Do 2030 r. co najmniej 40 proc. komponentów niezbędnych dla bezemisyjnych technologii ma być wytwarzana w Europie – zapowiedział w czwartek Frans Timmermans, wiceszef KE odpowiedzialny za realizację Europejskiego Zielonego Ładu, prezentując dwa projekty – aktu o przemyśle bezemisyjnym oraz aktu o surowcach krytycznych – które mają być głównym filarem odpowiedzi UE na wart blisko 400 mld dol. zielony pakiet inwestycyjny przyjęty w zeszłym roku przez USA. - Nie wszystko będzie wyprodukowane w Europie, ale powinniśmy produkować w Europie więcej niż obecnie – mówił komisarz. Nowy cel, choć nie będzie prawnie wiążący dla unijnych przedsiębiorstw, stanowi on jednoznaczny polityczny sygnał dla rynków "27". - Europa wchodzi na ścieżkę konkurencyjności i protekcjonizmu. Jeśli ktoś będzie chciał sprzedawać w Unii, będzie musiał też produkować w Unii – komentuje Paweł Lachman, prezes Polskiej Organizacji Rozwoju Technologii Pomp Ciepła.

Reklama

Kluczowe surowce…

Bruksela daje jasno do zrozumienia, że kryterium pochodzenia powinno być stosowane do wszystkich ogniw łańcucha dostaw. To mocniejszy niż kiedykolwiek dotąd sygnał, że UE chce nie tylko zatrzymać ucieczkę inwestycji do USA i na inne konkurencyjne pod względem regulacyjnym rynki, ale także dążyć do wyzwolenia z zależności importowych, które dotyczą w szczególności dostaw zdominowanych przez Chiny. Chodzi m.in. o surowce, takie jak metale ziem rzadkich, lit, kobalt czy grafit, oraz podzespoły, np. płytki krzemowe, ogniwa fotowoltaiczne, głowice turbin wiatrowych czy elektrody do baterii litowo-jonowych. Te plany mogą mieć znaczenie także dla Polski – tym bardziej, że na przedstawionej przez Komisję liście surowców krytycznych znalazły się m.in. niezbędny w procesie produkcji stali węgiel koksowy (wydobywany m.in. w kopalniach JSW) oraz miedź (produkowana przez KGHM).

Reklama

Dla węższego grona 16 najbardziej kluczowych surowców strategicznych (na tej liście znajdują się miedź, lit, krzem metaliczny czy grafit, ale już nie węgiel koksowy, hel czy fosfor) wyznaczono konkretne cele. W zamyśle Brukseli do końca dekady co najmniej 10 proc. rocznego zapotrzebowania na te surowce ma być zaspokajane przez wydobycie na terenie UE. Lokalnie przetwarzane i wzbogacane ma być min. 40 proc., a z recyklingu pochodzić ma 15 proc. Jednocześnie nie więcej niż 65 proc. rocznego zużycia każdego surowca strategicznego będzie mogło pochodzić z jednego państwa trzeciego. Komisja proponuje też budowę systemu rezerw tych surowców – na wzór dzisiejszych magazynów gazu ziemnego i innych paliw – oraz stworzenie dobrowolnego systemu wspólnych zakupów.

Głównym filarem przedstawionych przez Brukselę propozycji jest na razie uproszczenie procesu inwestycyjnego. Projekty o priorytetowym statusie – przyznawanym na wniosek państw członkowskich – będą mogły liczyć na uzyskanie niezbędnych pozwoleń będą wynosiły od 9 do 12 miesięcy, w miejsce obecnych – od 12-18 miesięcy. Komisja proponuje też nowe mechanizmy finansowania niskoemisyjnych technologii (m.in. systemy aukcyjne oraz "zazielenienie" zamówień publicznych).

… i kluczowe technologie

Jako strategiczne dla przyszłości unijnej gospodarki technologie KE wskazała m.in. pompy ciepła, energetykę wiatrową, fotowoltaikę, magazyny energii, zielony wodór, biogaz i biometan, a także wychwyt i składowanie dwutlenku węgla (CCS). Swoje miejsce w nowej polityce przemysłowej UE – zgodnie z propozycjami Komisji – mają dostać również zaawansowane technologie nuklearne, w tym małe reaktory modułowe (SMR). To kolejny, po tzw. taksonomii, czyli unijnym katalogu zielonych inwestycji stanowiącym drogowskaz dla inwestorów, sygnał, że Unia – wbrew antyjądrowej koalicji na czele z Berlinem – nie chce całkiem pozbawiać atomu regulacyjnego wsparcia. Jednocześnie tekst propozycji KE nie obejmuje obecnej generacji (III+) dużych reaktorów, które są podstawą m.in. polskiego programu jądrowego. Atom nie znalazł się też na krótszej liście technologii strategicznych, które będą najmocniej promowane w Unii.

