Specjalizująca się w audytach komputerowych firma CompNet ruszyła z kampanią zachęcającą do składania donosów na firmy korzystające z nielegalnego oprogramowania. Jak można przeczytać na oficjalnej stronie kampanii OniNielegalni.pl, donos złożyć może każdy: zwolniona z pracy pracownica w ciąży, konkurencja, a nawet zdradzona żona szefa firmy.

Ale nie tylko CompNet zachęca do takich działań. Polski oddział organizacji Business Software Alliance, reprezentującej producentów oprogramowania i sprzętu komputerowego, robi to od kilku tygodni. I twierdzi, że już widać efekty tych zachęt. – W ciągu miesiąca dostaliśmy kilkadziesiąt zgłoszeń i przynajmniej kilkanaście z nich zapowiada się naprawdę poważnie. Teraz dokładnie sprawdzają je nasi prawnicy – mówi „DGP” Bartłomiej Witucki z BSA. W ślad za donosami podąża policja, która urządza naloty na siedziby prywatnych firm w poszukiwaniu nielegalnych programów.

Naloty na duże firmy

W Stanach Zjednoczonych BSA od lat płaci za donosy, i to słono. Kiedy informacje donosiciela się potwierdzają, może on liczyć nawet na 36 tys. dol. nagrody. U nas pracownicy mają donosić na swoich szefów piratów za darmo – dla samej idei. Nieoficjalnie mówi się, że gdyby BSA płaciło u nas za donosy choćby 10 proc. tego co w USA, wręcz utonęłoby w tysiącach doniesień na firmy korzystające z pirackiego oprogramowania.

Choć liczba nielegalnych programów w porównaniu z 2008 r. spadła u nas o 2 procent, to wciąż pozostajemy w niechlubnej czołówce państw, gdzie jest to największy problem. Wśród 27 krajów Unii Europejskiej objętych badaniem tylko w czterech (Łotwa, Grecja, Rumunia i Bułgaria) firmy częściej korzystają z pirackich programów niż w Polsce. Według BSA piracki soft stanowi obecnie 54 proc. wszystkich programów wykorzystywanych w polskich przedsiębiorstwach, a jego wartość ocenia się na ponad pół miliarda dolarów.


W 2009 roku w Polsce ukarano za używanie nielegalnego oprogramowania łącznie zaledwie 281 przedsiębiorstw. To promil spośród wszystkich 4 mln zarejestrwonych w naszym kraju firm. Czemu tak mało? Bo policji opłaca się urządzać naloty głównie na duże przedsiębiorstwa, a nie małe jednoosobowe firemki.

W tym roku tylko podczas jednej akcji przeciwko piratom policja potrafiła zabezpieczyć sprzęt wart setki tysięcy złotych. Tak było 4 listopada temu, gdy policjanci z Wągrowca w Wielkopolsce skontrolowali trzy firmy zajmujące się sprzedażą i serwisem komputerów. W każdej z nich znaleźli nielegalne oprogramowanie o łącznej wartości przekraczającej pół miliona złotych.

Pomoże kontrola

Takiej skali operacje to w dużej mierze efekt kampanii BSA i CompNetu. Niemniej nie wszystkim się one podobają. – Cel jest szczytny, ale metoda mało etyczna – uważa Witold Lewandowski, szef stowarzyszenia Rada Ekspertów Oprogramowania, działającego na rzecz profesjonalnego zarządzania oprogramowaniem i jego legalnością.

Lewandowski twierdzi jednocześnie, że najskuteczniejszym sposobem zabezpieczania się przed pirackim oprogramowaniem jest regularne zlecanie jego audytu przez specjalistyczne zewnętrzne firmy.

– W przedsiębiorstwach z 500 komputerami co najmniej 10 proc. programów jest albo nielegalnych, albo ma nieaktualne licencje. Im firma mniejsza, tym takiego pirackiego softu więcej – mówi Lewandowski i dodaje, że bardzo często wina nie leży po stronie samego przedsiębiorcy, lecz pracowników – to oni instaluja na służbowym sprzęcie piracki soft. – Jedyna metoda to regularna kontrola – kwituje.