Zaczęło się od zwrócenia sędziemu przez prezesa sądu uwagi, że opieszale prowadził postępowanie. Sędzia nie zgodził z tą oceną, więc spór przeniósł się do sądu dyscyplinarnego, a następnie do Izby Odpowiedzialności Zawodowej SN. Tu w składzie orzekającym znalazł się jeden z tzw. neosędziów.
– mówi sędzia Dariusz Mazur, obrońca odwołującej się. Chodzi o test wprowadzony zeszłoroczną nowelą ustawy o SN, której autorem był prezydent.
– opowiada sędzia Mazur.
Zgodnie z prezydencką nowelą w tego typu sprawach orzeka skład pięcioosobowy. nie kryje zdumienia obrońca odwołującej się.
Wśród tych 21 sędziów 14 to neosędziowie. Obrońcy i sama odwołująca się postanowili domagać się ich wyłączenia.
– podkreśla sędzia Mazur. Co więcej, jeżeli strona będzie niezadowolona z rozstrzygnięcia, będzie jej przysługiwać odwołanie. A to zgodnie z ustawą rozpatruje skład siedmioosobowy. – zauważa Dariusz Mazur. A może być gorzej.
Procedowana właśnie w Senacie nowelizacja ustawy o SN, która ma pomóc w odblokowaniu pieniędzy z KPO, wprowadza możliwość przeprowadzania testów niezawisłości nie tylko na wniosek stron lub uczestników postępowania, lecz także z urzędu przez same składy orzekające. O tym, że pogłębi to patologię, przekonany jest konstytucjonalista dr hab. Jacek Zaleśny.
– stwierdza.
CZYTAJ WIĘCEJ W CZWARTKOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>