W środę Komisja Europejska ma zaprezentować pakiet legislacyjny Fit for 55, który ma przystosować Unię Europejską do nowych, wyższych celów klimatycznych. Zmiany mają mieć wpływ na każdy kraj UE i obejmą wiele obszarów - m.in. wyższe cele dla odnawialnych źródeł energii, podatki, nowe limity emisji dla samochodów czy objęcie nowych sektorów unijnym systemem handlu uprawnieniami do emisji.

Reklama

Jak mówi w rozmowie z PAP Rzońca, negocjacje w sprawie nowych regulacji w UE nie będą łatwe. - Uzgodnienia nie zapadną szybko. Ich rozpoczęcie jest już konfliktogenne. Przykładowo Polsce, Francji i Rumunii zależy na uwzględnieniu atomu jako źródła energii, a innym krajom zależy na tym znacznie mniej. Na pewno trudne będą też negocjacje w kwestii darmowych uprawnień do emisji dwutlenku węgla - wskazuje.

Jak tłumaczy, na rynku uprawnień jest mniej i są coraz droższe. - Jeśli będą bardzo drożały, jak chce tego Komisja w ramach swojego pakietu, to firmy będą musiały wydawać na nie więcej, żeby móc produkować, i będą miały mniej środków na inwestycje, na przykład w nowe technologie - mówi.

Inny problem to - jak podkreśla - propozycja zmiany dyrektywy o odnawialnych źródłach energii. Zgodnie z obecnym unijnym celem do 2030 r. zużywana energia końcowa w Unii powinna być pozyskiwania co najmniej w 32 proc. ze źródeł odnawialnych. Jak mówi Rzońca, Komisja Europejska będzie chciała to zwiększyć. - Moim zdaniem Polska nie jest na to gotowa. Chociaż powstają farmy wiatrowe i fotowoltaika rozwija się dobrze, to zwiększenie celu może okazać się problematyczne. To będzie po prostu kosztowało. Każdy, kto będzie korzystał z energii tworzonej ze źródeł odnawialnych, będzie za to słono płacił - wskazał.

Emisja CO2

Europoseł podkreśla, że takie kraje, jak Rosja czy Chiny, obawiają się propozycji tzw. mechanizmu dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2 (ang. carbon border adjustment mechanism). Ma to być opłata pobierana na granicach UE od importu emisji.

Kraje, które eksportują do UE, podwyższą ceny. Dla budownictwa może okazać się to zabójcze, jeśli nie zostanie to dobrze skalkulowane. Unia Europejska też dużo eksportuje poza swoje granice, więc podobne mechanizmy mogą pojawić się także w innych krajach, poza granicami unijnej Wspólnoty - wskazał.

Należy też - zdaniem Rzońcy - zadać sobie pytanie, kto zapłaci za objęcie polityką klimatyczną sektorów motoryzacji i budownictwa. - Materiały budowlane obecnie drożeją w Europie. Samochody będą musiały być wyposażone w drogie urządzenia, a to też oznacza wyższe ceny. Moim zdaniem biedniejsze kraje, takie jak Polska, będą w trudniejszej sytuacji niż te bogatsze - zaznaczył.

Jak mówi, cel nowej polityki klimatycznej jest szczytny, ale zagrożeniem może być ponoszenie większych kosztów transformacji przez biedniejsze kraje niż bogatsze.

Mam nadzieję, że państwa członkowskie, Komisja Europejska i Parlament Europejski znajdą takie rozwiązania, które będą sprawiedliwe dla wszystkich krajów. W przeciwnym razie może dojść do pauperyzacji społeczeństw, upadku firm czy nawet całych branż, które nie wytrzymają presji. Mam wątpliwości, czy unijni urzędnicy widzą te zagrożenia - powiedział.

Europoseł podkreśla, że każdy program niesie ze sobą także szanse. - Oczywiście mam na myśli czystsze środowisko. Nie ma wątpliwości, że w tym kierunku powinniśmy zmierzać. Pytanie, czy KE nie chce zmierzać za szybko. Nie chciałbym sytuacji, w której części ludzi nie będzie stać na zbyt drogą energię, która bez wątpienia podrożeje - wskazał.

W trakcie negocjacji, jak mówi, Polska będzie musiała zbiegać o ochronę własnego rynku, "podobnie jak inne kraje". - Musimy myśleć o sytuacji polskiego przedsiębiorcy, który płaci za prąd, przeciętnego obywatela, który buduje dom i płaci za ciepłą wodę. Trzeba będzie odpowiedzieć na pytanie, czy te dobra związane z transformacją będą dostępne dla przeciętnego Kowalskiego. Czy nie powinniśmy dać sobie więcej czasu, aby nie wylać dziecka z kąpielą? Myślę, że tak. Klimat tak, ale nie zapominajmy o kosztach społecznych - podsumował Rzońca.