Co prawda w 2008 r., gdy mieliśmy prawdziwy boom, ok. 80 proc. nowoudzielanych kredytów mieszkaniowych było w obcej walucie. Ale całkowity udział zadłużenia w walutach zagranicznych nigdy nie przekroczył 45 proc. ogólnej liczby kredytów detalicznych.

Obecnie udział ten wynosi 38 proc. Jeśli chodzi o walutę, to przoduje oczywiście zdecydowanie frank szwajcarski. O wiele mniejszą popularnością kredyty walutowe cieszą się wśród przedsiębiorców - stanowią tylko 1/4 wszystkich kredytów dla firm.

Główną przyczyną zadłużania się w obcej walucie jest niższe oprocentowanie, a co za tym idzie mniejsza rata miesięczna. Wg danych NBP średnie oprocentowanie kredytów złotowych w czerwcu br. wyniosło 6,7 proc., podczas gdy we franku szwajcarskim jedynie 3,1 proc.

Prowadzona od lat skuteczna polityka kursowa sprawia, że ryzyko gwałtownego osłabienia złotego jest niewielkie, choć w czasie ostatniego kryzysu światowego mieliśmy z nim do czynienia. Niemniej raty nie wzrosły aż tak znacząco, by doprowadzić do masowego przewalutowywania kredytów na złotowe.

Biorąc pod uwagę inflację cen i płac, wielu biorących kredyty walutowe uzyskuje w długim okresie ujemne, realne stopy procentowe czyli spłacanie rat z czasem jest dla nich coraz mniejszym obciążeniem finansowym - czytamy w "Parkiecie".