Dorota Kalinowska: Stara się Pani o wymarzoną pracę. Na rozmowie rekrutacyjnej właśnie pada pytanie: Co to jest trebusz. Pani odpowiedź?

Agnieszka Dejneka: Hmmm… Małe leśne zwierzątko, bo takie jest moje pierwsze skojarzenie. Nie zastanawiałabym się nad tym, czy to logiczna odpowiedź, czy nie. Dopiero potem przyznałabym otwarcie, że po prostu nie wiem i bazuję na swojej wyobraźni. I powiem szczerze, że z perspektywy kandydata, który ma określoną wiedzę o branży rekrutacyjnej, nie byłoby to dla mnie zadanie łatwe. Od razu zaczęłabym się zastanawiać, jakie kompetencje mogą być badane.

Dość odlegle to skojarzenie, bo trebusz to maszyna oblężnicza. Jak teraz oceniła Pani takiego kandydata?

(Śmiech) Gdyby rekrutacja prowadzona była w branży wojskowej i ten nie wiedziałby co jest, to mogłaby to być podstawa do jego ewentualnego odrzucenia - zależnie od przebiegu dalszej rekrutacji. Natomiast, kiedy specjalistyczna wiedza nie byłaby wymagana, to pomyślałabym, że to osoba elastyczna. Powiedzenie czegokolwiek to znak, że potrafi się zachować w stresującej sytuacji. Potrafi uruchomić wyobraźnię.

A śmiech, także Pani, jak należałoby go zinterpretować? 

Ten może świadczyć o poczuciu własnej wartości, zwłaszcza kiedy przez dalszą część rozmowy kandydat będzie profesjonalistą i będzie odpowiadał merytorycznie. Pokaże w ten sposób, że obca mu jest myśl np.: "O rany! Jaki jestem głupi. Już cala rozmowa mi nie pójdzie. Na kolejne pytanie to już w ogóle lepiej nic nie odpowiem. To nie ma sensu".

Szczera odpowiedź "Nie wiem. Nie będę strzelał" w ogóle nie wchodzi w grę?

To zależy, jakie są oczekiwania wobec kandydata. Jeśli w cenie są elastyczność i kreatywność, to odpowiedź "Nie wiem i tyle", nic nam o nim nie mówi. Jeśli także na każde kolejne pytania będzie odpowiadał tylko i wyłącznie "Nie wiem", to jest duże ryzyko, że kiedy stanie przed realnym problemem w pracy, to skwituje go w ten sam sposób. Większość pracodawców oczekuje tymczasem inicjatywy, uśmiechu, poszukiwania rozwiązań i aktywności.

Z jakim dinozaurem mogłaby się Pani porównać? Jakim znakiem drogowym? Przyborem kuchennym? Doświadczony rekruter wie co robi, zadając takie pytania? 

Zdecydowanie tak. Kiedy tworzy unikatowe lub inspirowane zachodnimi praktykami narzędzia, to przede wszystkim najpierw myśli o celu - co odpowiedź nawet na najdziwniejsze pytania może powiedzieć o kandydacie, czy pomoże ujawnić kluczowe dla pracodawcy cechy.  Ba, w ten sam sposób może też badać asertywność. Jeśli firma właśnie na nią stawia, to dobrą odpowiedzią będzie wówczas np. "Myślę, że nie spotkaliśmy się w tym celu, żeby rozmawiać o tak błahych sprawach".

Mówi Pani asertywność, kreatywność, otwartość. Jakie inne cechy kandydata mogą być badane? 

Umiejętności analityczne, bo to ich poznaniu służą przede wszystkim pytania niestandardowe. Mogą one przybierać także inne formy, jak np. "Pan X podróżuje po Europie. Podoba mu się w Hamburgu, ale nie w Berlinie. Lubi Marsylię, ale nie Paryż. Zachwyca się Barceloną, ale nie Madrytem. Czy spodoba mu się Londyn?" Ważna jest też w takich sytuacjach kontrola stresu. Zaskoczenie, nawet niekoniecznie negatywne, pokazuje na ile kandydat będzie potrafił odnaleźć się w nietypowej sytuacji.

Ale jaki jest sens pytania bankowca o to, jak robi się M&M’sy?! To też pytanie, jakie padło na jednej z rozmów. 

Wszystko zależy od tego, na jakie stanowisko aplikował. Jeśli np. był to obszar bankowości biznesowej, promocji produktu i podążania za potrzebami klientów, to chodziło o poznanie jego lub jej otwartości i elastyczności. Jeśli mowa jest z kolei o bankowości korporacyjnej, być może o windykacji, to badano asertywność.

