Dziennik Gazeta Prawana logo

Ta skomplikowana ekonomia. Ze świata finansów rozumiemy coraz mniej

20 grudnia 2014, 09:45
Ten tekst przeczytasz w 12 minut
Bank i finanse
Ta skomplikowana ekonomia. Ze świata finansów rozumiemy coraz mniej/Shutterstock
Raz drukowanie pieniędzy jest dobre. A raz drukowanie pieniędzy jest złe. Z otaczającego nas świata finansów rozumiemy coraz mniej.

Spotyka się dwóch analityków ekonomicznych. – mówi jeden. Drugi odpowiada z przekonaniem: . Na to pierwszy: . Ta anegdota dobrze obrazuje sytuację: ekonomia skomplikowała się tak bardzo, że często nie rozumieją jej sami ekonomiści.

By nie być gołosłownym, zacytuję fragment tekstu z portalu internetowego Wgospodarce.pl. ..

Czy wszystko jasne? Dla mnie nie było. By zrozumieć ten tekst, musiałem go przeczytać kilka razy. Nie jestem ekonomistą, ale na studiach miałem zajęcia z mikro- i makroekonomii, zaś praca zmusza mnie do tego, by często używać szarych komórek. A mimo to, czytając komentarze ekonomiczne przeznaczone dla szerokiego grona odbiorców, zwyczajnie się gubię.

. To Maciej Bitner, główny ekonomista Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych, na stronie Forsal.pl.

Dorabianie teorii

To jak to w końcu jest? Jeden ekspert mówi, że luzowanie ilościowe, popularnie zwane drukowaniem pieniędzy, jest dobre dla gospodarki. Zaś inny – że niesie z sobą poważne zagrożenia. Czy ekonomiści rozumieją jeszcze coś ze zjawisk ekonomicznych codziennie oddziałujących na nasze życie? – – wyjaśnia prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów, obecnie główny ekonomista Business Centre Club.

Bardziej krytyczny jest członek Rady Polityki Pieniężnej Jan Winiecki, który pisał tak: . Jego zdaniem wielu ekonomistów nie umie odróżnić wolnego (coraz wolniejszego) tempa wzrostu od recesji. – tłumaczył ekonomista.

Jeśli chodzi o ocenę kompetencji ekonomistów, jeszcze dalej idzie prof. prawa Robert Gwiazdowski, prezes skupiającej się m.in. na problemach gospodarczych fundacji Warsaw Enterprise Institute (WEI). – – mówił w ubiegłym roku na łamach portalu Newsweek.pl.

Dziś zdania nie zmienił. – – opowiada nam Gwiazdowski. Jego zdaniem makroekonomiści wciąż nie wyciągnęli wniosków z własnych błędów, a teraz znów mają do czynienia z sytuacją, która nie mieści się w ich tradycyjnych schematach: ponad 3-proc. wzrost PKB, jakiego obecnie doświadczamy w Polsce, może jak najbardziej powodować spadek bezrobocia, ale nie powinniśmy mieć do czynienia z deflacją.

WEI jest zapleczem eksperckim Związku Pracodawców i Przedsiębiorców, organizacji zrzeszającej mały i średni biznes. – – dodaje Gwiazdowski.

Cofnijmy się w czasie do wybuchu ostatniego kryzysu. Jednym z nielicznych, który przewidział krach, był prof. Nouriel Roubini. Zrobił to także Raghuram Rajan, obecny prezes banku centralnego Indii, który w 2005 r. na spotkaniu ekspertów banków centralnych jako jedyny mówił o zagrożeniach związanych z nadciągającym krachem na rynku kredytów hipotecznych. – – wspomina.

Choć od czasu wybuchu kryzysu minęło ledwie sześć lat, mieliśmy do czynienia z kolejnymi zjawiskami, których wielcy i znani, a także mniej znani ekonomiści nie przewidzieli. Choć dziś wielu analityków za oczywistość uważa spadek cen ropy, który jest konsekwencją łupkowej rewolucji w USA, to jednak trudno znaleźć kogoś, kto trzy lata temu stanowczo by powiedział: w 2014 r. baryłka ropy będzie kosztować 60 dol. Rację miał Mark Twain, mówiąc, że . Sentencja ta jest znakomita i zabawna, a na dodatek doskonale pokazuje słabość systemu: nikt nic nie wie, a przewidywanie wydarzeń ekonomicznych jest podobne do przepowiadania pogody – w perspektywie dłuższej niż trzy dni szanse na uchwycenie czegokolwiek spadają do kilku – kilkunastu, w najlepszym wypadku 30–40 proc.

