Dziennik Gazeta Prawana logo

Walczą o 100-200 zł... Większość pracowników budżetówki zarabia gorzej niż sprzedawca w dyskoncie

19 listopada 2017, 12:21
Ten tekst przeczytasz w 14 minut
Mężczyzna z pieniędzmi
Mężczyzna z pieniędzmi/Shutterstock
W sferze budżetowej pracuje co piąty Polak. Większość z nich zarabia gorzej niż sprzedawca w dyskoncie.

Walczą o 100–200 zł. Tyle by wystarczyło, żeby zacząć żyć normalniej. Nie normalnie, bo jak sami mówią, do tego daleka droga. Ale wystarczyłoby, żeby zapłacić najpilniejsze zaległe rachunki, może mieć trochę cieplej w domu, dać kieszonkowe dzieciom. O kim mowa? O pracownikach domów pomocy społecznej, urzędnikach najniższego szczebla, aplikantach, pracownikach prokuratur i całej masie przedstawicieli innych zawodów będących na garnuszku państwa. A ten garnuszek nie jest już taki, jaki zapamiętaliśmy z lat 90.

17 lat temu Polacy, zapytani przez OBOP o najlepiej płatne zawody, odpowiedzieli: polityk, prawnik (sędzia, adwokat), prezes i lekarz. Na szarym końcu znaleźli się informatycy i handlowcy. Dziś okazuje się, że wyobrażenia Polaków o zarobkach przedstawicieli wielu zawodów z górnej półki mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Lekarze, prawnicy czy nauczyciele nierzadko zarabiają mniej niż sprzedawcy w dyskontach, którzy to jeszcze kilka lat temu byli synonimem niskich płac.

Nowy pracownik Lidla w zależności od lokalizacji sklepu zarabia 2550–3000 zł brutto. Po dwóch latach kasjer zarabia już 3000 do 3800 zł brutto. Kaufland na starcie płaci co najmniej 30 proc. więcej, niż wynosi płaca minimalna, w dużych miastach jeszcze więcej – w Warszawie od 3100 do 3400 zł brutto. Do tego we wszystkich sieciach pracownicy mogą liczyć na premie, bony czy inne udogodnienia. Wymagania? W zasadzie brak. Rąk do pracy jest mało, więc na zatrudnienie można liczyć od zaraz. Tymczasem nauczyciel stażysta (po trzech latach studiów) w szkole podstawowej zarabia brutto 2019 zł. Dużo nie dorobi, bo nie ma dodatku z tytułu wychowawstwa ani wysługi lat. Na rękę otrzymuje więc ok. 1550 zł. Sceptyczny czytelnik powie: no tak, ale mają długie wakacje, wolne święta i trzynastkę. Ale najmłodsi pracownicy więzień, policjanci, strażnicy miejscy, referenci – oni wszyscy zarabiają podobnie.

Podwyżka za Suchockiej

Wzrost płac poza sektorem prywatnym jest praktycznie niezauważalny, a ich udział w PKB jest na jednym z najniższych poziomów w historii. W połowie 2017 r. pensje w firmach zatrudniających powyżej dziewięciu pracowników były o 6 proc. większe niż rok wcześniej. Pracujący w gospodarce narodowej zarabiali o 3 proc. więcej niż przed rokiem. Ich liczba również się zwiększyła – o 2,3 proc. W sferze budżetowej pracuje co piąty Polak.

Z danych Komisji Europejskiej wynika, że udział płac w PKB Polski w 2014 r. wynosił 46 proc. To o 10 pkt proc. mniej niż wynosi średnia UE. W większości krajów odsetek ten wynosi powyżej 50 proc., i to nie tylko w państwach zachodniej Europy, ale również naszego regionu, także tych biedniejszych – np. w Bułgarii to 55 proc. Według szacunków Eurostatu w I kw. 2017 r. udział pracowników budżetówki wyniósł zaledwie 10 proc. w PKB.

