Przepisy zaostrzają warunki pracy polskich kierowców. Wprowadzają m.in. obowiązek płacy minimalnej i restrykcyjne zasady dotyczące odpoczynku w hotelach, a nie w kabinach ciężarówek. Przyjęte przez PE propozycje będą teraz przedmiotem negocjacji z krajami członkowskimi UE i Komisją Europejską. Z tych rozmów ma wyłonić się ostateczny kształt przepisów - informuje RMF.FM.

W czwartek w Parlamencie Europejskim odbyło się głosowanie nad pakietem mobilności, czyli przepisami przewidującymi objęcie przewoźników drogowych przepisami o delegowaniu pracowników. Polska sprzeciwiała się tym regulacjom. Miały być one poddane pod głosowanie już w marcu, ale z powodu zbyt dużej liczby poprawek powróciły do komisji transportu. Przepisy będą miały wpływ na kilka milionów profesjonalnych kierowców w UE.

Sasin powiedział w czwartek w TVP Info, że "w ogóle nie powinno być takiego pomysłu, żeby tego typu dyrektywa mogła się pojawić". Według niego, uderza ona w jedną z podstawowych zasad UE, czyli swobodny przepływ usług. - Nie może być tak, że zostaje wprowadzona zasada, iż ta konkurencja ma nie być wolną konkurencją, że tutaj się tworzy pewne obostrzenia, które mają uderzać w firmy tylko z niektórych krajów Unii Europejskiej. Tak, jak z Polski, ale oczywiście przeważnie z tych krajów, które są nowymi krajami w UE - mówił Sasin.

Jego zdaniem to pokazuje jak dzisiaj wygląda solidarność w UE. - Jak wygląda solidarność tych najbogatszych. Tych największych, najważniejszych pod względem potencjału krajów UE, jak Niemcy i Francja. Jak one rzeczywiście traktują wybiórczo te podstawowe zasady europejskie - podkreślił polityk.

Polscy europosłowie, którym zależało na tym, by przepisy w niekorzystnym dla polskich firm kształcie nie zostały przyjęte przed wyborami do PE, starali się używać różnych wybiegów formalnych, by opóźnić całą sprawę. Jeszcze na początku wtorkowego posiedzenia komisji transportu PE Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, w których skład wchodzą europosłowie PiS, złożyli wniosek o odroczenie głosowania w komisji. Ten został jednak odrzucony większością głosów.

W grudniu 2018 r. mandat do negocjacji nad ostatecznym kształtem nowych przepisów przyjęła Rada UE. Polska, podobnie jak część państw UE, uznała proponowane przepisy za niekorzystne i głosowała przeciwko. Przeciwne były także Węgry, Litwa, Łotwa, Malta, Bułgaria, Chorwacja, Irlandia i Belgia. Nie wystarczyło to jednak do zablokowania propozycji.

Propozycja Rady UE zakłada wyłączenie z przepisów o delegowaniu tzw. przewozów bilateralnych - z kraju, w którym mieści się siedziba firmy, do innego państwa. W drodze do kraju docelowego i powrotnej dozwolony byłby dodatkowy jeden załadunek lub rozładunek w innych państwach na trasie przejazdu, co również nie będzie wiązało się z podleganiem przepisom o delegowaniu. Podobnie jeden załadunek i wyładunek będzie mógł zostać przeprowadzony w drodze powrotnej do kraju, w którym mieści się siedziba firmy. Inna opcja, na którą mają zezwalać nowe przepisy, to brak dodatkowego załadunku lub wyładunku w drodze do punktu docelowego, a w zamian możliwość dokonania dwóch załadunków lub wyładunków w drodze powrotnej.

Co jednak ważne, w przypadku innych rodzajów operacji, przede wszystkim transportu między krajami trzecimi (tzw. cross-trade), zasady delegowania i płacy minimalnej miałyby zastosowanie od pierwszego dnia.