Marceli Sommer: Według ostatnich szacunków wartość dostaw rosyjskich surowców energetycznych dla UE tylko od początku wojny sięga już ok. 65 mld euro. Europa współodpowiada za rosyjską agresję?
Reklama
Inna Sovsun: To nie ulega wątpliwości. Bez zależności UE od rosyjskiego gazu, a do pewnego stopnia także ropy naftowej, decyzję Władimira Putina o wkroczeniu na ukraińskie terytorium trudno byłoby sobie wyobrazić. To eksport paliw do Europy umożliwił i wciąż umożliwia Rosji finansowanie wojny. Ale to nie wszystko. Surowcowa zależność była także główną przyczyną bierności państw UE wobec coraz bardziej agresywnych poczynań Moskwy w ostatnich latach. Otrzeźwienie powinno było przyjść już dawno: po ataku na Gruzję, aneksji Krymu, rozpętaniu konfliktu na Donbasie. Tak się jednak nie stało i nie ulega wątpliwości, że przesądziła o tym właśnie energia.
Co powinno się wydarzyć?
Szybki odwrót od paliw kopalnych z Rosji. To jedyny sposób, żeby uniemożliwić jej dalsze prowadzenie wojny i mordowanie setek Ukraińców każdego dnia. UE powinna przestać finansować rosyjską agresję przeciwko mojemu krajowi.
Reklama
Dziś Parlament Europejski zdecyduje, czy gaz i atom będą traktowane w Unii jako zielone źródła, a w konsekwencji czy będą cieszyć się preferencyjnymi warunkami finansowania. Pani wzięła udział w kampanii przeciwko tej propozycji. Dlaczego?
Skontaktowała się ze mną grupa eurodeputowanych Zielonych i Europejskiej Partii Ludowej, należących do bliskich sojuszników Ukrainy, oraz organizacje pozarządowe z mojego kraju. Dla obu stron było oczywiste, że głosowana dziś propozycja będzie błędem - nie tylko z punktu widzenia celów klimatycznych UE. Cały ten dokument jest oparty na logice, w której Europa korzysta nadal z taniego rosyjskiego gazu.
*deputowana Rady Najwyższej Ukrainy, członkini parlamentarnej komisji ds. energii, wiceminister oświaty i nauki w latach 2014-2016