Klaudia Torchała: Inflacja do niedawna była kojarzona z pojęciem finansowym, ale od kilku miesięcy zaczęła mieć swoje przełożenie też na to, jak się psychicznie czujemy. Dlaczego drożyzna wywołuje w nas lęk? I czym tak naprawdę jest lęk?

Reklama

Michał Murgrabia: Ostatnimi czasy, gdy kryzys goni kryzys - pandemia koronawirusa, wojna na Ukrainie - często dodatkowe wyzwania związane z pieniędzmi mogą powodować napięcie, które może utrudniać nam funkcjonowanie. Lęk staje się odpowiedzią na to, co postrzegamy dookoła nas. Jest pochodną stresu, który czujemy. Lęk powstaje wtedy, gdy odbieramy otaczającą nas rzeczywistość jako zagrażającą lub wydaje nam się, że nie możemy poradzić sobie z sytuacją tak, jak byśmy oczekiwali i chcieli.

Czy zgodzi się Pan z tym, że jako społeczeństwo jesteśmy w coraz gorszej kondycji psychicznej? Najpierw koronawirus, który zamknął nas w domach, teraz inflacja. Jak radzić sobie z takimi społecznymi lękami? Zbiorowej terapii nie da się przecież przeprowadzić?

Rzeczywiście wyniki badań nawet przed sytuacją związaną z COVID-19 wskazywały na zwiększenie występowanie zaburzeń psychicznych. Te kryzysy myślę, że spotęgowały problemy i pokazały jak w soczewce wszystkim nam, jak ważne jest dbanie o zdrowie psychiczne. Niestety, cały czas mamy tendencję do pomijania tego aspektu. Nie traktujemy zdrowia psychicznego jako kapitału. Wiemy, że warto zdrowo się odżywiać, ćwiczyć fizycznie, natomiast cały czas temat samopoczucia psychicznego pozostaje w tyle. Jednym z nielicznych pozytywnych aspektów pandemii jest to, że coraz częściej poruszamy ten temat. I bardzo dobrze, bo jeżeli w porę uda nam się wychwycić, że dzieje się coś niepokojącego możemy i szybciej, i skuteczniej pomóc takiej osobie.

Reklama

W jaki sposób w takim razie możemy doświadczać drożyzny na płaszczyźnie psychicznej i emocjonalnej? Powiem szczerze, że jak widzę, że za mój ulubiony chleb muszę zapłacić teraz 13 zł, podczas gdy jako studentka przeżywałam za 10 zł dziennie, to sprawia, że mam coraz większe wyrzuty sumienia kupując go... Coś ze mną jest nie tak?

Faktycznie możemy w takiej sytuacji czuć duży dysonans, który objawia się nieprzyjemnym stanem wynikającym z tego, że obecnie ceny różnią się od tego, co pamiętamy. Z drugiej strony jednak możemy ulegać zniekształceniom poznawczym, czyli wpadać w pułapki związane z naszymi myślami. Możemy tworzyć scenariusze katastroficzne, które zakładają najgorsze. Na przykład to, że nie będzie mnie stać za chwilę nawet na jedzenie. Warto wtedy zdać sobie sprawę, że często tworzymy w naszych głowach mało prawdopodobne scenariusze, bo czy faktycznie - zgodnie z faktami - na nic nie będzie mnie stać? Czy może bardziej prawdopodobne jest to, że nawet gdyby ceny wzrosły, to będę mógł sobie spokojnie zapewnić jedzenie. Wybiorę być może tańszy ser i pieczywo, ale nie będę chodził głodny.

Reklama

Kto najbardziej obawia się drożyzny? Ludzie najbiedniejsi?

Nasze badanie pokazuje, że o pogorszeniu stanu zdrowia psychicznego z powodu sytuacji ekonomicznej mówią głównie osoby zarabiające 5-7 tys. zł netto miesięcznie. Najubożsi Polacy, których dochody nie sięgają tylko 1 tys. zł na rękę są na drugiej pozycji w tym zestawieniu, a na ostatnim miejscu rodacy uzyskujący co miesiąc ponad 9 tys. zł.

Prawdopodobnie jednak inflacja będzie odczuwana przez nas wszystkich bez względu na to, ile ktoś zarabia, ale będziemy o niej różnie myśleć i interpretować. Oczywiście konkretne cechy osobowości mogą poprawić to, w jaki sposób będziemy sobie z tym stresem życiowym radzić. Mam na myśli chociażby wyższe poczucie własnej wartości, wsparcie społeczne czy optymizm i opanowanie. Zarówno osoby zarabiające mało, jak i osoby zamożne mogą subiektywnie odczuwać lęk, obawiać się zupełnie różnych konsekwencji i scenariuszy. Tutaj nie ma żadnej reguły. Zależy to bardziej od cech indywidualnych, choć obiektywnie patrząc wydawałoby się, że również od sytuacji finansowej.

Zastanawiające jest to, dlaczego to ludzie młodzi, startujący w życie, dobrze wykształceni i zarabiający na rękę około 5-7 tys. zł miesięcznie najbardziej boją się wzrostu cen? Takie osoby powinny przecież odważnie wchodzić w dorosłość, nie zdążyły, wydawać by się mogło, zgromadzić zbyt dużo doświadczeń związanych z wiązaniem końca z końcem.

Teoretycznie tak, ale osoby młode, szczególnie te, które dopiero co weszły na rynek pracy, nie do końca mają jeszcze wyrobioną pozycję zawodową. Często też borykają się z wieloma wyzwaniami związanymi z początkiem dorosłego życia. Krótko mówiąc, mają na co wydawać pieniądze. Drożyzna może utrudniać realizację ich planów i marzeń, a to powoduje, że czują się gorzej. Ich marzenia o mieszkaniu czy zakupie samochodu mogą zostać odsunięte nie wiadomo na jak długo. Wszystko to może obciążać, demotywować i wpływać na pozostałe wyzwania, z którymi muszą sobie również na tym etapie życia poradzić. Wiadomo też, że wraz z upływem czasu wypracowujemy swoje sposoby na rozwiązywanie sytuacji, które nam się przytrafiają po drodze. Adaptujemy się do części wyzwań, które nie pobudzają nas już tak negatywnie i intensywnie, jak przy wchodzeniu w dorosłość.

Ale lęk o nasze bezpieczeństwo, również finansowe, może nas paraliżować bez względu na wiek. Jak sobie z tym radzić? Czy są jakieś sprawdzone psychologiczne sposoby?

Warto dostosować sposób i technikę do osobistej sytuacji. To, co może pomagać jednym, może okazać się nie do końca skuteczne dla drugiej osoby. Po pierwsze, by ograniczyć strach możemy pilnować tego, co czytamy i oglądamy. Może być tak, że częste przeglądanie wiadomości, szczególnie z wątpliwych źródeł, często nastawionych na szerzenie „newsów” zamiast nam przynosić pożytek i zaspokajać głód informacji, powoduje, że jesteśmy bardziej zestresowani i odczuwamy więcej nieprzyjemnych emocji. Warto też zastanowić się, czy myśli, które pojawiają się w konkretnych sytuacjach to są rzeczywiście fakty, czy może popadamy w tzw. zamartwianie się? Możemy sobie zadać też pytanie, co mogę zrobić z tym? I zrobić to. Dodatkowo warto dbać o odpowiednią ilość snu, aktywność fizyczną, małe przyjemności, które nie muszą być związane bezpośrednio z wydawaniem dodatkowych pieniędzy. Nie izolować się od ludzi, bo wsparcie społeczne i możliwości poczucia wspólnoty, również poprawiają nastrój.

A do czego prowadzi długotrwały stres? Do jakich zaburzeń? Może to być przecież równia pochyła dla zdrowia, bo chwytamy nierzadko w takich trudnych sytuacjach za używki, które sztucznie poprawiają nastrój i działają tylko na krótką metę.

Brak umiaru i ryzykowne spożywanie alkoholu może być formą regulacji napięcia, które się pojawia. Taka forma picia jest strategią dezadaptacyjną, czyli nie służy nam w optymalny sposób, a raczej szkodzi. Natomiast, gdy odczuwamy stres przez długi czas, mówimy wtedy o stresie chronicznym. Może on u części osób objawiać się różnego rodzaju bólami. Przedłużającym się zmęczeniem, problemami związanymi z przewodem pokarmowym, prowadzić do bezsenności, objawów typowych dla depresji. Równocześnie może negatywnie wpłynąć na naszą efektywność w pracy. Obniżyć jakość relacji międzyludzkich. Utrzymujące się poczucie złości, powiązane np. z odczuwanym stresem, może prowadzić do chorób serca i zakłóceń układu immunologicznego - obniżać naszą odporność.

Każdy z nas inaczej może zareagować na stres? U niektórych z nas w ogóle go nie widać, u innych z kolei błahy powód może wywołać ogromny lęk i objawy pschosomatyczne np. drżenie rąk, zwiększoną potliwość, zaczerwienie.

Czasem nie do końca rozumiemy dlaczego dana osoba reaguje wysokim lękiem, strachem, a inne nie. Wynikać to może z sytuacji życiowej i osobistych doświadczeń jakie przeżyły poszczególne osoby w przeszłości. Odnosząc pytanie do kontekstu lęku w obliczu inflacji to można powiedzieć, że to realny problem i choć dyskomfort może pojawiać się gdy o niej myślimy, to niezależnie od naszych zarobków warto wypracować strategię pozwalającą poradzić sobie z emocjami w taki sposób, który jest dla nas najlepszy. W optymalnym i możliwym tempie.

A jak rozpoznamy, która strategia jest dla nas najlepsza i jakie to mogą być strategie?

Strategie regulacji emocji to właściwie wszystkie działania jakie podejmujemy, aby zachować równowagę i dobrostan psychiczny. Te sposoby mogą odnosić się do naszych myśli i sposobu w jaki myślimy o danych sytuacjach, ale także do tego, co robimy. Możemy spróbować skoncentrować się na planowaniu. Wypracować kroki, by uporać się z negatywnym zdarzeniem. Możemy także odnaleźć inną perspektywę podkreślającą względność tego co się dzieje w porównaniu z innymi wydarzeniami. Czasem udaje nam się zmniejszyć napięcie całkiem prostymi rzeczami, na przykład poprzez aktywność fizyczną. Możemy skorzystać z treningów relaksacyjnych (np. trening progresywnej relaksacji mięśni lub techniki oddechowe). Na pewno warto obserwować swoje emocje. Gdy czujemy, że to co robimy przynosi ukojenie, to wtedy wybrana przez nas strategia nam służy. Jeżeli nie czujemy poprawy lub - wręcz przeciwnie - odczuwamy większe nieprzyjemne pobudzenie, należy spróbować czegoś innego. Dla części z osób redukcja do zera nieprzyjemnych odczuć w obliczu obecnych wydarzeń może okazać się trudna. Istotne jest jednak to, by dbać o ich poziom i o to, by nie osiągały najwyższego poziomu przez długi czas. Jeżeli to zbyt duże wyzwanie, możemy skorzystać z pomocy specjalisty.