W lipcu liczba zarejestrowanych osób bez pracy skurczyła się o 16 tys. do blisko 2,1 mln. W rezultacie stopa bezrobocia spadła do 13,1 proc., czyli zaledwie o 0,1 pkt proc. w porównaniu z czerwcem – podał wczoraj GUS. Ten spadek to efekt sezonowy. Liczba bezrobotnych zmniejszyła się przede wszystkim dlatego, że jak co roku przybyło prac w rolnictwie, ogrodnictwie, budownictwie turystyce i m.in. w gastronomii.
Ponadto część osób miała zajęcie dzięki temu, że została wysłana przez pośredniaki na staże, szkolenia czy do wykonywania robót publicznych lub prac interwencyjnych. Jednak pieniądze przeznaczone na ten cel w wielu urzędach pracy już się wyczerpały albo jest ich niewiele. Nie wiadomo przy tym, czy pośredniaki otrzymają dodatkowe kwoty na ten cel (pisaliśmy o tym w DGP 21 lipca).
Najwyższa stopa bezrobocia utrzymała się nadal w województwach: warmińsko-mazurskim (20,2 proc.), kujawsko-pomorskim (17,4 proc.), zachodniopomorskim (16,8 proc.), podkarpackim i świętokrzyskim (po 15,5 proc.) oraz lubuskim (15,1 proc.). Z kolei najniższe bezrobocie jest w województwach: wielkopolskim (9,6 proc.), mazowieckim i śląskim (po 11,1 proc.) oraz małopolskim (11,4 proc.).
Eksperci oceniają, że sytuacja na rynku pracy jest nadal trudna. Potwierdzają to też inne dane, według których na przykład liczba zarejestrowanych osób bez zajęcia była w lipcu aż o prawie 140 tys. większa niż przed rokiem. Oczekujemy, że w sierpniu stopa bezrobocia utrzyma się na poziomie z lipca. Od września zacznie zaś rosnąć, bo gospodarka nie jest jeszcze rozpędzona do tego stopnia, aby tworzyć nowe miejsca pracy - informuje Marcin Mazurek, starszy analityk BRE Banku. Ponadto jesienią zaczną wygasać prace sezonowe. W efekcie w końcu roku stopa bezrobocia może wzrosnąć do 13,7 proc. - twierdzi Mazurek.
Reklama
Eksperci banku Millennium prognozują zaś, że w grudniu bezrobocie podskoczy do ok. 14 proc. Jeśli sprawdzi się ta prognoza, jego stopa będzie o 0,6 pkt proc. wyższa niż przed rokiem. Na wyraźniejszą poprawę na rynku pracy trzeba będzie poczekać kolejny rok, bo ożywienie gospodarcze, które zaczyna się pojawiać na ogół dopiero po takim czasie, korzystnie wpływa na rynek pracy.