Komisja Europejska wydała dokument, w którym zarekomendowała, by większy udział w unijnym budżecie miały nauka i innowacyjność. Dla Polski nie jest to dobra wiadomość. My wciąż zainteresowani jesteśmy polityką regionalną.
Ta część budżetu, rosnąca do 80 mld euro, rzeczywiście ma być dzielona wedle zasady doskonałości (excellence), co premiuje renomowane ośrodki zachodnie. Zatem cieszy płatników netto do budżetu, bo pieniądz wraca do nich. Ale to tylko część budżetu, w którym jest także, wedle naszej propozycji, 336 mld euro na politykę regionalną i 387 mld na rolnictwo. Więc dla biedniejszej części Europy to nie jest zła wiadomość. Odwrotnie, fundusze dzielone poza kopertami narodowymi należy traktować jako rodzaj zachęty, mobilizacji, by stanąć do wyścigu z najlepszymi. Polska jest krajem mało innowacyjnym, który ma problem z wykorzystaniem badań naukowych dla celów praktycznych i komercyjnych. Pora przełamać impas i zawalczyć o granty badawcze.

Kraje niedoskonałe to te, które słabo korzystają z funduszy na badania?
Tak. Mapa wykorzystania funduszy na badania i rozwój wiele mówi o konkurencyjności gospodarki. Listę otwiera Wielka Brytania, która domaga się cięć budżetowych, ale na liście największych beneficjentów dotacji widzę Cambridge, Oksford, uniwersytety w Londynie, Edynburgu, Manchesterze czy Bristolu. Dalej są Francja, Niemcy, Holandia, Szwecja, Belgia, Włochy, Dania, Finlandia i Austria. Polska jest na szarym końcu i w siódmym programie ramowym więcej dopłaca do budżetu, niż otrzymuje. Żeby zwiększyć szanse takich krajów w przyszłym rozdaniu (Horyzont 2020), zasadę doskonałości wspomaga zasada schodów do doskonałości, nakazująca dobieranie do współpracy partnerów z całej UE, by nie trwonić talentów.

Czy wspieranie nauki może odbywać się kosztem polityki regionalnej?
Wiele zależy od strategii negocjacyjnej przyjaciół kohezji (grupy państw z regionu Europy Środkowej zainteresowanych zwiększeniem wydatków na politykę wyrównywania różnic między starymi i nowymi państwami UE – red.). W ostatni piątek spotkali się w Bukareszcie, by ustalić wspólne stanowisko. Pojawił się nowy argument na rzecz utrzymania polityki regionalnej. Okazuje się, że Europa rozpaczliwie potrzebuje takich inwestycji, które przekładają się bezpośrednio na nowe miejsca pracy. Czy się to komuś podoba, czy nie, ale inwestycje w beton, czyli np. infrastruktura transportowa, przysparzają największej liczby miejsc pracy. Europa jest w stagnacji, potrzebuje inwestycji, a wedle naszych obliczeń ponad 60 proc. inwestycji w nowych krajach członkowskich współfinansuje Unia Europejska. Na Słowacji i w krajach bałtyckich 70 proc., a na Węgrzech nawet 97 proc. To są argumenty na rzecz obrony polityki regionalnej.

Jak skutecznie walczyć o zachowanie kohezji?
Przypominać uparcie, że polityka regionalna przyczynia się do wzrostu gospodarczego i tworzenia miejsc pracy, że te pieniądze nie idą w błoto. To niepodważalny argument na rzecz kohezji.

Tak zwany klub skąpców, domagający się cięć w kohezji, ma inne zdanie w tej sprawie.
W obozie zwolenników cięć budżetowych nie ma zgody, gdzie szukać oszczędności. Wielka Brytania chce bronić z oczywistych względów badań, Francja dopłat rolnych, a inne kraje funduszy na uszczelnianie granic. Ten klub nie jest monolitem.

