Reklama

Biali kolonizatorzy z niezmiennym zdziwieniem opisywali w XIX w. metodę, jaką stosują odkrywane przez nich ludy, by chwytać małpki kapucynki lub innych przedstawicieli naczelnych (nota bene zalicza się do nich też gatunek Homo Sapiens). Otóż tubylec brał tykwę, orzech koksowy, lub robił drewniane pudełko. Chodziło o to, żeby mieć jakiś pojemnik, w którym da się wywiercić otwór. Ten nie mógł być ani za duży, ani za mały, tylko akurat taki, by małpka zdołała wsunąć łapkę.

Małpia pułapka

Do pojemnika wkładano następnie coś, czego zwierzątko pożądało szczególnie mocno. Bywał to orzech, jakiś owoc lub tylko ryż. Małpka wkładała łapkę, zaciskała na zdobyczy piąstkę i… to był koniec jej dotychczasowej egzystencji. Zwierzę nie mogło wyjąć łapki, więc zaczynało się miotać, szarpać i piszczeć. Powiadomiony jej wrzaskiem autor pułapki przychodził i zakładał zdobyczy powróz na szyję. Tak zyskując zabawkę lub obiad. Biali kolonizatorzy zaś zachodzili w głowę, czemu małpka po prostu nie otworzy pięści i nie wyciągnie ramienia z pułapki. Zwierzę jednak nie potrafiło rozstać się ze zdobyczą, nawet jeśli tak ocaliłoby własną skórę. Dla Brytyjczyków zwrot "monkey trap" stał się niegdyś przysłowiowym. Był alegorią sytuacji, gdy kogoś tak zaślepi pożądanie jakiegoś dobra lub nowa idea, że w imię zaspokojenia pragnień poświęci wszystko, nawet siebie.

Reklama

Film z 1912 r., pokazujący tubylca uczącego białych kolonizatorów, jak wykonać i użyć "monkey trap" można sobie obejrzeć na YouTube. Jednak teraz jesteśmy świadkami o wiele ciekawszego widowiska, w którym do roli małpy sprowadził Rosje jej prezydent. Nocą 24 lutego wsunęła ona łapę do pudełka z Ukrainą i mocno zacisnęła pięść. Dziś coraz bardziej przypomina miotającą się kapucynkę ze starego filmu. Ma ona do wyboru rozwarcie pięści lub swój przyszły koniec, po czym wybiera to drugie. Na pierwszy rzut oka może brzmieć to przesadnie, ale zestawmy sobie fakty.

Surowce, ropa naftowa, gaz

Od połowy XX w. dochód i przyszłość najpierw Związku Radzieckiego, a następnie Rosji, warunkowała sprzedaż surowców. Przy czym ok. 60 proc. dochodu generowała ropa naftowa, 20 proc. gaz ziemny, a resztę: węgiel, metale, złoto, diamenty, etc. Jak niebezpieczny jest żywot krajów surowcowych po raz pierwszy przekonała się Moskwa w latach 80. ubiegłego stulecia. Ówczesne rozbuchanie wydatków na zbrojenia i ekspansję zbiegło się ze spadkiem cen ropy naftowej. Efektem tego była zapaść ekonomiczna, bankructwo, wreszcie kryzys polityczny i rozpad ZSRR.

Reklama

Drugi raz czym grozi takie uzależnienie Kreml przekonał się w 2008 r. Światowy krach sprawił, że ceny ropy naftowej poleciały w dół i w pierwszym roku kryzysu rosyjskie PKB skurczyło się o 7,9 proc. Katastrofę przetrwano za sprawą środków zgromadzonych na Funduszu Stabilizacyjnym, wynoszącym wówczas ponad 200 mld dolarów. W tym czasie Władimir Putin jeszcze chciał udawać, iż przestrzega konstytucji i stanowisko prezydenta oddał Dmitrijowi Miedwiediewowi, siebie mianując premierem. Wówczas też przygotowano i z pompą ogłoszono program modernizacji Rosji. Zapisano w nim, iż Moskwa stanie się wielkim centrum światowych finansów, a na jej obrzeżach powstanie rosyjska Dolina Krzemowa. Kreml ściągał zachodnich inwestorów i przeznaczał olbrzymie sumy na wsparcie inwestycji związanych z branżą IT oraz nowymi technologiami. Tak planowano zerwać wreszcie z uzależnieniem od surowców. Jednak modernizacja oznaczała coraz bliższe związki z Zachodem, a także konieczność zaniechania agresywnej polityki wobec sąsiadów z Europ Wschodniej. Niepisana reguła mówiła bowiem, że o ile na Kaukazie i w Azji Moskwa może robić co chce, to brutalne interwencje militarne u granic Europy sprawiają, że zachodnie mocarstwa zaczynają się robić nerwowe. To z kolei ograniczało dostęp do środków finansowych i technologii niezbędnych, by modernizować straszliwie zacofany, ubogi kraj.

