Lubiani zarabiają więcej
Wpaja się nam już od przedszkola: bądź miły, a dostaniesz nagrodę. Potem dorastamy i wszystko przestaje być takie proste. Czy bycie miłym ułatwia odniesienie sukcesu w życiu zawodowym?
- Firmy zatrudniają i więcej płacą
- Zobacz, którzy polscy sportowcy zarabiają najwięcej
- Zobacz, ile zarabiają polscy politycy
- Banki łowią ludzi bez konta. Główny cel to emeryci
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Pierwsze dylematy pojawiają się już na rozmowie kwalifikacyjnej. Uśmiechać się i opowiadać dowcipy czy raczej epatować profesjonalizmem? Kilka lat temu Harvard Business Review opublikował wyniki badań, których celem było ustalenie, co decyduje o udanym początku kariery. Okazało się, że ci, którym udało się wiarygodnie połączyć bycie kompetentnym z miłą aurą, wygrywali najczęściej. Ale gdy pracodawca musiał wybrać między dobrym merytorycznie gburem a kandydatem miłym, choć nie tak kompetentnym, częściej stawiał na tego drugiego.
I nie chodziło tylko o to, że każdy (nawet poszukujący mocnego merytorycznie pracownika szef) woli przebywać w towarzystwie osoby bezproblemowej. Wybierając miłego człowieka, pracodawcy wcale nie działali emocjonalnie czy irracjonalnie. Na całym świecie klasa korporacyjno-menedżerska coraz bardziej ceni umiejętności komunikacyjne.
Niedawny sondaż czołowej globalnej firmy headhunterskiej Robert Half International (RHI) pokazuje, że aż 93 proc. amerykańskich kierowników uważa, że w najbliższych 10 – 15 latach ich podwładni coraz częściej będą pracować w grupach przekraczających granice krajów, kontynentów i kultur. Ich powodzenie zależy więc przede wszystkim od tego, czy będą umieli się dogadać. A przecież mili powinni się dogadywać lepiej.
Niewykluczone, że przebrnąwszy przez rozmowę kwalifikacyjną, trzeba porzucić strategię „na sympatycznego i uśmiechniętego”. Zdaniem Amy Cuddy, psycholog biznesu z Harvard Business School, gdy człowiek, z którym współpracujesz, jest miły, wprawdzie lubisz się z nim socjalizować, w głębi duszy zazwyczaj jednak... odmawiasz mu kompetencji.
Dzieje się tak dlatego, że znając kogoś słabo (a przecież ze sporą częścią kolegów z pracy mamy taki właśnie kontakt), oceniamy go w zależności od tego, jak odpowiemy sobie na dwa zasadnicze pytania. Pierwsze brzmi: jakie są jego intencje wobec mnie? Jeśli są dobre, akceptujesz nową osobę i nie pytasz dalej. Dopiero jeśli uznasz, że może być inaczej, zaczynasz zastanawiać się, czy dana osoba będzie kierować się w działaniu złymi intencjami. Dopiero wtedy analizujesz szeroko rozumianą inteligencję i spryt tej osoby i w zależności od wyniku kwalifikujesz ją jako mądrą lub niemądrą. W konsekwencji tworzy się upraszczający mechanizm: współpracownik jest dla nas albo miły, albo mądry. Automatycznie odmawiamy pierwszemu tej drugiej cechy i na odwrót.
Konsekwencje są do przewidzenia. Miłych lubimy, ale zazwyczaj intelektualnie nie doceniamy. Zdaniem amerykańskiej trenerki rozwoju kariery Lois Frankel w tę pułapkę najczęściej wpadają kobiety.
















































~Psim Pol2011-02-21 09:45
G prawda,trzeba się rozpychać albo urodzić się w bogatym towarzystwie
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!