>>>Ten program rozliczy cię z fiskusem

Temat Portugalii znów zaczyna być odgrzewany, jak swoisty „stary kotlet”. Wczoraj rano jeden z portugalskich dzienników zaatakował Niemcy, jakoby te celowo opóźniały zgodę na zwiększenie gwarancji dla EFSF (Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej), aby tym samym zwiększyć presję na władze w Lizbonie, aby te poprosiły Unię Europejską i Międzynarodowy Fundusz Walutowy o pomoc finansową. W efekcie wczoraj po południu w górę poszły rentowności długoterminowych obligacji Portugalii, a papiery 5-letnie przebiły barierę 7 proc.

Wieczorem „źródła” poinformowały agencję Reuters, jakoby wśród unijnych ministrów finansów narastało przekonanie, że okres w którym kraj ten jest w stanie utrzymać się bez zewnętrznej pomocy finansowej, są już policzone. Tym samym najpóźniej na przełomie marca i kwietnia, Lizbona będzie musiała się przełamać. Nie jest to wykluczone, gdyż właśnie na marzec przypada termin rolowania dużej wartości długu Portugalii i Hiszpanii, a ulokowanie tak dużej emisji na rynkach może być trudne.

Niemniej te „rewelacje” nie wpłynęły wczoraj wieczorem na notowania euro. Kurs EUR/USD utrzymywał się w okolicach 1,36, a w godzinach nocnych doszło do próby złamania oporu na 1,3630. Próba nie była udana, stąd też od rana zaczyna dominować nieznaczna podaż. Nie wykluczone, że wpływ na to miały dane z Francji – indeks klimatu gospodarczego nieoczekiwanie spadł w lutym do 106 pkt. ze 108 pkt. w styczniu. Z drugiej jednak strony uwagę zwraca wyraźny wzrost cen producenckich w Niemczech – aż o 1,2 proc. m/m i 5,7 proc. r/r w styczniu – co może przełożyć się na dalszy wzrost wskaźnika CPI w kolejnych miesiącach.

Dzisiaj poza danymi makro rynki będą zwracać uwagę także na rozwój wypadków na Bliskim Wschodzie. To już zaczyna się przekładać na wzrost cen ropy naftowej. Nie można wykluczyć, że w najbliższych dniach eskalacja protestów na arabskich ulicach będzie jeszcze bardziej widoczna. To duże wyzwanie dla amerykańskiej administracji, która może stracić wpływy w całym regionie. Jeżeli tego obawiają się inwestorzy, to w pewnym sensie obserwowane wczoraj osłabienie dolara może być sensowne (nowe władze mogą zawsze zdecydować się na zamianę rozliczeń ropy w dolarach na euro). Tylko kiedy do tego dojdzie? Więcej na temat dzisiejszych publikacji i ich wpływu na notowania piszę w subiektywnym kalendarzu makro.


EUR/PLN: Kluczowy poziom wsparcia na 3,89 pozostanie nienaruszony. Dzisiejszy dzień może być jednym z kluczowych – jeżeli uda się testować poziom 3,92 za euro, to będzie to sygnał, że rozpoczęta w poniedziałek korekta spadkowa została zakończona. Jest to też dość istotne z punktu widzenia dziennych wskaźników, które już zaczęły „wykręcać” na spadki. Ich zachowanie może jednak sugerować, że w perspektywie kolejnych 1-2 tygodni rynek nie zdoła sforsować oporu na 3,95-3,96 i najprawdopodobniej ponownie uderzy we wsparcie na 3,89 i je złamie (jeżeli na początku marca RPP podwyższy stopy).

USD/PLN: Dzisiaj w nocy doszło do naruszenia linii trendu wzrostowego przebiegającej w okolicach 2,86. Wprawdzie później rynek zdołał się odbudować, to jednak warto zapamiętać sobie ten fakt,jako ewentualny sygnał słabości strony popytowej. Niemniej wskaźniki nie sugerują bynajmniej spadków w najbliższym terminie, a raczej kolejną dynamiczną falę wzrostową. Jej celem będą okolice 2,92-2,93 testowane w poniedziałek. W przypadku powrotu EUR/USD do spadków, możemy je osiągnąć już na początku przyszłego tygodnia.

EUR/USD: Linia spadkowa trendu została nieznacznie naruszona, ale rynek powrócił poniżej i tym samym wskazania z niej płynące są nadal aktualne. Wczoraj po południu wspominałem też o dużej istotności oporu na 1,3620-30 i nie został on naruszony. Teraz kluczowe będzie naruszenie 1,3570 i dalej 1,3540, co będzie już wyraźnym sygnałem zakończenia korekty wzrostowej rozpoczętej w okolicach 1,3430. Dzienne wskaźniki zaczynają wskazywać na powrót do spadków. Oczywiście kluczowym oporem nadal pozostaje rejon 1,3620-30.

GBP/USD: Funt cały czas ślizga się po widocznej linii trendu wzrostowego, która została naruszona w ubiegłym tygodniu. Tym samym ostatni ruch nadal kwalifikuje się jako korekta, co również potwierdzają dzienne wskaźniki. Bliskość oporu na 1,6230 (szczyt z 2 lutego) jest tutaj dość istotną kwestią, która może sugerować bliskość tzw. dnia przełomowego. Scenariusz, że dojdzie do tego już dzisiaj, nie jest wykluczony. Potwierdzeniem słabości rynku i tego, że korekta wzrostowa jest zakończona, będzie spadek poniżej wsparcia na 1,6130.