Kiedy ostatnio rozmawialiśmy, mówił pan, że najbardziej zagrożona – jeżeli chodzi o cięcia – jest polityka spójności. Coś się w tej sprawie zmieniło?
Zmienił się klimat polityczny. Wybory we Francji, w Grecji i Hiszpanii pokazały, że samo zaciskanie pasa nie jest wystarczającą receptą, bo nie daje szans na ożywienie gospodarki, a Unia zaczyna się niebezpiecznie kojarzyć z wyrzeczeniami. I wszyscy teraz mówią o konieczności wspierania wzrostu gospodarczego. Tyle że wskazują różne instrumenty. Nikt jednak nie kwestionuje funduszy strukturalnych jako nośnika inwestycji. Są one czynnikiem odporności antykryzysowej Polski i innych krajów. Trudno uzasadnić cięcia w tej części budżetu europejskiego.

Ale jednocześnie słyszy się, że Francois Hollande zaproponował Angeli Merkel, że zgodzi się na pakt fiskalny pod warunkiem uzyskania gwarancji, że niewykorzystane fundusze strukturalne pójdą na fundusz wzrostu, który jest skrojony dla starej Europy.
Kampania wyborcza za nami. Teraz trzeba przymierzyć się do tego, co realne i daje się uzgodnić w gronie 27 krajów. Słyszę o niewykorzystanych miliardach w kohezji. Są to jedynie fundusze jeszcze nieskonsumowane. Już przeznaczone na konkretne projekty, ale jeszcze niewykorzystane. Więc można je tak przeprogramować, by wycisnąć z nich maksymalny użytek w najbardziej zagrożonych krajach. Ponad 17 mld euro już skierowano w innym niż wcześniej obrany kierunku dającym większą korzyść wedle rozpoznania miejscowego. To jest realna pomoc dla krajów w potrzebie, ale oczywiście słyszy się także magiczne recepty, polegające ma cudownym rozmnożeniu pieniędzy.

Są zakusy, by Rumunii i Bułgarii zabrać pieniądze z funduszu spójności pod pretekstem złego ich wykorzystywania.
Choć co prawda oba te kraje faktycznie źle sobie radzą z wykorzystywaniem unijnych funduszy strukturalnych, to na razie nie wiemy, jaka będzie skala ewentualnego niewykorzystania pieniędzy. Zwłaszcza że w Bukareszcie i Sofii widać chęć i wysiłek, by nie zmarnować szansy. Pamiętajmy, że te z obecnej perspektywy finansowej będzie można wykorzystywać do 2015 r., a wtedy powinna już się pojawić nowa generacja programów.

W czerwcu ruszają pierwsze rozmowy o perspektywie budżetowej na lata 2014 – 2020. Swoje strategie przygotowują rządy narodowe i Parlament Europejski. Polska będzie walczyć o tzw. duży budżet. Klub skąpców, czyli państwa, które są przeciw utrzymywaniu obecnego poziomu wydatków, znalazł sposób, jak ominąć postulaty nowej Europy.
Jeśli zostanie zredukowany budżet przyszłoroczny, – ten w ramach starej perspektywy – wówczas zabraknie pieniędzy na wypłatę przysłanych faktur za inwestycje z puli funduszy regionalnych. Niewypłacone pieniądze zostaną zakwalifikowane jako niewykorzystane (tego chcą Niemcy, Holandia, Austria i Wielka Brytania). Pozwoli to przekierować je na fundusz wzrostu (pomyślany dla dotkniętych kryzysem krajów starej Europy, np. Francji) i obciąć wydatki na politykę spójności w perspektywie budżetowej 2014 – 2020.

Duńczycy – przewodzący pracom UE – przygotują na czerwcowy szczyt strukturę wydatków z nowej perspektywy. Od lipca prezydencja cypryjska rozpocznie rozmowy z państwami o ich oczekiwaniach i sugestiach odnośnie budżetu.