Po modzie na Marka Zuckerberga, nastała moda na Elona Muska, a teraz nadciąga pora na Sama Altmana. Podobnie jak niegdyś oni, nie ma jeszcze na karku czterdziestki a jego nowatorski projekt już okazał się przełomowy sukcesem. Mowa tu o sztucznej inteligencji ChatGPT, stworzonej przez startup OpenAI, którym kierował Altman. Młody wizjoner stał się człowiekiem sukcesu i gwiazdą w mediach. Kapitał w Ameryce zaczyna więc podążać tam, gdzie wskaże. Dokładnie tak samo działo się, gdy swoimi wizjami zachwycali Zuckerberg, Musk i inni, starsi giganci technologicznych rewolucji. Dzięki temu Facebook, czy Tesla przez lata mogły generować straty, ale i tak przyciągały niczym magnes olbrzymie pieniądze inwestorów oraz rządowe fundusze. Brak zysków zupełnie nie przeszkadzał w tym, by akcje firm wytyczających drogi w przyszłość szły na Wall Street wciąż w górę. Niewyobrażalny kapitał, zasilający nowatorskie pomysły, działa w USA jak wielki akcelerator postępu. Nim złapiemy oddech, zmiany znów przyśpieszają.

Reklama

Projekt odmładzania ludzkich komórek

Tymczasem Altman oświadczył właśnie, że zainwestował 180 mln dolarów w startup Retro Biosciences. Od dwóch lata rozwija on projekt odmładzania ludzkich komórek, by tą drogą cofnąć w organizmie efekty starzenia się i znacząco przedłużyć życie kuracjuszom podanym całemu procesowi. Dziesięć lat temu nazwalibyśmy to fantasmagorią, tak jak jeszcze w latach 90-tych ubiegłego stulecia większość informatyków była pewna, iż samouczące się maszyny będą egzystować do końca świata jedynie na kartach powieściach SF. Bo przecież komputer był jedynie udoskonalonym liczydłem na układach scalonych, a sieci neuronowe dopiero raczkowały.

Reklama

To, że jesteśmy przyzwyczajeni do nieuchronności starzenia się, bo tak biologicznie zaprogramowano niemal każdy organizm, nie oznacza iż nie istnieją możliwości wywierania radykalnego wpływu na ów proces. Zaś Altman dał sygnał wielkiemu kapitałowi, że nadeszła pora, by zmierzyć się z tym wyzwaniem. Bardzo kuszącym, bo może owocować trudnymi do oszacowania zyskami i nowymi możliwościami. O skutki uboczne inicjatorzy technologicznych rewolucji oraz ci - czerpiący z niej bezpośrednie korzyści, raczej nie pytają. To nie dziwi, bo oni od lat kasują główny dochód, a skutki na klatę bierze społeczeństwo. Tymczasem zapowiada się nadciąganie ich kumulacji.

Stopniowe ubożenie. Ale nie biednieją wszyscy

Zacznijmy od tego, że przez ostatnie trzy dekady zachodzące przemiany przyniosły mieszkańcom świata Zachodu stopniowe ubożenie. Acz nie biednieją wszyscy, bo w tym ekonomicznym układzie naczyń połączonych, jeśli ktoś traci, to inny zyskuje. Różnice czynią liczby tych, co odnotowują życiowy sukces.

Jeszcze w 2019 r. głośnym echem odbił się raport pt.„Time to Care” międzynarodowej organizacji Oxfam. Mówił on, iż 2153 najbogatszych na świecie osób skupiło w swoich rękach więcej bogactwa niż 4,6 miliarda ludzi. Proces ten nie odnosił się tylko do powiększających się różnic między Zachodem i Dalekim Wschodem a resztą ludzkości. Trwał w każdy z krajów, acz rozwijał się w różnym tempie.

Na początku września 2022 r. brytyjski dziennik „The Guardian” wyliczał, że: Elon Musk, Jeff Bezos oraz Richard Branson (kluczowi inwestorzy branży kosmicznej) zgromadzili w sumie więcej zasobów finansowych niż 160 milionów mieszkańców USA, okupujących dolną połowę skali zamożności.