Największe pułapki zastawiana na kandydatów podczas rekrutacji…

Daleka byłabym od nazywania tego pułapkami. Każde zadanie i każde pytanie, oceniane przez kandydatów jako niedorzeczne, ma swój cel. I tylko rekruter wie - w zasadzie - jaki dokładnie.

Nawet w przypadku polecenia "Proszę podać trzy tytułu piosenek Lady Gagi"?!

Jeśli byłaby to rekrutacja do firmy muzycznej, to jest oczywista oczywistości. Jeśli byłoby to z kolei pytanie do bankowca, to trudno powiedzieć. Wyobrażam sobie, że służyć może temu samemu, co trebusz.

Jak w ogóle wyjść z twarzą, kiedy padają pytania tego typu, a my nie znamy odpowiedzi? Ba, w ogóle nie wiemy jak się zachować. 

Odpowiedź jest zazwyczaj w treści ogłoszenia - dlatego tak ważne jest, żeby zawsze dokładnie analizować oferty pracy. Podane są tam kluczowe umiejętności miękkie, których pracodawca oczekuje i które będzie weryfikował podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Po drugie - odpowiadajmy jednak według siebie. Nie kombinujmy, bo maleje wtedy ryzyko, że trafimy do organizacji, w której będzie się nam źle pracowało, a po okresie próbnym nie przedłużą nam umowy. 

Przed tym firmy bronią się jednak na różne sposoby. Jakie jeszcze inne sposoby stosują, że zatrudnić właściwą osobę?

Pudelka rekrutacyjne z dziwnymi rzeczami w tym np. haczykiem od wieszaka, wstążką… Podczas rekrutacji to przy ich pomocy kandydat ma sprzedać produkt X. Ale są też zadania zespołowe pod hasłem: "Jak pałac w Wilanowie zamienić na Pałac Kultury i Nauki?" albo - to już indywidualnie - prośby o podanie trzech innych niż standardowe zastosowań szklanki albo spinacza biurowego.
Pamiętam, że któregoś razu jedna z osób powiedziała, że takim spinaczem nastraszyłaby dzika w lesie. W efekcie, już po rozmowie merytorycznej, rekomendowana została, do kolejnego etapu. 

Gry na inteligencję, testy IQ, scenki, jak kandydat zachowuje się pod wpływem stresu…

...słyszałam tez o metodzie, która polega na dodatkowym denerwowaniu kandydata. Podczas rozmowy celowo podważa się jego kompetencje, powątpiewa w to, co mówi albo np. wymownie milczy. Rekruter wita się z kandydatem, siada i na tym koniec.

Co Pani radzi w takich sytuacjach? 

Warto być aktywnym. Jeśli jest się przekonanym w 100 proc. do tego, co się mówi, to należy stać przy swoim. Można próbować argumentacji, która przekona rozmówcę - być może on właśnie na to liczy. Sprawdza, na ile umiemy negocjować, przekonywać, nie zrażać się, nie dać się zbić z tropu. Zawsze mile widziane jest też pytanie: "A to chętnie poznam Pani/Pana zdanie". Wtedy jest szansa na partnerską rozmowę.

A gburowaty i milczący szef? Co wtedy można i należałoby zrobić? 

Próbować zadawać pytania. W takim przypadkach najczęściej pojawia się oczekiwanie, by badać potrzeby drugiej strony. Na pewno, nie można sobie pozwolić myślenie: "Ok, na dobrze. Jedna strona milczy, to ja też będę milczał". Od tego w przyszłości może przecież zależeć pozyskanie kontaktu.

Wbrew pozorom kandydaci popełniają też błędy "w dobrej wierze". Czego się wystrzegać podczas rozmów?

Przede wszystkim przekonania: Wiem, co się pod tym pytaniem ukrywa, bo o tym czytałem, rozmawiałem... Wiem, co chce usłyszeć mój przyszły pracodawca. W takich przypadkach rekruter zada dużo więcej pytań. Będą one dotyczyły tego samego i pojawią się wielokrotnie. Może też dopytać o konkretne sytuacje z życia zawodowego. "Kto uczestniczył w projekcie? Skąd się wzięli członkowie zespołu? Jaka była rola kandydata? Co robił? Do kogo poszedł? W jakie atmosferze była prowadzona rozmowa? Jak zareagował?". Pytaniom nie będzie wtedy końca.

***

Agnieszka Dejneka jest managerem ds. projektów HR z dziesięcioletnim doświadczeniem. Pracuje w firmie Work Service.

CZYTAJ TEŻ: Lista najdziwniejszych pytań podczas rozmowy rekrutacyjnej