Wczoraj minister energii Krzysztof Tchórzewski powiedział, że spółki energetyczne kontrolowane przez Skarb Państwa mają wycofać się z wniosków taryfowych dla grupy G (odbiorcy indywidualni) na rok 2019. Przypomnijmy: kilka tygodni temu ujawniliśmy, że firmy chcą podwyżki cen energii nawet o 30 proc., a jeśli ich nie wprowadzą, to utrata przychodów może sięgnąć nawet 3 mld zł.

W naszych źródłach usłyszeliśmy, że z rekompensatami za prąd robi się problem, bo jest realna obawa, iż Bruksela uzna je za niedozwoloną pomoc publiczną. Stąd te wszystkie chaotyczne ruchy. O tym, że notyfikacja może być niezbędna pisaliśmy w DGP.

Do wolt ministra Tchórzewskiego przez trzy lata zdążyliśmy przywyknąć, ale w osłupienie wprawiły wszystkich jego poranne wypowiedzi dla RMF FM. Wycofał się bowiem ze swoich słów o wycofaniu się energetyki z planu podwyżek w taryfie G. Dziennikarzowi stacji powiedział, że firmy te są... niezależne. Nie dowiedzieliśmy się jednak, co zmieniło się rano od wczoraj - minister bowiem powiedział, że to okaże się po południu.

W dwóch niezależnych źródłach udało się nam ustalić, że po tym jak wczoraj premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że jednak podwyżek nie będzie, sprawa się skomplikowała.

Według relacji naszych rozmówców do późna trwały rozmowy szefów spółek energetycznych z premierem i ministrem energii. Prezesi tłumaczyli, że brak podwyżek to działanie na szkodę spółki w sytuacji, gdy przesłanki do wzrostu cen są ewidentne (drogie prawa do emisji CO2 – dziś ok. 22 euro za tonę, droższy węgiel, dodatkowo coraz częściej importowany, ale także za mało OZE – odnawialnych źródeł energii).  Miały też paść słowa o możliwym ograniczeniu dostaw prądu - dwudziesty stopień zasilania przypomniał nam o sobie w 2015 r. Tym więc miałaby być uzasadniona dzisiejsza wolta ministra Tchórzewskiego.

Zwłaszcza, że kierownictwo koncernów energetycznych dało do zrozumienia, że nie ma 1 mld zł na rekompensaty za podwyżki cen prądu, które to dopłaty zapowiedział Tchórzewski. Wymaga on też, by podległe mu spółki dorzuciły się do specjalnego funduszu. Czyli energetyka miałaby się dołożyć do dopłat za wyższe ceny prądu, które sama nam funduje.

Tę pokrętną logikę zauważył prezes Urzędu Regulacji Energetyki i wezwał spółki do korekty wniosków taryfowych. Mają na to czas do 18 grudnia. Co ciekawe - jeszcze w poniedziałek minister mówił, że chodzi o znalezione w spółkach oszczędności, obecna wersja jednak mówi o zyskach.

Gdy pytamy energetyków co teraz, oficjalnie komentować nie chcą. Nieoficjalnie mówią, że "wiedzą, że nic nie wiedzą", a na wezwanie szefa URE odpowiedzą najpewniej po niedzieli.  Jeden z użytkowników Twittera napisał, że pracuje na infolinii jednego z koncernów i nie do końca wiadomo tak naprawdę, co klientom odpowiadać. Inny napisał, że już dla swojej firmy otrzymał wyższy rachunek za prąd, choć zużycie było mniejsze.

Czy rząd płynie z prądem, czy pod prąd? Sytuacja chyba powoli wymyka się spod kontroli. Z kręgów PiS do dziennikarzy wyszedł nawet sygnał (napisała już o tym m.in. rp.pl), jakoby głowa ministra Tchórzewskiego już została ucięta. Na giełdzie nazwisk potencjalnego następcy jaka trafiła do mediów są Piotr Naimski, minister w KPRM, pełnomocnik Rządu do spraw Strategicznej Infrastruktury Energetycznej, Jadwiga Emilewicz, minister technologii i przedsiębiorczości oraz Marcin Roszkowski, szef Instytutu Jagiellońskiego.

Jednak według naszych rozmówców każda z nich ma jakiś minus. Naimski miał być na początku ministrem, ale górnicy by go nie zaakceptowali, bo by zamykał kopalnie. Emilewicz podpadła górnikom wypowiedziami o imporcie energii, z kolei Roszkowski podpadł energetykom raportem IJ na temat wzrostu cen prądu – mówi jeden z naszych rozmówców znających sprawę. Warto jednak przypomnieć, że minister energii od początku kadencji jest najczęściej dymisjonowanym medialnie szefem resortu.

Zwłaszcza, że na ostatnim zjeździe PiS w Jachrance usłyszeliśmy, że żadnych rekonstrukcji nie będzie. Tyle, że w sobotę jest konwencja PiS. A skoro można zmienić w jedną noc zdanie o niezależności spółek energetycznych, to o składzie rządu przez tydzień tym bardziej.

Warto przypomnieć, że PGE, Enea, Energa i Tauron są spółkami giełdowymi. Na razie jednak paniki wśród inwestorów nie ma. Przed godz. 14.00 PGE drożała o 0,86 proc., Enea o 2,83 proc., Energa o 2,64 proc., a Tauron aż o 4,57 proc. Zdaniem naszych rozmówców, to efekt wycofania się ministra z wycofania się z podwyżek. To możliwe, jeśli spojrzymy na rosnący o 1,88 proc. WIG-Energia, który rośnie właśnie po wypowiedzi ministra (w ciągu ostatniego tygodnia tracił 6,39 proc.).