Imperialny podbój

Chcąc prowadzić ekspansję na kierunku zachodnim Kreml musiał znów postawić na ropę i gaz, bo przynosiły łatwy dochód i jednocześnie można było ich użyć jako broni przeciw Europie. W roku 2014 r., mając do wyboru dalszą pracę nad unowocześnieniem Rosji, a sięgniecie po Krym i chcącą wyjścia z rosyjskiej strefy wpływów Ukrainy, Putin się nie wahał. Przy czym na Kremlu łudzono się jeszcze, iż można mieć zdobycze i nic nie stracić. Nie przeprowadzono więc inwazji na pełną skalę. Tak dając Ukrainie bezcenną szansę na przetrwanie. Sankcje Zachodu były ograniczone, jednak na tyle dotkliwe, żeby Putin ostatecznie porzucił plany unowocześnienia swego państwa. Zamiast tego wybrał imperialny podbój. Łudząc się pół roku temu, iż pod ciosami 200-tysięcznego kontyngentu wojskowego Ukraina upadnie w trzy tygodnie. Potem zaś wszystko stanie się możliwe. Tymczasem pięść małpy utknęła w pułapce i im dłużej tam tkwi, tym szanse na ocalenie nie Ukrainy, lecz Rosji, maleją.

Dzieje się tak po pierwsze za sprawą wspominanego uzależnienia od eksportu surowców. Już teraz cena baryłki ropy spadła w okolice 90 dolarów. Trzyma ją tam tylko wojna i perspektywa zimy. Wszystko wskazuje na to, że gospodarki USA, Chin i krajów UE spowolnią, a to w nieco dłuższej perspektywie może przynieść cenę ropy nawet dwukrotnie niższą. Na dokładkę Rosja, żeby przenieść jej sprzedaż z Europy na azjatyckie rynki, musi stosować rabaty rzędu 20 dolarów na baryłce. Wszystko, gdy wojna trwa, rezerwy finansowe topnieją, a wydatki rosną.

Wyczerpanie surowców

A może być gorzej. Jeszcze przed wojną w kwietniu 2020 r. największa, prywatna agencja wywiadowcza na świecie Stratford, opublikowała raport pt. "The Golden Age of Russian Oil Nears an End” ("Złoty wiek rosyjskiej ropy bliski końca”). Wyliczono w nim, że w ciągu dekady nastąpi wyczerpanie łatwo dostępnych złóż na Syberii. Jeśli więc Rosja szybko nie zacznie przygotowań do eksploatacji pól naftowych zlokalizowanych w Arktyce oraz łupków bitumicznych, to wówczas jej zdolność do eksportu ropy może spaść nawet o 40 proc. Ale rosyjskie koncerny paliwowe musiałby już teraz odzyskać dostęp do zachodnich urządzeń i technologii. Bez nich Arktyka, a także złoża łupkowe, są dla nich niedostępne. Jeśli dodać do tego, iż w ciągu najbliższych lat Europa znajdzie sobie bardziej wiarygodnych dostawców gazu, wówczas widać, że im dłużej Putin trzyma swój kraj w małpiej pułapce, tym bliżej do finansowego tsunami, nawet większego niż to, jakie dotknęło ZSRR w latach 80. O modernizacji zaś Kreml może zapomnieć. Jej najbardziej namacalny efekt, jakim okazała się armia zdolnych informatyków i programistów, właśnie robi wszystko co może, by uciec z ojczyzny.

Na tym złe wiadomości dla małpy, kurczowo trzymającej zdobycz, wcale się nie kończą. Oprócz braku pieniędzy funduje bowiem sobie brak młodego pokolenia. To może w dłuższej perspektywie znaczyć nawet więcej niż uzależnienie od eksportu surowców. Młodzi ludzie swą energią i kreatywnością napędzają bowiem rozwój każdego państwa. Bez nich następuje skostnienie i obumieranie zbiorowości. Jak jest w Rosji źle da się zauważyć na przykładzie prostego zestawienia. Niewiele ponad sto lat temu w 1914 r. do carskiej armii zdołano powołać ponad 12 mln ludzi zdolnych do noszenia broni. Dziś pobór 2-3 mln prezentuje się jako szczyt możliwości.

