Dziennik Gazeta Prawana logo

Ćwierć wieku bez pracy - rekord pani Krystyny z okolic Szydłowca

2 kwietnia 2013, 07:00
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Dłoń z długopisem
Dłoń z długopisem/Shutterstock
Bezrobotną jest od 25 lat. A ponad 23 lata figuruje w ewidencji urzędu pracy.

Kobieta, która pobiła polski rekord bezrobocia, zarzuca państwu, że przez ten czas nie była zachęcana do podjęcia pracy. Urząd odpowiada: próbowaliśmy wielu prób aktywizacji. Wszystkie okazały się nieskuteczne.

Urzędy pracy prowadzą ewidencję osób bezrobotnych od 1 styczna 1990 r. Najstarsi stażem są więc klientami pośredniaków ponad 23 lata. Przeważnie już wcześniej nie pracowali, ale oficjalnych statystyk wtedy nie prowadzono. – – informuje Tadeusz Piętowski, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Szydłowcu. W sąsiedniej Przysusze doliczono się trzech osób zarejestrowanych od 1990 r.

Radomski urząd ze względu na ogromną (drugą co do wielkości w Polsce), ponadczterdziestotysięczną bazę swoich klientów nie jest w stanie takich danych nawet wygenerować. – – mówi Dariusz Strzelec, rzecznik prasowy Powiatowego Urzędu Pracy w Radomiu.

Pani Krystyna (imię zmienione), 50 lat, mieszka zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy. W woj. mazowieckim, gdzie statystyczne bezrobocie jest najniższe (11,6 proc.). Kobieta ma żal, że przez tak długi czas nie dostała szansy udziału w żadnych formach aktywizacji, a ze strony urzędników doznawała licznych nieprzyjemności. Czuje się napiętnowana, nie chce ujawniać tożsamości. – – mówi.

Straciła pracę jeszcze za komuny. Skończyła szkołę zawodową o profilu obuwniczym. – – mówi. –– mówi. Dodaje, że w ciągu tych lat nie dostała z urzędu żadnej propozycji pracy, stażu, kursu, szkolenia, prac interwencyjnych czy jakiejkolwiek innej formy aktywizacji albo pomocy. – – opowiada.

Z informacji przekazanych nam przez Powiatowy Urząd Pracy w Przysusze wynika, że nikt z 25 jego klientów z ponad 20-letnim stażem w żaden sposób nie był aktywizowany.

Inna sprawa, że te okolice to bardzo trudny rynek pracy: tego dobra po prostu nie ma. – – mówi Tadeusz Piętowski z PUP w Szydłowcu. Aktywizacją może być np. skierowanie do pracodawcy, korzystanie z usług doradcy zawodowego, pośrednika, klubu pracy czy tylko poinformowanie o dostępnych ofertach czy targach pracy. Tak było w przypadku pani Krystyny. W ciągu ostatnich trzech lat kierowano ją do doradcy zawodowego, który uczył ją metod poszukiwania pracy, wspólnie analizował postawy i wartości, przygotowywał indywidualny plan działania. Była także informowana o ofertach pracy. –– objaśnia dyr. Piętowski. I dodaje, że bezrobotni mogą nawet nie mieć świadomości, że są w danym momencie aktywizowani.

To, że w rejestrach są osoby ambitne i aktywne, potwierdza Dariusz Strzelec. – – informuje. Ale i on oszczędnie mówi o takich klientach. O wiele chętniej opowiada historię osoby, która po otrzymaniu oferty zatrudnienia... rozpłakała się.

Dyrektor Piętowski kuriozalny przypadek bezrobotnej pani Krystyny tłumaczy tak: –

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj