Dziennik Gazeta Prawana logo

Fałszywi pośrednicy grasują po Polsce

17 września 2009, 14:33
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kawalerka w centrum stolicy tylko 600 zł. Dwupokojowe Żoliborz - 800 zł. Tego typu "cudownych" ofert mieszkaniowych jest w stolicy coraz więcej. Jak zwykle, jesienią, gdy do Warszawy ściągają studenci, szukający kąta. I jak zwykle zdecydowana większość takich ofert to lipa. Uprzedzamy kto się skusi, nie będzie miał ani mieszkania, ani nie odzyska pieniędzy, które dał pośrednikowi.

Te "okazje" łączy bowiem jedno: oferują je psudoagencje wynajmu. Firmy-krzaki, mieszczące się w jednym-dwóch pokojach. Swoich klientów zapewniają, że będą "szukać" dla nich odpowiednich mieszkań. I dają adresy. Szukający kąta jedzie pod wskazany adres i...odchodzi zwykle z kwitkiem. Bo mieszkanie zazwyczaj jest już wynajęte, albo też cena kawalerki to nie 600, a 1600 złotych.

"Trafiłam na takich oszustów" - opowiada Renata Grzybowicz, studentka z Kalisza. "Zwodzili mnie przez dwa tygodnie. . Kawalerkę na Bemowie niby za 700 zł właściciel wynajmował, owszem, ale...pół roku temu. Na Bródnie miało być mieszkanie za 550 zł, okazało się, że kosztuje drugie tyle. Poszłam do agencji z awanturą. >>Zaszła widocznie jakaś pomyłka<< - usłyszałam. Gdy zażądałam zwrotu pieniędzty, powiedzano mi, że nie ma mowy. Dwieście złotych, które im dałam za szukanie ofert, przepadło".

>>>Internetowy oszust wyłudził 400 tysięcy

Tacy pseudoagenci są bardzo sprytni. Oferują swoim klientom nie mieszkania, a adresy mieszkań do wynajęcia. Dzięki temu nie muszą mieć żadnych licencji, żadnych kwalifikacji. Wystarczy że - najczęściej z gazet lub z internetu - przepiszą oferty lokali do wynajęcia i będą je "wciskać" swoim klientom. Nierzadko - kilkunastu osobom jednocześnie ten sam namiar.

Za tę swoiście pojmowaną "usługę" pobierają zwykle 200 zł, czasem 230 zł. Teoretycznie można by oczywiście ścigać takie firmy za tzw.niekorzystne rozporządzenie mieniem, czyli pospolite oszustwo - wtedy kwota, brana od oszukanych nie ma znaczenia.

>>>Ryanair to największy naciągacz w Unii

Problem jednak w tym, że te firmy-krzaki...usługę wykonują! Dają adresy mieszkań? Dają. Nigdzie nie jest zapisane, że muszą to być adresy aktaulne i że do transakcji musi dojść.Dlatego oszuści prosperują świetnie i organom ścigania śmieją się w twarz.Co robić, by nie zostać okantowanym? Albo szukać lokalu na własną rękę, albo skorzystać z usług profesjonalistów. Ci, niestety, liczą sobie słono -- biorą 50 proc. pierwszego czynszu zarówno od tego, kto mieszkanie bierze jak i od tego, kto daje.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj