Eksperci twierdzą, że Bank Anglii zetnie poziom stóp procentowych do poziomu zaledwie 1,5 procent. Byłaby to historyczna decyzja, bo najstarsi Brytyjczycy nie pamiętają tak niskich stóp.
Świadczy to również o tym, że Londyn musi obawiać się niebywałego kryzysu gospodarczego. Skoro nie boi się nawet wielkiej inflacji, musi mieć nóż na gardle.
O pomyśle dodrukowania pieniędzy wspominał już kanclerz skarbu Alistair Darling. Jak podaje brytyjski "Daily Mail", kanclerz przyznał, że jeśli poziom stóp procentowych
zbliży się do zera, rząd we współpracy z Bankiem Anglii zdecydują, ile pieniędzy dodrukować.
Brytyjskie media rozpisują się dzisiaj o planie rządzących krajem Laburzystów. Padł pomysł, by kupić od dogorywających banków "toksyczne aktywa". Tylko, że na to potrzeba
ogromnych nakładów pieniędzy, a w państwowej kasie pusto. W przekonaniu kanclerza skarbu Alistaira Darlinga - brytyjskiego odpowiednika ministra finansów - rozwiązaniem mogłoby być właśnie
dodrukowanie pieniędzy.
"Fakt, że skarb państwa rozważa dodrukowanie pieniędzy, dowodzi, iż Gordon Brown doprowadził WIelką Brytanię do krawędzi bankructwa" - komentuje kanclerz skarbu
brytyjskiego gabinetu cieni, George Osborne.
Najbardziej spektakularnym przykładem tego, co grozi gospodarce, gdy bezmyślnie drukuje się pieniądze, jest przykład Zimbabwe. Gdy stopa inflacji przekroczyła tam 100 tysięcy procent, w maju
2008 roku wprowadzono do obiegu banknot o nominale 500 milionów dolarów zimbabweńskich. W lipcu wydrukowano nowy banknot o nominale 100 miliardów dolarów zimbabweńskich. W listopadzie ceny w
Zimbabwe podwajały się co 31 godzin. Kalkulacje z listopada 2008 wykazały 89,7 tryliardów procent inflacji rocznej.