Demografia. Rosyjskie "500 plus"

Tego, że demografia jest ważna i jakie niebezpieczeństwo nadciąga, Putin był całkowicie świadom. Stąd od lat budowany z jego polecenia program wspierania rodziny oraz dzietność. Już w 2007 r. zaczęto wypłacać rodzicom jednorazowy "kapitał macierzyński", czyli sumę 450 tys. rubli (wówczas 7,7 tys. dolarów), po przyjściu na świat drugiego dziecka oraz kolejnych. Potem dorzucono zasiłki socjalne, kredyty hipoteczne na preferencyjnych warunkach, państwową emeryturę dla matek, a od 2019 r. rosyjskie "500 plus" na dziecko (acz hojniejsze niż polskie, bo przeliczając kurs rubla wynosiło wtedy 660 zł).

Pomimo olbrzymich wydatków współczynnik dzietności w Rosji rósł tylko do 2012 r., a potem stopniowo spadał. Tuż przed wojną wynosił 1,45 i był niewiele wyższy niż w Polsce (1,34), co oznacza stopniowe wymieranie.

Putin wpakował Rosję w "małpią pułapkę"

Przez dwie dekady swych rządów Władimir Putin starał się zahamować ten proces. Po czym wpakował swój kraj w małpią pułapkę i lawina ruszyła. Ci młodzi ludzie, którzy teraz uciekają z Rosji już tam raczej nie wrócą. Jednocześnie każdy dzień wojny przynosi nowych poległych. Kreml robi wszystko, by na froncie ginęły nacje, jakie Rosjanie skolonizowali. Tak prokurując oryginalną odmianę ludobójstwa. Dorosłych samców z ludów kolonialnych się wyłapuje, odziewa w łachmany, daje marną broń do ręki i śle pod lufy ukraińskich karabinów lub dział. Tym sposobem wyludniono już republiki doniecką i ługańską, a po ogłoszeniu mobilizacji przyszła pora na Buriatów oraz Jakutów. Jednak nie są to liczne ludy, tymczasem małpa uparcie trzyma pięść w pułapce, więc wcześniej czy później przyjdzie pora na rzeź młodych Rosjan. Wojna, nędza oraz deficyt mężczyzn wszystko to nie sprzyja wskaźnikom dzietności.

Mobilizacja

Jednak nim spełnią się coraz bardziej nieuchronne, długoterminowe klęski, jest jeszcze perspektywa krótkoterminowa. Aby nie musieć porzucić zdobyczy Władimir Putin ogłosił częściową mobilizację dwa miesiące przed początkiem zimy. Docelowo 300 tys. poborowych, plus ok. 200 tys. już walczących na froncie żołnierzy, gdy nadejdą chłody musi mieć ciepłą odzież, kaloryczną żywność, ogrzewane schronienie oraz inne elementy wyposażenia niezbędne, aby przetrwać gorszą pogodę. Bez tego zimno i wilgoć szybko niszczą zdrowie, przyśpieszają rozwój chorób, a następnie zabiją.

Protesty w Rosji i mobilizacja / PAP/EPA / MAXIM SHIPENKOV

Od wieków było regułą, iż podczas zimowych kampanii na wschodzie więcej żołnierzy umierało z powodu złej pogody i chorób niż za sprawą prowadzonych walk. Ponadto strona zmuszona zimą do odwrotu ponosiła gigantyczne straty (Wielka Armia Napoleona wycofując się spod Moskwy straciła 90 proc. żołnierzy). Zapobiegać temu mogła jedynie perfekcyjnie działająca logistyka. Ile warta jest ta rosyjska było widoczne przez ostatnie pół roku.

Protesty w Rosji i mobilizacja / PAP/EPA / MAXIM SHIPENKOV

Zatem im dłużej małpa trzyma z własnej woli łapę w pułapce, tym liczba klęsk, które tym przyciąga się potęguje. Jednak wszystko wskazuje na to, że Władimir Putin, mając do wyboru trzymanie złudnej zdobyczy lub przyszły upadek Rosji i tak nie pozwoli na rozwarcie pięści.