Pełnomocniczka rządu ds. programu Magdalena Sobkowiak-Czarnecka zapewniała na początku maja, że 15 proc. całej sumy może trafić do Polski od razu. To jest kwestia godzin. To o tym rozmawialiśmy z Piotrem Serafinem. Te pieniądze już czekają - powiedziała Sobkowiak-Czarnecka w TVN 24.
Skomplikowane przepisy ws. SAFE
Do tej pory Polska nie dostała przelewu z SAFE. Powodem są złożone przepisy. Przy ogromnych programach zbrojeniowych - np. SAFE - transfer miliardów euro wymaga uruchomienia wieloetapowej procedury wewnątrz Komisji Europejskiej - tłumaczy osoba pracująca w UE w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Wniosek o wypłatę środków dla Polski musi przejść przez kilka departamentów unijnych. M.in. dyrekcję ds. budżetu, czy też dyrekcję ds. obronności. Obowiązują w nich sztywne procedury, których nie można pominąć, a ich przejście zajmuje sporo czasu.
W przypadku SAFE czas ma kluczowe znaczenie
Prezesi PGZ, Grupy WB i fabryki "Łucznik" w rozmowie z money.pl zgodnie powiedzieli, że największym wyzwaniem jest ograniczony czas na zawarcie kontraktów. Po uruchomieniu linii kredytowej Polska ma czas do końca miesiąca na sfinalizowanie samodzielnych umów zakupowych z polskimi producentami, bez udziału innych państw członkowskich Unii Europejskiej.
Po tym terminie będą musiały do każdego zakupu szukać krajów partnerskich. Opóźnienia oznaczają, że może być trudno wydać prawie wszystkie pieniądze w Polsce, co było jedną z głównych obietnic ws. SAFE.
Program SAFE przewiduje łącznie 150 mld euro wsparcia w postaci nisko oprocentowanych pożyczek na zakupy sprzętu wojskowego, w dużej mierze produkowanego w Europie. Program ma wspierać państwa UE we wzmacnianiu ich potencjału obronnego, a także zmniejszać ich uzależnienie od uzbrojenia z USA.
Umowa w sprawie programu SAFE została podpisana przez stronę polską 8 maja. Przedstawiciele naszego kraju złożyli podpisy jako pierwsi w całej UE. Polska jest największym beneficjentem tej pożyczki przyznano jej pulę 43,7 mld euro (ok. 186 mld zł).