aktywnych firm nie skurczyła się, jak sugerują oficjalne statystyki, lecz wzrosła – i to o ponad 20 tys. podmiotów.

Eksperci są zgodni, że te proporcje nie są przypadkowe. – Podejrzewam, że coraz więcej młodych osób, obserwując kłopoty na rynku pracy, na którym znalezienie etatu jest coraz trudniejsze, zdecydowało się założyć własną działalność gospodarczą lub planuje jej podjęcie – mówi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan. Tę tezę potwierdzają rosnące wskaźniki bezrobocia – na koniec października w urzędach pracy zarejestrowanych było 1,9 mln bezrobotnych, czyli o 49 tys. więcej niż przed rokiem.

Także Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP, uważa, że trudna sytuacja na rynku pracy mobilizuje Polaków do otwierania własnego biznesu. Jej zadaniem nowych firm byłoby jeszcze więcej, gdyby rząd nie ograniczył w tym roku środków z Funduszu Pracy na finansowe wsparcie bezrobotnych, mających pomysł na własny biznes. W pierwszych trzech kwartałach tego roku wsparcie takie otrzymało tylko 18 tys. bezrobotnych – prawie trzy razy mniej niż w tym samym okresie roku ubiegłego. Jak się jednak okazało, to nie zdławiło przedsiębiorczego instynktu w Polakach.

– Zainteresowani własnym biznesem uzyskują środki na rozpoczęcie działalności z funduszy unijnych, regionalnych czy prywatnych. Korzystają z oszczędności, pomocy rodziny albo przyjaciół. Na początku samodzielnej kariery często nie potrzebują dużych kwot – uważa Starczewska-Krzysztoszek.

Zdaniem specjalistów mikroprzedsiębiorstw nadal będzie przybywać – proporcjonalnie do tego, jak bardzo będzie się pogarszała sytuacja na rynku pracy. Ale tak jak w poprzednich latach wielu z tych, którzy będą próbować sił we własnym biznesie, przegra. Z małych firm utworzonych w kryzysowym, 2009 r. przetrwało 77 proc., ale już na przykład z tych utworzonych w 2004 r. tylko 62 proc. To dowód na to, że biznesy założone w kryzysie mają trwalsze podstawy i tym samym większe szanse na odniesienie sukcesu.