Część krajów starej Unii chce dalszego ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Mówi się o podniesieniu 20-proc. progu wyznaczonego na 2020 r. nawet do 30 proc. W trakcie wczorajszej konferencji organizowanej przez DGP na temat handlu emisjami CO2 Marcin Korolec, minister środowiska, zdradził zarys polskiego stanowiska.
Nie ma podstaw, by dyskutować nad zwiększeniem poziomu ograniczeń CO2 w wewnętrznej polityce klimatycznej Unii w perspektywie 2020, 2030 czy 2050 r. – mówił Marcin Korolec. W wyniku kryzysu drastycznie spadła cena uprawnień do emisji CO2 , a to fundament działania nowego systemu. W założeniu handel emisjami miał być na tyle drogim instrumentem, żeby spowodować nieopłacalność wykorzystania paliw kopalnych, zwłaszcza węgla. Z powodu niskiej ceny uprawnień energia produkowana z wysokoemisyjnego węgla nadal może być konkurencyjna w stosunku do tej z odnawialnych źródeł. To nie oznacza, że Polska nie ucierpi. Ponad 90 proc. prądu wytwarza dziś z węgla. Koszty producentów energii będą wyższe, ale efekt nowego systemu nie będzie aż tak rewolucyjny jak miał być w założeniach – mówił Korolec.
Najważniejszym argumentem przeciw podnoszeniu progów CO2 jest to, że za kilka lat UE może być osamotniona w walce ze zmianami klimatu. Zgodnie z mapą drogową podjętą w Durbanie na ostatnim szczycie klimatycznym, takie decyzje będą zapadać dopiero w 2015 r., a w życie wejdą dopiero w 2020 r. A już dziś wiadomo, że trzy największe gospodarki – USA, Chiny i Indie – nie są zainteresowane ograniczaniem emisji gazów cieplarnianych.
W rządowych kuluarach mówi się, że w razie usztywnienia stanowiska UE w sprawie podniesienia progów CO2 Polska może skorzystać z prawa weta.
Reklama
Brukseli coraz trudniej bronić systemu handlu emisjami. W wywindowaniu cen uprawnień nie pomagają nawet działania mające na celu ograniczenie podaży papierów. We wtorek komisja przemysłu PE przegłosowała nowelizację dyrektywy dotyczącej efektywności energetycznej. Rynek zareagował bez emocji. Ceny uprawnień nawet spadły i wahają się w okolicach 9 euro za tonę CO2.
To wielki sukces unijnych urzędników – kpi prof. Krzysztof Żmijewski z Politechniki Warszawskiej i sekretarz generalny Społecznej Rady ds. Narodowego Programu Redukcji Emisji przy ministrze gospodarki. Bo z jednej z najbardziej stabilnych gałęzi gospodarki, jaką od zawsze była energetyka, zrobili biznes kompletnie nieprzewidywalny - dodaje.
W efekcie czego rynki finansowe nie kwapią się do finansowania modernizacji polskiej energetyki. To powód, że nowe elektrownie ciągle mamy tylko na papierze.