Gdy Adam Niedzielski został ministrem zdrowia, byłem dobrej myśli. Każdy bez trudu może znaleźć moje wypowiedzi, w których wskazywałem, że to właściwy wybór. Doceniałem, że powołano profesjonalnego urzędnika (a nie polityka), który bez wątpienia nie jest nazbyt przebojowy i medialnie wyćwiczony, ale za to rzeczowy, spokojny, konkretny i fachowy. A moim zdaniem w toku walki z pandemią potrzebowaliśmy (i nadal potrzebujemy) właśnie rzeczowości i fachowości, a nie medialnego show, które serwował nam regularnie poprzedni minister Łukasz Szumowski.

Reklama

Szkopuł w tym, że kilka miesięcy wystarczyło, aby niemal wszelkie atuty Adama Niedzielskiego zostały przyćmione przez rzeczywistość.

Przede wszystkim doszliśmy do etapu, w którym rola ministra zdrowia w kreowaniu polityki państwa jest poślednia. O Łukaszu Szumowskim można było wiele powiedzieć, ale pokazywano go jako rządzącego silną ręką. To on decydował - przynajmniej tak to pokazywano obywatelom - czy wybory prezydenckie mogą się odbyć i w jakiej formie. To Szumowski oceniał, jakie nowe obostrzenia są potrzebne. A Adam Niedzielski? Kluczowy program szczepień wyprowadzono mu do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Kampanię proszczepienną organizują również służby premiera. O tym, że decyzje o obostrzeniach - ich nakładaniu i zdejmowaniu - podejmuje premier ze swoimi ludźmi, wiedzą wszyscy, którzy choć trochę się interesują polityką. Minister zdrowia jest dziś potrzebny do tego, by wyjaśniać Polakom, iż trzeba... wietrzyć mieszkania. Ogłasza też publicznie część obostrzeń - te, których ogłosić nie chce szef rządu.

Kto nie wierzy, niech zajrzy do zakładki "Aktualności" na stronie Ministerstwa Zdrowia. Przytłaczająca większość wiadomości dotyczy aktywności premiera, szefa kancelarii premiera. A gdzieś daleko w tyle jest to, co robi minister zdrowia. A zatem nawet pracownicy Ministerstwa Zdrowia nie widzą działalności swojego szefa, którą można by się pochwalić.

Być może dlatego Adam Niedzielski postanowił bardziej zainteresować sobą media. Wstrzemięźliwy do niedawna w kontakcie z nimi urzędnik, stał się pełnokrwistym politykiem. Stawia mocne tezy, polemizuje z politykami opozycji jak równy z równym. Trudno znaleźć dzień bez ministra zdrowia w telewizji, radiu, internecie czy gazecie. Ba, w ostatnich dniach informacja o liczbie stwierdzonych zakażeń przestała być informacją urzędową, a zaczęła funkcjonować jako fakt medialny, mający ubogacić obecność ministra w mediach. Tyle że to kolejny błąd. Jakkolwiek bowiem Niedzielski będzie codziennie rano cytowany, to społeczeństwo naprawdę nie oczekuje od konstytucyjnego ministra bycia "przyspieszonym SMS-em". Bo taką właśnie rolę zaczął pełnić kluczowy urzędnik zdrowotny w Polsce.

W łeb wzięła też wiarygodność ministra. Niepoważne bowiem jest, gdy mówi on 22 lutego 2021 r., że "prognozujemy apogeum trzeciej fali epidemii w Polsce mniej więcej na przełomie marca i kwietnia na poziomie ok. 10-12 tys. przypadków dziennie, co jest liczbą, z którą już sobie poradziliśmy". A 12 tys. przypadków mamy już dwa dni później, zaś urzędnicy państwowi przekonują obywateli, że tak źle jeszcze nie było i że potrzebne są nowe restrykcje.

Sam Niedzielski zresztą przyznał, że "wszelkie plany i długoterminowe zapowiedzi, które przedstawialiśmy, się nie sprawdzają". Rozumiem, że pandemiczne problemy są trudne do rozwiązania, a prognozy mogą być wadliwe. Ale czy przypadkiem nie zamykano setek tysięcy firm na podstawie tych kiepskich jakościowo opracowań?

Minister zdrowia zaczął być też bardziej butny. Na co - mówiąc szczerze - jest teraz kiepski czas. Nie wolno wyśmiewać ludzi noszących przyłbice, jeśli w tej samej chwili w mediach społecznościowych Ministerstwa Zdrowia znajdują się informacje o tym, że warto nosić przyłbice. Nie należy lekceważyć problemów przedsiębiorców i tłumaczyć wszystkiego bezpieczeństwem Polaków, bo ludzie, którzy bankrutują, mają pełne prawo być wzburzeni.

Tyle że Adam Niedzielski - takie odnoszę wrażenie - coraz bardziej wierzy w to, że znalazł się w oblężonej twierdzy. I każdy, kto krytykuje, jest postrzegany jako wróg. A przyjaciółmi są tylko ci, którzy chwalą. Tą ścieżką podążało już wielu polityków (tak, polityków, nie urzędników). Adam Niedzielski nie jest więc ani pierwszy, ani ostatni. Szkoda jednak, że wybrał taką drogę.