Niewiarygodne, pomimo ogromnego wzrostu wydajności pracowników, płace (z uwzględnieniem realnej inflacji) są dziś niższe niż prawie 50 lat temu. Kiedy dorastałem, większość rodzin była w stanie utrzymać się za sprawą jednego żywiciela rodziny. Teraz przytłaczająca większość gospodarstw domowych potrzebuje dwóch wypłat, aby przetrwać – narzekał na łamach „Guardiana”, jedyny prawdziwy socjalista w Stanach senator Bernie Sanders. Dostępne statystyki jedynie potwierdzają jego spostrzeżenia. Podobnie jak to, że rozwarstwianie się dochodów dotyka nawet najbardziej do tej pory egalitarne państwa. Pod koniec lutego 2023 r. szwedzki Urząd Statystyczny poinformował, iż różnice między najlepiej i najgorzej zarabiającymi Szwedami są obecnie największe od 1975 r. Zastrzegając, że podano tę datę ponieważ właśnie w tymże roku rozpoczęto prowadzić takie badania statystyczne. Niedługo potem polski GUS przyznał, iż III RP - do niedawna odporna na szybkie rozwarstwianie się społeczeństwa - traci tą cechę. Różnice w dochodach między zamożnymi i ubogimi Polakami zwiększają się w tempie niespotykanym od trzydziestu lat. Wysoka inflacja jedynie przyśpiesza ten trend.

Stoimy u progu dwóch rewolucji

Patrząc na społeczeństwa państw Zachodu jako jedną zbiorowości, to obecnie już ponad 90 proc. jej członków ma powody do narzekań i lęku, ponieważ przywykanie do życia w biedzie rzadko bywa fajne. Tymczasem to dopiero początek kłopotów. Stoimy bowiem u progu co najmniej dwóch rewolucji. Pierwsza - ochrzczona mianem „zielonej” - w ogólnym zarysie polega na rezygnacji z użycia paliw kopalnych oraz redukcji emisji dwutlenku węgla na wszelkie, dostępne sposoby. Niestety już daje się zauważyć, iż gdy z miksu energetycznego wypadają paliwa kopalne i nie zastępuje się ich energią jądrową, wówczas prąd radykalnie drożej. Nie może być inaczej, bo cena energii z OZE zależy od pogody i pory dnia. To z kolei przekłada się na koszty wszystkiego. Jednocześnie redukowanie emisji CO2 wymaga drogich inwestycji i wyrzeczeń. Zarabiają na tym nieliczni, koszty ponoszą wszyscy, acz najmocniej odczuwają je biedniejsi i jeszcze szybciej ubożeją.

Za pierwszą rewolucją podąża druga. Nawet jeśli algorytmy sztucznej inteligencji nie przekroczą progu samoświadomości i zdolności do samodzielnego myślenia i tak są już wystarczająco sprawne, by przejmować z rąk ludzi kolejne profesje. Analizy mówiące o tym, które z zawodów zdominuje AI do roku 2030, mnożą się w ostatnich latach niczym króliki na wiosnę. Przy czym trwa w nich swoista licytacja w górę, wraz z kolejnymi barierami sprawności pokonywanymi przez sztuczną inteligencję. Trzy lata temu „The Future of Jobs Report 2020” Światowego Forum Ekonomicznego głosił, iż AI w tej dekadzie przejmie 85 mln miejsc pracy na całym świecie, lecz dzięki niej powstanie aż 97 mln nowych.

Gdy okazało się, iż sieć neuronowa jest zdolna osiągać poziom zawansowania ChatGPT i wcale to nie kres jej możliwości, Goldman Sachs sporządził nowy raport opublikowany pod koniec marca tego roku. „Generatywna sztuczna inteligencja może narazić 300 milionów pełnoetatowych miejsc pracy na całym świecie na automatyzację” – oszacowano w nim. Jednocześnie wciąż wydłuża się lista profesji, znajdujących się w jej zasięgu.

