Reklama

To krzyk rozpaczy, ponieważ Rosjanie zrozumieli, że przegrywają na froncie i nie są w stanie utrzymać już zajętych terytoriów. Rosyjska armia wycofuje się i kwestia wyzwolenia tych terenów przez siły ukraińskie to już tylko kwestia czasu – powiedział PAP w środę ekspert wojskowy Ołeh Żdanow.

Ogłoszenie mobilizacji

Cztery okupowane przez Rosję regiony Ukrainy ogłosiły we wtorek pilnie, że zamierzają przeprowadzić referenda w sprawie przyłączenia do Rosji. Są to samozwańcze tzw. Doniecka i Ługańska Republiki Ludowe, a także okupowane części obwodów chersońskiego i zaporoskiego.

Reklama

W środę rano Putin ogłosił w Rosji częściową mobilizację i zapowiedział poparcie dla tzw. referendów na okupowanych terytoriach Ukrainy, które nazwał "historycznymi ziemiami Noworosji".

Dzisiaj Putin próbuje "naciągnąć" na fakty tę ideologię, że Rosja jest w niebezpieczeństwie – powiedział analityk. Jego zdaniem mobilizacja w obecnym momencie nie będzie mieć efektu, bo ta ideologia nie działa.

Rosyjska armia nie chce walczyć. Te trzysta tysięcy będą zbierać do Nowego Roku. Mobilizację trzeba było ogłaszać w marcu, kiedy ktoś jeszcze mógł uwierzyć w te historie o "nazistach" w Ukrainie - powiedział ekspert.

Dla Ukrainy te pseudoreferenda nic nie zmieniają, nikt na świecie ich nie uzna. Tym bardziej, że na tych terenach trwają działania bojowe, a jeszcze mają to być "głosowania zdalne". Na tych terenach są problemy z łącznością, nie mówiąc o internecie – dodał ekspert.

Reklama

Utworzenie Noworosji

Putin nie zamierza od razu przyłączyć okupowanych terytoriów. Dlatego powiedział o "ziemiach Noworosji". Moim zdaniem może to być próba utworzenia jakiegoś podmiotu o nazwie Noworosja czy Nowoukraina – powiedział Żdanow. Jego zdaniem okupacja "choćby metra kwadratowego oznacza nowy pakiet sankcji, który dla Rosji „może się stać ostatnim przed jej upadkiem".

Putin chce odrodzić Związek Radziecki, a raczej stworzyć imperium w granicach ZSRR. Zabrać obwód zaporoski i przyłączyć do Rosji to nie jest "w imperialnym stylu". Nie, on by chciał stworzyć najpierw odrębny byt, a potem np. przyłączyć go do państwa związkowego. On o tym marzy – już to zrobił z Łukaszenką, a teraz naciska na Armenię – powiedział Żdanow.

Kluczowa reakcja Zachodu

Teraz kluczowa jest reakcja Zachodu, musi być odpowiednia reakcja na to wyzwanie, które rzucił mu Putin – zaznaczył rozmówca PAP.

Groźby użycia broni jądrowej to element zastraszania, przekonuje analityk. Propagandyści Kremla przekonują, że po aneksji Kreml będzie traktował okupowane tereny jako część swojego terytorium i będzie "miał rozwiązane ręce do użycia wszystkich środków". To samo zasugerował w środę Putin.

A jakiego jeszcze Rosja może użyć argumentu, oprócz broni jądrowej? Putin mówi: "Nie posłuchacie mnie, będzie wojna atomowa". Chociaż i liderzy USA, i Wielkiej Brytanii pośrednio, przez media, dali mu jasno do zrozumienia, że w przypadku użycia broni masowego rażenia zastrzegają sobie prawo do reakcji. A Zachód doskonale wie, gdzie mieści się ten jego bunkier – wskazał Żdanow.

Mam w takim razie pytanie: a dlaczego nie odpowiedzieli, gdy Ukraina przeprowadzała ataki na Krymie? Przecież doskonale wiedzieli, że stoi za nimi Ukraina - dodał ekspert.