Skalę problemu widać najlepiej, gdy zestawi się obecne wynagrodzenia pracowników różnych sektorów budżetówki ze średnim wynagrodzeniem za pracę z tymi sprzed paru lat. Związek Zawodowy Prokuratorów i Pracowników Prokuratury wyliczył, że najsłabiej wynagradzani są pracownicy Prokuratury Rejonowej w Łodzi: 85 proc. osób zarabia tam do 3000 zł. Tylko nieco lepiej jest we Wrocławiu (82 proc.) i Gdańsku (80 proc.). W najlepszej sytuacji są pracownicy Prokuratury Rejonowej w Warszawie. Tu 71 proc. osób zarabia do 3000 zł, 16 proc. w przedziale 3001–3500 zł, 11 proc. w przedziale 3501–4000 zł i 4 proc. powyżej te sumy. Tylko w prokuraturze w Poznaniu są pracownicy, którzy otrzymują wynagrodzenie powyżej 4500 zł. Tylko w trzech (Kraków, Poznań i Warszawa) ktoś zarabia w przedziale 4001–4500 zł. Słowo „ktoś” jest na miejscu, ponieważ są to odsetki na poziomie 1 proc. (z wyjątkiem Warszawy). Również we wszystkich prokuraturach, poza stołeczną, w przedziale 3000–3500 zł zarabia mniej niż 10 proc. pracowników.

Są to realne płace pracowników, które składają się z zamrożonej od 2008 r. podstawy (2 tys. zł) i dodatków za wysługę lat. Jak wyliczają członkowie związku zawodowego, inflacja w tym czasie wyniosła 20 proc. Chcąc tylko wyrównać wartość nabywczą pensji z tymi sprzed 10 lat, pracownicy powinni otrzymać nieco ponad 870 zł podwyżki. Gdyby chcieć utrzymać jeszcze równy stosunek do średniego wynagrodzenia, to podwyżka powinna wynieść 1100 zł. Wartość ich pracy w porównaniu do wynagrodzenia minimalnego spadła ze 177 proc. w 2008 r. do 100 proc. w 2017 r., a w porównaniu ze średnim wynagrodzeniem – z 59,5 proc. do 44,71 proc.

– mówi Jacek Skała, przewodniczący Prezydium Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratur.

Sytuacja pracowników prokuratur staje się dramatyczna, ponieważ pensje są już na niemal głodowym poziomie. – Średnie wynagrodzenie w prokuraturach rejonowych to 1900 zł. Jakieś 10 lat temu pracownicy dyskontów z zazdrością patrzyli na wynagrodzenia urzędników, a obecnie sytuacja się odwróciła – mówi.

– opowiada Skała. – – tłumaczy.

Kobiety mają gorzej

– pytam Andrzeja Rybickiego, przewodniczącego Rady Sekcji Krajowej Pracowników Muzeów i Instytucji Ochrony Zabytków NSZZ „Solidarność”. – – pada odpowiedź.

Płace w kulturze świetnie pokazują, czym jest średnie wynagrodzenie. Według najnowszych dostępnych danych GUS (z 2014 r.) średnie wynagrodzenie pracowników kultury wynosiło 3524 zł, a więc 85 proc. średniej pensji dla całej gospodarki. Od tego czasu niewiele się zmieniło w płacach. Już na poziomie płci widać tu duże dysproporcje. Choć w kulturze pracuje więcej kobiet (60 proc.), to zarabiają one przeciętnie o 400 zł mniej niż mężczyźni.

„Dziady kultury” pokazały więc swoje paski wynagrodzeń. I tak: młodszy bibliotekarz z 29-letnim stażem pracy i średnim wykształceniem otrzymuje przelew w wysokości 1655 zł; osoba z wyższym wykształceniem i 6-letnim stażem pracy otrzymuje 1387 zł wynagrodzenia i za 11 lat otrzyma 100 zł podwyżki. Po 38 latach pracy bibliotekarz zarabia już 1867 zł. Inwestycja w wykształcenie w sektorze kultury nie zwraca się, ponieważ kustosz z doktoratem po 7 latach otrzymuje miesięcznie na konto 1439 zł. Mówimy o kwocie netto, bo powinniśmy operować tą wielkością, wszak nasze wypłaty są w kwocie netto, nie brutto. Jak piszą na swojej stronie internetowej członkowie związku zawodowego pracowników kultury: „Średnia płaca pracowników wyliczona bez kadry zarządzającej jest niższa i nie ma instytucji (w Małopolsce – red.), gdzie wynagrodzenie dla pracowników przekraczałoby 3000 zł brutto”. – – mówi Andrzej Rybicki.

