Forsowany przez PO i PSL projekt ustawy antyspreadowej jest dziurawy – uważają analitycy. Przestrzegają: jeśli ma ona ograniczyć sięgające nawet 14 proc. spready i ułatwiać klientom spłatę kredytów hipotecznych w walutach, musi być uzupełniona.
Reklama
Przypomnijmy, według pomysłu PO i PSL banki nie będą mogły pobierać dodatkowych opłat od klientów, którzy zdecydują się na samodzielny zakup waluty i spłacenie raty pożyczki, co zwykle jest tańsze niż spłata po kursie bankowym. Eksperci jednak mają wątpliwości, czy kredytobiorcy wyjdą na tym lepiej. Problem w tym, że nowe przepisy są sformułowane bardzo ogólnie i nie jest jasne, co stanowi dodatkową opłatę, a co nie. A to otwiera furtkę bankom do rekompensowania sobie spreadowych strat. – W ustawie powinien być zapis, że zarówno kupowanie walut w bankach jak i wpłacanie rat w oddziałach i przelewy internetowe z tytułu kredytu są bezpłatne – mówi Halina Kochalska, analityk Open Finance. Powinna ona gwarantować też bezpłatne prowadzenie kont walutowych, z których spłaca się kredyt.
O zastępowaniu spreadów innymi opłatami nieoficjalnie mówią sami bankowcy. Przyznają, że jeśli przepisy wejdą w życie, to poszukają możliwości zarabiania na przewalutowaniu kredytów, na ich wcześniejszej spłacie oraz na innych produktach.
Autorzy ustawy zapewniają jednak, że nie ma takiego niebezpieczeństwa, a przepisy są wystarczająco precyzyjne. I samo ich istnienie doprowadzi do spadku spreadów. – Groźba, że klient przyniesie gotówkę i trzeba go będzie obsłużyć w kasie, ponosząc dodatkowe koszty, wystarczy, aby banki je obniżyły – uważa Sławomir Neumann z PO. Pytany, co się stanie, jeśli bank za wpłatę zażyczy sobie dodatkowej opłaty, odpowiada, że nie będzie takiej możliwości. – Od wpłat z tytułu spłaty kredytu nie będzie można pobierać prowizji – uważa.
Wiesław Rygiel z PSL nie wyklucza jednak, że ustawę trzeba będzie doprecyzować. Ale zastrzega, że ogólny przepis o zakazie pobierania dodatkowych opłat powinien wystarczyć. – Gdybyśmy wymieniając je wszystkie w ustawie, coś przeoczyli, wtedy powstałby prawdziwy problem, bo banki wykorzystałyby tę lukę – tłumaczy.
To niejedyny problem z ustawą. Ostro protestuje przeciw niej Związek Banków Polskich. – W świat nie może iść opinia o Polsce, że u nas prawo działa wstecz i naruszona jest swoboda zawierania umów – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes ZBP. I dodaje, że banki udzielały kredytów przy kalkulacji określonego poziomu ich dochodowości.
Szykuje się więc ostry protest banków i gorąca debata w Sejmie. Pierwsza odsłona już jutro – specjalna podkomisja po raz pierwszy zajmie się projektem PO i PSL.