Zaciągnięcie kredytu walutowego wiąże się z ponoszeniem ryzyka kredytowego. Boleśnie przekonały się o tym osoby, które w trzecim kwartale 2008 roku zaciągnęły kredyt w szwajcarskiej walucie. Po blisko trzech latach jego spłacania mają obecnie salda kredytów o ponad 50% wyższe niż w momencie zadłużania się. Był to bowiem jeden z najgorszych momentów na zaciągnięcie kredytu hipotecznego we franku, co tym bardziej razi w zestawieniu z jego ówczesną - rekordową popularnością. W trzecim kwartale 2008 roku udzielono bowiem w szwajcarskiej walucie ponad 78% z pokaźnej liczby 83 tys. kredytów hipotecznych – wynika z danych ZBP i SARFiN. W sumie problem wyższego salda kredytu niż wartość nieruchomości dotyczy dziś około 110 tys. umów kredytowych – szacuje Home Broker.

Kością niezgody stał się jednak obecnie głównie spread walutowy. Podczas gdy pod koniec 2007 roku przeciętna różnica między kursem sprzedaży i kupna szwajcarskiej waluty wynosiła ponad 4%, to obecnie przekracza ona 6%. Taka różnica potęguje i tak już znaczną podwyżkę miesięcznej raty kredytu, co związane jest ze wzrostem notowań franka. Przykład? Gdyby obecnie zaciągnąć kredyt w CHF na 30 lat i kwotę 300 tys. zł, należałoby liczyć się z ratą na poziomie 1519 zł, gdyby spread wynosił 6% i 1490 zł gdyby spread był o 2 pp. niższy.

Możliwości spłaty w faktycznie posiadanych walutach oraz likwidacji dodatkowych opłat z tym związanych chce także PO. Sprowadzałoby się to de facto do przelania na ustawowy papier rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego. Rozszerzeniem byłby jednak brak możliwości pobierania opłat za faktycznie wykonaną przez pracowników banków pracę aneksowania umów. Bez wątpienia taki postulat spotka się z dużym oporem instytucji finansowych.
Spready w umowach i ustawowych ramach

Z tymi postulatami - choć częściowo - mogłoby zgodzić się SLD. Partia ta zaproponowała ponadto jeszcze jedno rozwiązanie. Zgodnie z nim wyrażony w procentach spread walutowy powinien być zapisany w umowie kredytowej, tak aby nie mógł być przez banki dowolnie zmieniany w czasie. Ustawa ma ponadto regulować maksymalny poziom spreadu walutowego. Zgodnie z propozycjami SLD nie mógłby on przekroczyć 10%, co de facto uderzyłoby w niewiele instytucji. Gros banków stosuje bowiem spready nieprzekraczającej tej wartości. 

Podczas gdy ustawowe regulowanie maksymalnej różnicy między kursem sprzedaży i kupna waluty w bankach może być uznane za daleko idącą regulację, to już postulat zapisania poziomu spreadu walutowego w umowie jest pomysłem ciekawym, choć obecnie niepraktykowanym. Trzeba bowiem zauważyć, że tak jak marża, tak i spread walutowy stanowi jedną z podstawowych informacji wyznaczających koszt kredytu walutowego. Warto więc aby kredytobiorca był świadomy kosztów, które ponosić będzie przez wiele lat obsługi długu hipotecznego.

Najodważniejszą propozycję przedstawiła jednak partia PJN. Zgodnie z nią spłaty długu zaciągniętego we franku szwajcarskim powinno dokonywać się po cenie waluty na poziomie 2,75 złotych. Różnicę między kursem rynkowym i ustalonym miałby ponosić budżet do 2015 roku. Zwrot budżetowej pomocy miałby nastąpić po okresie dopłat, a przystąpienie do programu miałoby być dobrowolne. Zgodnie z szacunkami Home Broker gdyby zdecydowali się na to wszyscy kredytobiorcy, miesięczny koszt dla budżetu mógłby wynieść ponad 120 mln złotych.

Wydaje się, że w obliczu potrzeby walki z długiem i deficytem trudno będzie taki pomysł przeforsować w parlamencie. Trudno też oprzeć się wrażeniu, że pieniądze te mogłyby zostać lepiej spożytkowane. Wystarczy zauważyć, że programRodzina na swoim” pochłania z budżetu kwotę o blisko połowę mniejszą. Dziwić może też nierówne traktowanie kredytobiorców. W koncepcji tej partii uprzywilejowane byłyby tylko osoby, które wybrały jedną z kilku walut w jakich udzielane są kredyty hipoteczne.