Redukcja kosztów zatrudnienia, większe zyski

To oznacza, że wspomniane wyżej przysłowiowe 2153 najbogatsze na świecie osoby dostaną do ręki czarodziejską różdżkę, zdolną jednym machnięciem redukować koszty zatrudnienia, jednocześnie zwiększając wydajność i zyski. Wyścig ku temu prowadzą już Microsoft (wykupił akcje OpenAI), Google, Amazon oraz nieco tym razem spóźniony Elon Musk.

Jeśli idzie o skrupuły 2153 najbogatszych, to jak wyglądają w praktyce zademonstrował ostatnio Musk po kupieniu Twittera. Kiedy nabył firmę, zatrudniała on 7,8 tys. pracowników. Dziś pozostało 1,5 tys.Wcale nie było to przyjemne. Bolesne – oznajmił w tym tygodniu Musk w wywiadzie udzielonymJamesowi Claytonowi z BBC. Mina multimiliardera wskazywała na to, iż wyciśnięcie z Twittera zysku dzięki zwalnianiu kogo tylko popadło (z ciężarnymi kobietami włącznie) sprawiło mu mnóstwo bólu. No ale przecież nie będzie dokładał do interesu. Zapewne 2152 pozostałych miliarderów też okaże swe cierpienia podczas ogólnoświatowego cięcia kosztów. Co nie oznacza przejęcia się tym, iż skutkiem ubocznym takiego procesu musi stać się jeszcze szybsze ubożenie społeczeństw Zachodu.

Zwłaszcza jeśli zauważyć, iż globalne korporacje z USA. zyskujące najwięcej na rewolucji AI, nie bywają w Europie dobrymi płatnikami podatków.

Powszechny dochód podstawowy

Wobec tych zagrożeń na Starym Kontynencie zyskuje coraz większą popularności pogląd, że panaceum na rewolucję będzie powszechny dochód podstawowy. Co można przyrównać do leczenie nowotworu przy użyciu środków znieczulających. Jeśli się je zaaplikuje, wówczas setki milionów ludzi nie odczuje od razu efektów trwających zmian. Nie pojawią się odruchy obronne, konieczne by zmusić państwa do stawienia czoła tym wielkim wyzwaniom. Obywatele nie sięgną po jedyne narzędzie, jakie im do obrony pozostaje, którym jest kartka wyborcza. Wówczas znieczulona dochodem podstawowym „żaba” zostanie ugotowana. Co nie znaczy iż stanie się martwa. Ona po prostu straci szansę na poprawę swej wegetacji być może na wiele pokoleń.

Prawie jak Rzym u schyłku republiki…

Gdyby szukać skojarzeń z podobnym procesem rozwarstwienia społecznego, połączonego z zanikiem możliwości wykonywania pracy zarobkowej, to przypomina się Rzym z okresu schyłku republiki. Dzięki podbojom bogaci patrycjusze zyskali nie tylko fortuny ale też dostęp do nieograniczonej liczby niewolników. W miastach owa sztuczna inteligencja na starożytną modłę wyparła z rynku pracy obywateli rzymskich. Ci wprawdzie zubożeli, zamieniając się w nędznych proletariuszy, lecz nadal zachowali swe prawa i możność głosowania. Republika zagwarantował im więc darmową żywności i bezpłatne igrzyska, tak zapobiegając zbiorowym buntom. Potem pierwsi cesarze odebrali bezwolnym potomkom niegdyś dumnych obywateli możność głosowania, ale dochód podstawowy zachowywano, dopóki tylko degenerujące się państwo było wstanie go zapewnić.

Jeśli proces rozwarstwiania się dochodów napędzany technologicznymi rewolucjami nie zostanie zatrzymany, zamożnemu i demokratycznemu Zachodowi grozi podobny zmierzch. Nie będzie on bardzo bolesny jedynie dla wąskiej grupy najbogatszych. A jeśli najnowsza inwestycja Sama Altmana okaże się trafiona, zyskają oni możność obejrzenia go sobie od początku do samego końca.