Opór takich państw, jak Chiny, Rosja czy USA, sprawił, że najbardziej realnym scenariuszem jest przedłużenie umowy z Kioto po 2012 r., gdy dotychczasowe regulacje przestaną obowiązywać. Tak członkowie ONZ, biorący udział w cyklicznych konferencjach, mają zyskać więcej czasu (7 lat) na wynegocjowanie nowej umowy.

Reklama

Komisja Europejska chce rozdzielić oba okresy obowiązywania Kioto. Dziś państwa, które nie wykorzystają limitów emisji, mogą sprzedać nadwyżkę, a uzyskane pieniądze przeznaczyć na inwestycje proekologiczne. Bruksela sprzeciwia się koncepcji, by nadwyżkami wypracowanymi do końca 2012 r. można było handlować także za czasów Kioto bis. PAP ze źródeł zbliżonych do unijnej komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard dowiedziała się, że UE chciałaby przenieść jedynie 1/5 nadwyżek.

Skumulowanie nadwyżek jednostek emisji CO2 (AAU) może doprowadzić do spadku jego cen na rynkach, co zniechęci państwa do redukcji emisji, skoro będą mogły dokupić prawa po atrakcyjnych cenach.

Zwłaszcza gdy zwiększy się popyt w razie, gdyby do drugiego okresu przystąpiły USA, a na to się zanosi. Jeśli Bruksela przeforsuje swój punkt widzenia, najwięcej stracą państwa postkomunistyczne, w tym Polska. Punktem odniesienia dla obniżania emisji jest bowiem 1989 r. Po tej dacie państwa przechodzące transformację zlikwidowały część swojego przemysłu, resztę modernizując m.in. za pomocą mniej energochłonnych technologii. Dzięki temu wśród państw dysponujących największymi nadwyżkami są Rosja, Ukraina i Polska. Teoretycznie Polacy mogliby do końca 2012 r. wypracować nadwyżkę ponad 500 mln jednostek AAU, wartych ok. 7,5 mld euro.

Redukcja nadwyżek o 4/5 pozbawiłaby nas 6 mld euro. Do tej pory Warszawie udało się sprzedać Irlandii, Japonii i Hiszpanii nadwyżki warte zaledwie 130 mln euro.

– Nie jest tak, że w kolejce stoją chętni – mówił miesiąc temu ówczesny minister środowiska Andrzej Kraszewski. Wszystko może się jednak zmienić, jeśli odchodząca od atomu Europa znów polubi węgiel. Wtedy jednostki AAU będą w cenie.