"Nie zostawimy tego tak. Działania Orlenu nie pozostaną bez reakcji. Warszawa wspólnie z innymi polskimi miastami skieruje do UOKiK zawiadomienie w tej sprawie. Będziemy działać w obronie interesu naszych miast. Będziemy walczyć w obronie mieszkańców" - napisał Trzaskowski. Dodał, że Orlen zawyżając marże "dorabiał się na Polkach i Polakach" oraz na samorządach "już wcześniej łupionych przez rząd". "Warszawa też poniosła milionowe straty. Te pieniądze można by przeznaczyć np. na obiady dla dzieci w szkołach. Ale naje się tylko upartyjniony państwowy moloch" - napisał.

Reklama

Odpowiedź Obajtka

W odpowiedzi na wpis prezydenta Warszawy, prezes PKN Orlen Daniel Obajtek napisał z kolei, że przez 10 lat ceny paliw w Polsce wzrosły mniej niż ceny biletów w Warszawie, czy wywozu śmieci, który wzrósł o 200 proc. "Paliwo w Polsce należy do najtańszych w UE i dziś, nawet w obliczu wojny, za minimalną płacę można go kupić niemal dwukrotnie więcej niż kiedy rządziliście" - podkreślił we wpisie.

Zgłoszenie sprawy do prokuratury

Strzeżek natomiast poinformował o złożeniu zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa. "Przez jedenaście miesięcy łupili kierowców, sztucznie zawyżając ceny paliw. Analitycy wyliczyli także, że przez ten ruch inflacja w Polsce byłą większa. Winny musi być ukarany!" - napisał. Według analityków mBanku, gdyby ceny pod koniec roku zachowywały się typowo, w Polsce byłaby niższa inflacja, wyniosłaby ok. 16,9-proc. w listopadzie (a nie 17,5 proc.) i być może ok. 16-proc. w grudniu.

Oświadczenie prezesa PKN Orlen

Tymczasem Orlen zwołał we wtorek przed południem spotkanie z dziennikarzami, podczas którego prezes Daniel Obajtek wydał oświadczenie w sprawie sytuacji na rynku paliw. Zarzucił opozycji, że robi wszystko, by zdyskredytować działania Orlenu. - Nie może (opozycja - red.) pogodzić się z tym, że nie przełożyliśmy wyższego VAT na ceny paliw, że stabilizujemy ceny paliw - mówił.

Dodał, że budowa multikoncernu miała zagwarantować stabilność dostaw ropy i paliw, ale też stabilizację cen na rynku. Dodał, że oba te cele są realizowane. - Gdybyśmy nie komunikowali wcześniej, że zrobimy wszystko, by ceny utrzymać, na polskich stacjach paliw mielibyśmy panikę - przekonywał.

Reklama

"Ręczne sterowanie doprowadziłoby do kryzysu"

Obajtek podkreślał, że polityka cenowa prowadzona przez Orlen sprawiła, że nie zaszwankowała logistyka, a na stacjach nie zabrakło paliwa. - Mówiono, że paliwa powinny być po 5 zł. Tłumaczyłem, że tego nie da się zrobić. Około 20 proc. Paliw importujemy. Gdybyśmy regulowali ręcznie ceny, byłby brak paliw na stacjach, podobnie jak to stało się na Węgrzech. Ręczne sterowanie doprowadziłoby do braków paliwa - informował.

I zarzucił, że opozycja wszędzie widzi Rosjan, podważa transakcje z poważnymi partnerami jak Saudi Aramco, a sama nie ujawnia szczegółów transakcji zawieranych w czasach, gdy była u władzy. - Dziś przekierowuje uwagę na Orlen. Tymczasem ocena nie należy do polityków a do akcjonariuszy. Akcjonariusze zdecydowali, że chcą fuzji, agencje ratingowe podnoszą nam ratingi. Dzięki fuzji możemy inwestować - argumentował.

Zła passa Orlenu

Ataki na największą polską spółkę trwają od dłuższego czasu. Wcześniej dotyczyły głównie zapisów umowy z Saudi Aramco w sprawie zakupu przez Saudyjczyków 30 proc. rafinerii w Gdańsku należącej do Lotosu. „Gazeta Wyborcza” zarzucała, że sprzedaż odbyła się z naruszeniem ustawy o kontroli niektórych inwestycji, że transakcji nie konsultowano pod kątem bezpieczeństwa energetycznego Polski. Media podawały też, że umowa uniemożliwia Orlenowi pełną kontrolę aktywów.

Najnowsze zarzuty dotyczą cen paliw na polskich stacjach. Noworoczna podwyżka VAT i opłaty paliwowej miała przełożyć się na wzrost cen paliw na stacjach. Sam wzrost VAT miałby przełożyć się na podwyżkę o ok. 1 zł. Nic dziwnego, że przed końcem roku kierowcy stali w kolejkach, by zatankować na korzystniejszych warunkach. Ceny jednak nie wzrosły. Pierwszego dnia nowego roku za paliwa płacono stawki porównywalne z tymi z ostatnich dni minionego roku, co wzbudziło u części obserwatorów rynku podejrzenia, że koncern przed końcem roku zarabiał na kierowcach, utrzymując wyższe cenniki. Spółka ostatniego dnia zeszłego roku obniżyła też ceny hurtowe paliw o 12 proc.

UOKiK przyjrzy się sprawie

Polityce cenowej Orlenu przyjrzy się też Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. "Przyglądamy się działaniom PKN Orlen w sprawie cen paliw, nie wykluczamy interwencji w tej sprawie" - poinformował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów TVN24 Biznes.

Zaznaczono, że prezes UOKiK nie może ocenić praktyki danego przedsiębiorcy bez szczegółowej analizy sytuacji. Może ingerować, gdy ceny są wynikiem zmowy z innym podmiotem lub podmiotami lub gdy konkretny podmiot nadużywa pozycji dominującej. "Przy tym należy pamiętać, że samo podniesienie lub obniżenie ceny nie oznacza jeszcze działania sprzecznego z prawem antymonopolowym" - napisano.

Popyt miał nie wzrosnąć

Wcześniej Adam Czyżewski, główny ekonomista Orlenu, informował w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że cena detaliczna była kształtowana w taki sposób, by nie doprowadzić do wzrostu popytu. Przekonywał, że poziom cen detalicznych paliw musi uwzględniać ich podaż. Obniżanie cen doprowadziłoby do zwiększonych zakupów braków paliw, co w warunkach ograniczonej podaży skończyłoby się kolejkami na stacjach paliw i niedoborem benzyny i diesla.

- Zarzuca się nam, że skoro obniżyliśmy cenę 30 grudnia, to mogliśmy to zrobić wcześniej. Nie mogliśmy, bo sytuacja na rynku jest taka, że doprowadzilibyśmy do kolejek na stacjach. A teraz cena detaliczna nie spadła, ponieważ nadal nie ma miejsca na jej spadek ze względu na ograniczoną podaż - mówił.