O wielu grupach zawodowych, które zmagają się z niskimi wynagrodzeniami, w ogóle nie słychać. Jedni (pracownicy sądów i prokuratur) nie mogą wyjść na ulice, bo nie licuje to z ich rolą w społeczeństwie, inni – bo nie mają siły przebicia. W ostatnich dniach strajk zaczęli pracownicy Domu Pomocy Społecznej w Częstochowie. Przez 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu opiekują się osobami chorymi psychicznie: piorą, sprzątają, gotują, pomagają, wspomagają terapeutów, prowadzą rehabilitację. Kosztem swojego życia i swoich rodzin. Wynagrodzenie? 1700–2100 zł na rękę. Dwa lata temu było jeszcze mniej, ale udało się wywalczyć podwyżkę: 85 zł na etat. Teraz chcą więcej: 250 zł.

Można więc powiedzieć, że naprawdę pracują dla idei, a koniec z końcem starają się związać inaczej. –– opowiada Jolanta Ziółkowska, pracownica częstochowskiego domu pomocy społecznej. Urlopy służą pracy, a nie wypoczynkowi. Wykwalifikowana kadra jedzie wówczas do Niemiec opiekować się seniorami. Zdarza się, że pracownicy biorą także po to urlopy bezpłatne. – Tylko w taki sposób można na przykład sfinansować komunię dziecka – wyjaśnia.

W kulturze jest podobnie: –– mówi Andrzej Rybicki.

– tłumaczy Rybicki.

Dlaczego w ogóle doszło do takiej sytuacji w budżetówce? Nie wiadomo. Jak tłumaczy Karol Muszyński z Fundacji Kaleckiego, jest to uzależnione od wielu czynników, również historycznych. Można jednak wskazać trzy sektory, które zarabiają znacząco mniej. – – wymienia.

Kryterium godnego życia

Eksperci są zgodni: ustalanie wynagrodzeń w budżetówce jest wyłącznie uznaniowe. – – mówi Karol Muszyński.

Problem w tym, że obiektywna wycena takiego wynagrodzenia jest bardzo trudna. – – tłumaczy Aleksander Łaszek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Podobnie uważa Mateusz Benedyk, ekonomista, prezes Instytutu Misesa. Jego zdaniem wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe, państwo powinno korzystać z dobrodziejstwa, jakim jest wolny system cen rynkowych. – – przekonuje. Jego zdaniem wcale nie oznacza to, że wszystkie usługi musiałyby być prywatne. – – uważa. – – podsumowuje.

Jeszcze inną możliwość widzi Karol Muszyński, którego zdaniem proces kształtowania płac powinien odbywać się na drodze zawierania układów zbiorowych. – Wiodące związki zawodowe sektora publicznego powinny zawierać z rządem ramowe porozumienia wyznaczające ogólne reguły kształtowania płac, w obrębie których następnie negocjowane byłyby układy zbiorowe w poszczególnych podmiotach publicznych. Jest to rozwiązanie, które umożliwia stały wzrost płac nadążający za wzrostem gospodarczym, a równocześnie utrudnia nieuzasadnione faworyzowanie pracowników przez pracodawców w sektorze publicznym. Zbliżone rozwiązania istnieją w Szwecji i Finlandii – zauważa.

Jedno jest pewne. – – mówi dr Paweł Nowakowski, etyk i filozof polityczny z Wydziału Nauk Społecznych Instytutu Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego.

Jak dodaje, skoro państwo ogłasza nabory na pracowników, a społeczeństwo zdaje się to akceptować, to osobie pracującej, dla której z definicji praca ma być źródłem utrzymania, a nie hobby, powinno się płacić przynajmniej tyle, żeby mogła się utrzymać na minimalnie przyzwoitym poziomie. Jak dodaje, „przyzwoity poziom” powinien być rozumiany w odniesieniu do kondycji danego społeczeństwa: – – zaznacza.

Oczywiste jest też to, że lepsze wynagrodzenia w budżetówce przyciągnęłyby lepszej klasy specjalistów. Jak mówi Karol Muszyński, pracownicy sektora publicznego zarabiają lepiej niż ich odpowiednicy na rynku na stanowiskach niższych, ale już zdecydowanie gorzej (poza spółkami Skarbu Państwa) na wyższych. – – podsumowuje Muszyński.

Młodszy bibliotekarz z 29-letnim stażem pracy otrzymuje przelew w wysokości 1655 zł. Po 38 latach pracy będzie mógł zarobić już 1867 zł. Inwestycja w wykształcenie się nie opłaca – kustosz z doktoratem po 7 latach pracy otrzymuje miesięcznie na konto 1439 zł

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj