Samorządowcy chcą być jak Lewica?
Reklama
Skąd takie podejrzenie?
W zeszłym tygodniu, w komunikacie po pierwszym posiedzeniu rządowo-samorządowego zespołu ds. KPO, czytam: "Przedstawiciele ogólnopolskich organizacji samorządowych podziękowali stronie rządowej za dotychczasowe współdziałanie w pracach nad KPO, które przyniosło wiele rozwiązań korzystnych dla samorządowych wspólnot mieszkańców, choć nie wszystkie z propozycji proponowanych przez samorządy terytorialne zostały uwzględnione". Politykom PiS tak bardzo spodobała się treść tego komunikatu, że sami zaczęli go promować w mediach społecznościowych.
Głęboko wierzę w to, że przedstawicielom strony rządowej i samorządowej zależy na tym, by nowy, unikalny zastrzyk finansowy dla Polski był dobrze wykorzystany. I dopóki pozostajemy w dialogu, jest na to szansa. Przypomnę, że wcześniej dwukrotnie strona samorządowa odstąpiła od wydania opinii do Krajowego Planu Odbudowy...
W podobny sposób o głosowaniu ramię w ramię z PiS mówi Lewica. Samorządy w dużej mierze reprezentują środowiska, którym nie po drodze z PiS, a mimo to siadacie do stołu i negocjujecie sposób wdrażania KPO. Nie boicie się, że spotkacie się z podobnymi zarzutami co Lewica?
Samorządowcy zabierają głos w imieniu mieszkańców. Jedyną platformą rozmowy z rządem na ten temat jest Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego (KWRiST) oraz roboczy zespół ds. KPO. Zapewne za jakiś czas dojdzie jeszcze Komitet Monitorujący KPO. Nie mogę mówić za wszystkich, ale ja uważam, że trzeba rozmawiać. Niedawno miałam spotkanie z marszałkiem Czarzastym, za co odsądzano mnie od czci i wiary, bo to już było po dogadaniu się Lewicy z PiS, a jeszcze przed głosowaniem w Sejmie. Czy te rozmowy do czegoś doprowadzą, tego nie wiem. Ale wiem, że brak rozmowy to ślepa uliczka. Owszem, mam zasadniczo ograniczone zaufanie do PiS. Dlatego z inicjatywy samorządowców w rozmowach z rządem na tym etapie uczestniczą też przedstawiciele organizacji pozarządowych. Obecni byli też...