To, że w tym roku koniunktura gospodarcza będzie sprzyjała, prognozowało wielu ekspertów. Jednak tego, że uda się zamknąć rok w tak dobrych nastrojach, nikt nie przewidział. Gdy przed 12 miesiącami prosiliśmy najlepsze zespoły analityczne w Polsce o nakreślenie scenariusza dla gospodarki na rok 2018, mediana prognoz wskazywała, że PKB zwiększy swoją wartość o ok. 4 proc. Dzisiaj już wiemy, że będzie to bliżej 5 proc., co jest zaskoczeniem nawet dla największych optymistów.

Oczekujemy, że tempo wzrostu PKB w 2018 r. wyniesie 5 proc. rok do roku wobec 4,8 proc. przed rewizją prognoz – przewiduje Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole. Co skłoniło jego zespół analityków do podwyższenia oczekiwań za cały ubiegły rok? Bardzo dobry wynik III kw., w którym tempo wzrostu zamiast obniżyć się poniżej 5 proc., przebiło ten wynik.

Przez pięć kwartałów obserwowaliśmy wzrosty PKB na poziomie co najmniej 5 proc. Danych za ostatnie trzy miesiące roku nie znamy, ale gros ekspertów szacuje, że gospodarka zredukowała bieg do czwórki. "Prognozujemy, że tempo wzrostu PKB w IV kwartale obniży się w okolice 4,7 proc. r./r. Tempo wzrostu konsumpcji prywatnej powinno być zbliżone do odnotowanego w III kw. Jednocześnie oczekujemy nieco niższej dynamiki inwestycji z uwagi na wyższą bazę odniesienia z 2017 r. i rosnącą niepewność co do perspektyw koniunktury w Polsce i na świecie" – oceniają ekonomiści Banku Pekao.

W tym roku motorem napędowym koniunktury były portfele Polaków. To, że konsumpcja dynamicznie rosła, jest zasługą nie tylko poprawiających kondycję domowych budżetów programów prospołecznych, takich jak "Rodzina 500 plus", ale przede wszystkim szybko rosnących wynagrodzeń i rekordowo niskiego bezrobocia, które poprawia bezpieczeństwo zatrudnienia. Wszystko wskazuje na to, że wzrost płac w sektorze przedsiębiorstw średnio przebije 7 proc. rok do roku, a dane za ostatnie miesiące uprawdopodobniają ten scenariusz. Wydatkom sprzyjały też wciąż rosnące zatrudnienie i niska inflacja. Jej stabilność na niskim poziomie to jedno z większych zaskoczeń mijającego roku. Przy tak dobrej koniunkturze gospodarczej, dobrych nastrojach konsumentów i przedsiębiorców oraz szybko rosnących wynagrodzeniach spirala płacowo-cenowa nie nakręciła się, a wskaźnik inflacji pod koniec roku zaczął się obniżać wraz z cenami ropy.

Analitycy Credit Agricole uważają, że w horyzoncie najbliższych dwóch lat konsumpcja nadal będzie głównym czynnikiem napędzającym wzrost gospodarczy. Ich zdaniem nie można będzie tego powiedzieć o inwestycjach. Chociaż akurat ub.r. w tej sferze przyniósł długo wyczekiwaną dobrą zmianę. W latach 2016–2017 nakłady na środki trwałe najpierw dołowały, później ledwie wyszły nad kreskę. Dopiero 2018 r. pokazał wyraźniejsze odbicie inwestycji, chociaż bez specjalnie optymistycznych przewidywań na przyszłość.

Stopniowo będzie się również wyczerpywał pozytywny wpływ ożywienia inwestycyjnego na tempo wzrostu gospodarczego. Ze względu na cykl polityczny – ustępującą inwestycyjną "górkę" w jednostkach samorządu terytorialnego z 2018 r., związaną z wyborami samorządowymi – oraz sygnalizowany w badaniach koniunktury krótki cykl inwestycyjny w sektorze przedsiębiorstw tempo wzrostu inwestycji będzie się stopniowo obniżać – ocenia Jakub Borowski. Jego zdaniem ub.r. zamknie się najprawdopodobniej wzrostem nakładów na poziomie nieco powyżej 8 proc., w czym kluczowe znaczenie miały wydatki sektora publicznego.

Dobrej koniunkturze w naszym kraju sprzyjało również to, co działo się u naszych głównych partnerów handlowych, czyli w Unii Europejskiej, a szczególnie w Niemczech. Tam najprawdopodobniej PKB rosło wolniej niż w 2017 r., ale wynik w okolicach 2 proc. oznaczał silny popyt na dobra produkowane w Polsce.

Poza naszymi granicami nie brakowało w ub.r. czynników, które mogły zachwiać pozytywnymi nastrojami, szczególnie wśród przedsiębiorców. Trudne negocjacje rozwodowe pomiędzy Unią a Wielką Brytanią nie skłaniały do podejmowania ryzyka w biznesie, a widmo hard brexitu przez większą część roku spędzało sen z powiek decydentom politycznym i gospodarczym. Do tego problemy budżetowe Włoch i głosy wyrażające obawy, czy nie staną się one drugą Grecją i jak ona kilka lat temu nie doprowadzą UE do wielkiego kryzysu fiskalnego. Na razie politykom z Półwyspu Apenińskiego udało się osiągnąć porozumienie z urzędnikami Komisji Europejskiej co do kształtu planu wydatkowego rządu włoskiego na najbliższy rok.

Dobre nastroje burzyły też wybuchające co jakiś czas salwy w wojnach handlowych, których widmo krąży nad światem, od kiedy prezydentem USA został Donald Trump. W tej kwestii może nas czekać jeszcze sporo zaskoczeń.