Dziennik Gazeta Prawana logo

Giełda próbuje podnieść się po nokaucie

27 października 2008, 10:58
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Giełda próbuje podnieść się po nokaucie
Inne
Zielony kolor, który na giełdowych tablicach informacyjnych symbolizuje wzrosty akcji, jest tak wyczekiwany przez naszych inwestorów, że jego pojawienie się wywołało euforię. Ale nie ma co się cieszyć na wyrost. Huśtawki takie, jak ta dzisiejsza, gdzie sesję zaczynaliśmy od czerwieni, by na zamknięciu odrobić straty, nie wróżą niczego dobrego.
Dziś przy wykresach niektórych indeksów warszawskiej giełdy widać było zielone strzałki. Zwyżkował WIG20, pokazujący kondycję 20 największych spółek. Na zamknięciu indeks 20 największych spółek giełdowych osiągnął 1570,11 pkt, czyli wzrósł w stosunku do wczorajszego zamknięcia o 0,93 procent. Jednak chwilowe wzrosty mogą zwieść małych i średnich inwestorów, którzy liczą na jakiś zarobek. Na giełdzie widać bowiem duży ruch na tzw. kontraktach. A to może oznaczać przygotowania do ataku spekulacyjnego. Grube ryby mogą za chwilę zakontraktować spadki i zgarnąć całą pulę ze stołu.

To tylko jeden ze scenariuszy, który przewidują eksperci. Nie trzeba się jednak do niego przywiązywać, bo w dobie paniki zawodzą wszelkie kalkulacje. Kto spodziewałby się jeszcze miesiąc temu, że indeks WIG20 spadnie dziś do poziomu najniższego od pięciu lat? Już na otwarciu notował spadki oscylujące w granicach 4-5 procent.

Teraz sytuacja trochę się polepszyła. Ale biorąc pod uwagę to, co dzieje się w naszym regionie Europy, raczej nie powinniśmy być optymistami. Sytuacja na Ukrainie jest zła. Międzynarodowy Fundusz Walutowy chce jej pomóc, by nie pogrążyła się na dobre. Węgrzy też liczą na taką pomoc. Stan ich waluty i giełdy to nie powód do dumy. Sesję na rumuńskiej giełdzie otwarto dziś spadkiem sięgającym kilkunastu procent. Trzeba było zamknąć handel akcjami.

Trzeba machnąć ręką na wszelkie wykresy prognozujące najniższe poziomy, od których giełda mogłaby się odbić. Giełdą rządzi panika średnich i małych inwestorów, a wielcy spekulanci czekają, aż wykrwawią się płotki. Wtedy rekiny wrócą na żer. Jednak powrót kapitału może nie nastąpić szybko.

Dzisiejsze spadki to głównie efekt tego, co dzieje się w Azji. Tamtejsze tygrysy wykrwawiają się po ciosach, jakimi były tąpnięcia na ich giełdach. Szczególnie ucierpiały Filipiny, gdzie spadki sięgnęły kilkunastu procent. To prawdziwa agonia parkietu w Manili, bo przerwano tam nawet handel akcjami.

Nie lepiej było w Hongkongu, gdzie na koniec pracy parkietu indeks Hang Seng spadł aż o 12,2 procent. W Szanghaju akcje utraciły na wartości 6,32 procent. Podobnie było na tokijskiej giełdzie, gdzie Nikkei 225 znalazł się na najniższym poziomie od 26 lat.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj