Dziennik Gazeta Prawana logo

To on przewidział wielki kryzys

6 stycznia 2009, 20:03
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Uważam, że będzie bardzo źle, nie jest istotne, czy kryzys rozpocznie się w 2007 czy może 2008 roku. I będzie on trwać nie przez kwartały, ale przez lata" - wieszczył już w sierpniu 2006 roku w telewizyjnym programie Peter Schiff, amerykański ekonomista. Obejrzyj archiwalne nagranie.

28 sierpnia 2006 roku do programu "Kudlow & Company" w amerykańskiej stacji CNBC zaproszono dwóch znanych i zasłużonych ekonomistów. Pierwszy z nich, Arthur Laffer, dawny doradca prezydenta Ronalda Reagana, wręcz epatował dobrym nastrojem i wiarą w świetną kondycję amerykańskiej gospodarki. Jego zapał studził drugi zaproszony gość, "anioł złej nowiny" - Peter Schiff, doradca kilkakrotnego libertariańskiego kandydata na prezydenta - Rona Paula.

Rozmowa już od pierwszych chwil wzbudzała emocje, zarówno gości, jak i prowadzącej. Schiff zwracał uwagę na podstawowy problem amerykańskiej gospodarki: "mamy za dużo konsumpcji i pożyczania, a za mało produkcji i oszczędności". Jaka jest więc jego recepta na poprawę sytuacji?

"Zamiast powstrzymać kryzys, powinno się go przyjąć (...) Lekarstwem jest zaprzestanie konsumpcji i ponowne rozpoczęcie oszczędzania i produkcji. I to jest recesja. Wiesz, czasami lekarstwo smakuje źle, ale musisz je przełknąć" - przekonywał.

Tych słów już Art Laffer ścierpieć nie mógł. "Amerykańska gospodarka nigdy nie była w lepszej kondycji (...) Polityka monetarna jest spektakularna”. Następnie padło zdanie, które zabrzmiało niemal jak gwóźdź do jego trumny: "Myślę, że Peter całkowicie się myli. Nie wiem, skąd on bierze takie bzdury".

p

W tym momencie dyskusja przerodziła się wręcz w kłótnię. Argumentacja Petera Schiffa była nie do zrozumienia dla jego oponenta. W końcu doszło do tego, że obaj poważani ekonomiści założyli się o to, kto ma rację. Przegrany miał zapłacić centa i wysłać list gratulacyjny, w którym przyzna się do błędy i że jego przewidywania były niecelne. O ironio, pomysłodawcą zakładu był właśnie ten, który miał go przegrać.

Z dzisiejszej perspektywy tezy Arthura Laffera wydają się co najmniej śmiesznie, argumentacja o świetnym stanie amerykańskiej gospodarki teraz brzmi jak ponury żart. Ale kto jeszcze niedawno wierzył w czarne wizje ekonomistów pokroju Schiffa?

Jednak i on w toku dyskusji poszedł za daleko. "Czy większość kobiet z dziećmi pracuje, bo kocha swoją pracę? Pracują ponieważ potrzebują dochodu, bo ich nie stać". To już było za dużo nawet dla prowadzącej, która stanęła w obronie kobiet, które pracują, bo lubią.

"Myślę, że wiele kobiet jest zadowolonych ze swojej pracy. Są zadowolone z przywileju, który po tylu latach pozwolił im wyrwać się z domu" - przekonywała.

Teraz, kiedy już wiadomo, kto miał rację w tym sporze. Jednak dawny doradca Ronalda Reagana najprawdopodobniej nie zamierza honorowo zakończyć sprawy zakładu. Pytany przez dziennikarza, czy spłacił swój dług, odpowiedział, że nie.

Cała archiwalna rozmowa kończy się gorzkim żartem Petera Schiffa, który stwierdza: "Jeśli wezmę mojego centa z zakładu, to wszystkie te dolary będą warte tyle co cent". Oby tym razem nie miał racji.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj