Paweł Cymcyk z ING TFI podkreśla, że na razie kłopoty Rosji nie zagrażają polskiej gospodarce ani realizacji przyszłorocznego budżetu. Wprawdzie przedsiębiorcy prowadzący interesy z rosyjskimi partnerami mogą odczuć skutki zawirowań, ale takie firmy mają niewielki udział w całym polskim eksporcie. Ekspert dodaje jednak, że zamieszania z rublem nie należy bagatelizować.

Reklama

CZYTAJ TAKŻE: Tonący rubel uderza w złotego. Nasza waluta traci>>>

CZYTAJ WIĘCEJ: Kupiłeś tani bilet w rublach? To wcale nie była okazja>>>

Ekonomiści uspokajają, że przynajmniej na razie bankructwo Rosji nie grozi. Ten kraj posiada rezerwy finansowe, których powinno wystarczyć nawet na trzy lata.

Rosyjski rubel po zawirowaniach w ciągu dnia pod wieczór lekko się umocnił. Na razie nie wiadomo czy to skutek słów prezydenta Władimira Putina czy raczej wzrostu cen ropy na rynkach światowych.

Z rana rubel się umacniał. W trakcie konferencji prasowej dla dziennikarzy, która rozpoczęła się w południe prezydent Putin oświadczył, że Bank Centralny i rząd we właściwy sposób walczą z kryzysem finansowym. Jego zdaniem strategia polegająca na ograniczaniu "masy rublowej" na rynku i nierozdawania rezerw walutowych jest dobra.

Te słowa Putina w opinii ekspertów spowodowały w konsekwencji lekki spadek wartości rubla. Jednak tuż przed zamknięciem pracy moskiewskiej giełdy walutowej rubel znowu się umocnił. W rozliczeniach na jutro za dolara płacono trochę poniżej 60 rubli, a za euro 73 i pół rubla. Wczoraj na zamknięciu giełdy dolar kosztował nieco ponad 60 rubli, a euro około 76 rubli.