Ekonomista jak lekarz lub prawnik

Z tym, że świat ekonomiczny zmienia się na naszych oczach, zgadza się nawet przekonany o stosunkowo dobrej kondycji makroekonomistów prof. Gomułka. Także on przyznaje, że ostatnio coraz częściej stosujemy . Efekt coraz większego skomplikowania otaczającej nas ekonomii warto rozważyć na dwóch poziomach. Pierwszy z nich dotyczy zwykłego Jana Kowalskiego czy Johna Smitha, który ma coraz więcej coraz mniej zrozumiałych możliwości do inwestowania oszczędności czy zaciągania pożyczek. Problem w tym, że występuje tutaj nierówność informacji. Banki i wszelkie instytucje finansowe, które przygotowują znakomite i wciąż coraz bardziej korzystne oferty, dysponują sztabami ludzi pracujących nad tym, by one na obsługiwaniu swoich klientów zarabiały. Czasem krocie, o których będący dobrej myśli klient dowiaduje się dopiero po czasie. W pewnym sensie można powiedzieć, że jest sam sobie winien – bo trzeba było czytać umowy.

Na zdrowy rozsądek wydaje się, że by zmienić ten stan rzeczy, powinno się stworzyć programy edukacyjne, które ową nierówność informacji zmniejszą. Nic bardziej mylnego. Jak można przeczytać w finansowanym przez Narodowy Bank Polski portalu ObserwatorFinansowy.pl, którego misją , edukacja finansowa nie ma większego sensu.

Oto część artykułu autorstwa Aleksandra Pińskiego: . Z dalszej części tekstu możemy się dowiedzieć, że podobne wnioski płyną z pracy "Do Financial Education Programs Work?" ("Czy programy edukacji finansowej działają?") Iana Hathawaya i Sameera Khatiwada z Federal Reserve Bank of Cleveland. W posumowaniu piszą: . Wniosek jest taki, że o ile przeciętny obywatel sam o siebie nie zadba i samodzielnie nie zgłębi skomplikowanej materii ekonomicznej, to siłą rzeczy będzie narażony na wybór ofert finansowych, które nie są dla niego korzystne. Na poziomie jednostkowym zmiany wprowadzić trudno. W pewnym sensie powinniśmy się pogodzić z tym, że znaczna część z nas będzie podejmować nie do końca korzystne decyzje dotyczące finansów osobistych.

Jednak, choć straty obywateli wynikające z niezrozumienia rzeczywistości finansowej bywają bolesne, to wydaje się, że znacznie groźniejszy jest brak zrozumienia tego, co się dzieje wokół nas, przez makroekonomistów. Często doradzają ludziom podejmującym decyzje mające wpływ na miliony obywateli. Mają wpływ nie tylko na swoje finanse osobiste, ale współtworzą otoczenie, w którym funkcjonują miliony obywateli i setki czy tysiące instytucji finansowych. Nieco upraszczając, można powiedzieć, że mają wpływ na finanse osobiste nas wszystkich. Niestety za ten brak umiejętności przewidywania konsekwencji polityki monetarnej czy fiskalnej u szacownych panów profesorów płaci Jan Kowalski czy John Smith – jak pokazał ostatni kryzys, to podatnicy pokrywają straty banków. Choć to jego własna niekompetencja ma oczywiście wpływ na jego sytuację finansową, to trudno go do końca o to winić. Tak jak w sprawach zdrowia zdajemy się na lekarzy, prawa na prawników i wierzymy, że nam dobrze doradzą, tak w sprawach finansów często zdajemy się na ekonomistów. Oni – jako specjaliści – powinni nam zapewnić względną stabilność i bezpieczeństwo, stworzyć system, w którym można funkcjonować.

Ale coraz częściej tego nie robią. Dopuszczenie na rynek skomplikowanych i nieprzejrzystych narzędzi finansowych się w to wpisuje. Kilkadziesiąt tysięcy domów, które amerykańscy obywatele musieli oddać bankom, jest efektem narzędzi dopuszczonych na rynek przez regulatora, którego zapleczem intelektualnym są ekonomiści. To, że w Polsce jeszcze do niedawna możliwe było zaciąganie kredytów w walutach innych niż ta, w których się zarabia, było spowodowane brakiem regulacji Komisji Nadzoru Finansowego, nadzorcy tego rynku. Efektem jest to, że część kredytobiorców świadomie, część nieświadomie, wystawiła się na ryzyko kursowe. Oczywiście ktoś może powiedzieć: . Jest to jak najbardziej prawda. Ale w momencie, gdy to przeciętny zjadacz chleba płaci za kryzys, do którego w dużej mierze przyczynił się brak zrozumienia sytuacji przez makroekonomistów, warto się zastanowić nad tym, co zrobić, by oni znów zaczęli rozumieć rzeczywistość. To wszystkim nam się opłaci.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj