Tomasz Żółciak: W projekcie przyszłorocznego budżetu państwa zaplanowano rekordowe wydatki na armię - ponad 97 mld zł, z czego 40 mld to wydatki majątkowe przeznaczone głównie na realizację inwestycji i zakupy inwestycyjne resortu obrony narodowej. Na co chcecie to wydać?
Marcin Ociepa: Realizujemy najbardziej ambitny program zbrojeniowy w historii i te środki pozwolą na jego przyśpieszenie. Kupimy za nie czołgi Abrams i K2, armatohaubice Krab i K9, systemy artylerii rakietowej HIMARS, do tego satelity rozpoznawcze i komunikacyjne, fregaty rakietowe dla Marynarki Wojennej, drony…
A co z rozbudową armii do 300 tys. ludzi?
Reklama
Ten cel chcemy osiągnąć w ciągu dekady, przeszkolenie i stworzenie tylu etatów dla żołnierzy również pochłonie sporą sumę. Zdaję sobie sprawę, że w 2023 r. czeka nas rekordowo duży budżet na obronność, ale i tak te potrzeby są dużo większe. Stąd dodatkowe, pozabudżetowe źródła finansowania.
Do tego zaraz przejdę, ale najpierw chcę dopytać o rozbudowę polskiej armii. Bo choć ciągle słyszymy o większej armii, to - jak pisaliśmy w DGP - przez ostatni rok liczba żołnierzy zawodowych Wojska Polskiego delikatnie spadła, za to przybyło nieco ponad 3 tys. mundurowych terytorialnej służby wojskowej.
Liczba żołnierzy rośnie - w 2015 r. było ich 95 tys., obecnie 150 tys. Na siły zbrojne trzeba patrzeć całościowo. Reforma dotyczy nie tylko liczebności, lecz także struktury. Rozbudowa WOT jest częścią tego planu - z 300 tys. żołnierzy 50 tys. to będą żołnierze WOT. Podobnie z dobrowolną zasadniczą służbą wojskową - ponad 2,8 tys. osób jest już po szkoleniu, 1,5 tys. odbywa je w tej chwili. Kolejnych ok. 7 tys. osób zakończyło badania i przeszło czynności formalno-rekrutacyjne. Część z tych ludzi potem może zasili rezerwy albo zdecyduje się na bycie żołnierzem zawodowym. Zgadzam się, że olbrzymim wyzwaniem jest sprawienie, by było bardzo wielu chętnych do służby wojskowej.