- Benzyna prawie po 6 zł. Diesel drożeje jeszcze szybciej
- Ekspert nie ma wątpliwości: to dopiero początek
- Kilkadziesiąt groszy więcej w kilka dni
- Czy zobaczymy 7 zł za litr?
- Dlaczego rolnicy wpływają na ceny paliw?
Benzyna prawie po 6 zł. Diesel drożeje jeszcze szybciej
Według najnowszych danych branżowego portalu e-petrol.pl średnia cena benzyny 95-oktanowej w Polsce osiągnęła już 5,99 zł za litr. Jeszcze szybciej rośnie cena oleju napędowego – obecnie to około 6,41 zł za litr.
W praktyce oznacza to wyraźne podwyżki w bardzo krótkim czasie. Benzyna podrożała o około 25 groszy w porównaniu z tygodniem sprzed uderzenia na Iran, natomiast diesel zdrożał od ubiegłej środy aż o 41 groszy na litrze. Relatywnie spokojnie wygląda jedynie sytuacja LPG. Autogaz zdrożał minimalnie – o około 8 groszy – i kosztuje średnio 2,88 zł za litr.
Ekspert nie ma wątpliwości: to dopiero początek
Wielu kierowców zastanawia się, czy obecne podwyżki to jedynie chwilowa reakcja rynku, czy początek dłuższego trendu wzrostowego. Prognozy ekspertów nie pozostawiają złudzeń. "Niestety wszystkie dane wskazują na to, że ceny będą rosnąć nadal i równie szybko jak do tej pory" - mówi w rozmowie z Interią dr Jakub Bogucki – analityk rynku paliw z e-petrol.pl.
Jak wyjaśnia ekspert, główną przyczyną wzrostów jest napięta sytuacja geopolityczna oraz problemy z transportem ropy przez Cieśninę Ormuz. To strategiczny szlak morski, którym transportowana jest ogromna część światowej ropy.
Szacuje się, że przez tę cieśninę przepływa nawet około 20 proc. globalnych dostaw ropy transportowanej drogą morską. Każde zakłócenie w tym regionie natychmiast odbija się na cenach surowca na światowych rynkach.
Kilkadziesiąt groszy więcej w kilka dni
Podwyżki mogą pojawić się szybciej, niż wielu kierowców się spodziewa. Według analityków rynek reaguje obecnie bardzo dynamicznie, a hurtowe ceny paliw w Polsce rosną niemal z dnia na dzień.
"Jeśli chodzi o skalę podwyżek, myślę, że możemy spokojnie mówić o nawet kilkudziesięciu groszach jeszcze w skali najbliższych kilku dni" – ostrzega Bogucki. W praktyce oznacza to, że ceny na stacjach mogą jeszcze wyraźnie wzrosnąć, zwłaszcza w przypadku oleju napędowego, który już dziś jest droższy od benzyny.
Czy zobaczymy 7 zł za litr?
Największe emocje budzi oczywiście symboliczna granica 7 zł za litr. Dla wielu kierowców byłby to psychologiczny próg, który oznaczałby powrót do rekordowych poziomów cen. Ekspert nie ukrywa, że taki scenariusz nie jest niemożliwy.
"To nie jest, niestety, kłamstwo. To że "idziemy w stronę 7 złotych" nie oznacza jeszcze, że chodzi o 7 złotych. Raczej mówimy "sześć kilkadziesiąt”. Ale nie jest to straszenie, tylko stwierdzenie faktu" - komentuje dr Bogucki.
Na niektórych stacjach w Polsce ceny diesla przekroczyły już ten poziom. W większości przypadków są to jednak pojedyncze lokalizacje, gdzie sprzedawcy próbują ograniczyć wykupywanie paliwa na zapas.
Dlaczego rolnicy wpływają na ceny paliw?
Na sytuację na rynku wpływa również sezonowość. Początek marca to moment, gdy wielu rolników rozpoczyna intensywne prace polowe związane z nawożeniem i przygotowaniem pól. To oznacza nagły wzrost zapotrzebowania na olej napędowy, szczególnie w sprzedaży hurtowej. W efekcie część hurtowni wprowadza reglamentację paliwa, a ceny diesla rosną szybciej niż benzyny. Mechanizm jest prosty – gdy popyt rośnie gwałtownie, a dostawy są ograniczone, ceny niemal automatycznie idą w górę.
Czy w Polsce może zabraknąć paliwa?
Mimo rosnących cen eksperci uspokajają, że Polska nie ma obecnie problemów z dostępnością paliw. System dostaw działa stabilnie, a rafinerie mają zabezpieczone dostawy surowca. Przedstawiciele Orlenu podkreślali niedawno, że koncern nie sprowadza ropy przez Cieśninę Ormuz, dlatego nie przewiduje zagrożeń dla ciągłości dostaw paliw w Polsce. To jednak nie oznacza, że kierowcy nie mogą natknąć się na chwilowe problemy.
Największe zagrożenie: panika na stacjach
Paradoksalnie największym ryzykiem dla dostępności paliw może być… zachowanie samych kierowców. W sytuacjach napięcia rynkowego często pojawia się tzw. panika konsumencka. Gdy wielu kierowców jednocześnie zaczyna tankować "na zapas", stacje mogą mieć przejściowe problemy z dostawami cystern. Nie oznacza to jednak realnego braku paliwa w kraju.
Dlatego eksperci apelują o spokój i rozsądek – najlepiej tankować normalnie, wtedy gdy jest to faktycznie potrzebne.
Co dalej z cenami paliw?
Wiele zależy od sytuacji na globalnym rynku ropy. Jeśli napięcia geopolityczne się utrzymają, a ceny surowca pozostaną wysokie, kierowcy w Polsce mogą przygotować się na dalsze wzrosty. Na razie jedno wydaje się pewne: era taniego paliwa znów oddala się w czasie, a granica 6,50–6,80 zł za litr może w najbliższych tygodniach stać się na wielu stacjach nową rzeczywistością.