Być może jeszcze przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi rząd zrealizuje jeden z najważniejszych punktów Programu Budowy Kapitału ogłoszonego na początku kadencji. To tzw. prywatyzacja OFE (dobrowolne odkładanie pieniędzy na emeryturę). Celem zmiany jest zwiększenie puli oszczędności, które mogłyby posłużyć do finansowania rozwoju gospodarczego. Niezależnie od tego, jaką ostatecznie formę przybierze ta operacja, skutek będzie jeden: otwarte fundusze emerytalne przejdą do historii. Dokładne w dwudziestą rocznicę ich powołania.

Czym są otwarte fundusze emerytalne?

W 1999 r. rząd Jerzego Buzka przeprowadził gruntowną reformę systemu emerytalnego. Zmieniono jego najważniejszą zasadę: wysokość emerytury przestała zależeć wyłącznie od wieku i stażu pracy, ważniejsza stała się wartość wpłacanych składek (to system zdefiniowanej składki). Reforma wprowadziła też nowość do polskiej gospodarki – otwarte fundusze emerytalne, wzorowane na rozwiązaniach wdrożonych wcześniej w innych krajach, m.in. w Chile. Założenie było takie, że OFE, zarządzane przez prywatne powszechne towarzystwa emerytalne, będą uzupełnieniem dla ZUS jako drugi filar systemu emerytalnego. Państwowy ubezpieczyciel nadal miał wypłacać bieżące świadczenia ze swojej części składek od pracujących i przedsiębiorców, a na ich kontach jedynie zapisywać należność na poczet przyszłej emerytury. Z kolei OFE otrzymaną część składek miały pomnażać, umiejętnie inwestując je na rynku. A dostawały niemało. Bywały lata, że rocznie trafiało do nich ponad 22 mld zł.