Reklama

Najnowszy projekt to tylko jedna z serii wydarzeń, które zapowiadają zaostrzenie relacji handlowych UE-Chiny. Kilka dni temu Pekin zwrócił się do UE o złożenie wyjaśnień na forum Światowej Organizacji Handlu (WTO) w sprawie planowanego cła węglowego (CBAM) – opłaty za emisje wygenerowane przy produkcji dóbr importowanych na Stary Kontynent z krajów o słabszych regulacjach klimatycznych. Początkowo objąć ma jedynie dostawy kilku wysokoemisyjnych towarów, m.in. żelaza i stali, aluminium, cementu czy nawozów sztucznych. Według części państw mechanizm jest niezgodny z zasadami WTO, a ogłoszona w zeszłym tygodniu chińska inicjatywa może sugerować, że Pekin podejmie wobec CBAM kroki prawne.

Coraz wyraźniejszy protekcjonistyczny rys transformacyjnych polityk budzi kontrowersje także w samej Unii. Obawy podnosi m.in. brukselski Instytut Bruegla, który widzi w nim powrót do planowania gospodarczego w stylu pierwszych dekad po II wojnie światowej. W swojej analizie liberalny think tank podkreśla, że tego rodzaju instrumenty zawodziły w przeszłości i grożą efektami odwrotnymi do zamierzonych: spowolnieniem transformacji, zwiększeniem jej kosztów oraz obniżeniem konkurencyjności przemysłu. Inni patrzą na nową politykę UE z nadzieją, przekonując, że nie ma innego sposobu zagwarantowania odpowiedniego tempa transformacji i jednoczesnego zachowania konkurencyjności oraz suwerenności energetycznej. Na to, że unijna polityka przemysłowa stworzy transformacyjny „impet” niezbędny do osiągnięcia neutralności klimatycznej i pozycji w gronie liderów zielonej gospodarki liczy m.in. Laurence Tubiana, szefowa Europejskiej Fundacji Klimatycznej i współtwórczyni paryskich porozumień klimatycznych. Jeszcze inni zastanawiają się, czy skala wdrożonych w Unii subsydiów będzie wystarczająca, by podjąć konkurencję z „turbodoładowanym” publiczną pomocą przemysłem z USA i Chin.

Odpowiedź UE dopiero latem?

Ta, budząca największe emocje, kwestia finansowania zielonej polityki przemysłowej UE pozostaje w dużej mierze nierozstrzygnięta. Na razie Komisja nie zaproponowała nowych środków na swoje plany, poprzestając na przesuwaniu środków już uzgodnionych w ramach wieloletniego budżetu oraz europejskich funduszy odbudowy. Może się to jednak zmienić latem, kiedy Bruksela zaprezentuje projekt Funduszu Suwerenności.

W Unii od końca zeszłego roku, kiedy jasne stało się, że amerykańskie regulacje, przynajmniej na razie, nie będą traktowały ulgowo europejskich towarów, ścierały się dwa stanowiska. Zgodnie z pierwszym, reprezentowanym m.in. przez Niemcy, unijna transformacja powinna w tej sytuacji zostać oparta o coraz bardziej elastyczny system pomocy publicznej od państw członkowskich. Według krytyków tego podejścia zaburzy to równość konkurencji na unijnym rynku i zwiększy dysproporcje pomiędzy krajami członkowskimi. Po drugiej stronie stała przede wszystkim Francja, która domagała się wspólnych pożyczek i kolejnego programu skonstruowanego na wzór pandemicznych funduszy odbudowy. Liberalizacja pomocy publicznej powinna z kolei – w ocenie Paryża i jego sojuszników – być ściśle ograniczona do sektorów i przedsiębiorstw wymagających wsparcia w kontekście polityki klimatycznej.

O zaprezentowanych przepisach w najbliższy czwartek i piątek będą rozmawiać w Brukseli unijni liderzy, a dynamika tych rozmów i protokół rozbieżności pokażą, jak długo akty będą procedowane i jaki ostatecznie mogą przybrać kształt. Zgodę na ich przyjęcie będą musiał – zgodnie ze standardową ścieżką legislacyjną – wyrazić nie tylko państwa członkowskie, ale także unijne instytucje: Komisja i Parlament Europejski.